Zwiedzałem nowe tereny watahy,kiedy wpadłem na przepiękną wilczycę.
-P-przepraszam.-Pomogłem jej wstać.
-Nic nie szkodzi-Powiedziała swoim pięknym głosem.-Jak masz na imię?
-Jestem Lucka a ty?
-Mam na imię Star-Uśmiechnęła się życzliwie.
-Ch-chesz może....p-po zwiedzać ze mną nowe tereny watahy?-Zapytałem. Czułem rumieńce na policzkach.
-Jasne! Też teraz zwiedzałam,więc nie mam nic przeciwko,żebyśmy robili to razem.-Zaśmiała się i wyprzedziła mnie. Kiedy była ode mnie z 5 metrów odwróciła się w moją stronę. Stała na górce. Z tyłu oświetlały ją promienie zachodzącego słońca. Wyglądała jak bogini.-Idziesz,czy nie?-Zapytała śmiejąc się. Dogoniłem ją,ale ona znów zaczęła uciekać z uśmiechem na pysku. Nie trudno było ją dogonić. Ganialiśmy się przez cały las,aż Star wpadła do jakiegoś dołu. Bez namysłu skoczyłem za nią. Kiedy trzymałem ją za łapę,rozłożyłam skrzydła. Przestaliśmy spadać. Zacząłem podnosić się do góry,kiedy ona powiedziała:
-Poczekaj! Może zobaczymy co tam jest?
-No dobra...tylko rozłóż skrzydła.
-Dobrze. Iiiii....dz-dziękuję ci za ratunek.-Powiedziała zarumieniona. W sumie,to nic wielkiego jej nie zagrażało,bo rów-jak się okazało- nie był wielki,ale mogła zwichnąć sobie łapę,lub skrzydło. Na dnie nic nie dostrzegliśmy. Po prostu kwadratowy dół wyposażony w ziemię i kilka tępych-niegdyś ostrych-kijków. Już mieliśmy lecieć,kiedy dostrzegłem błysk w jednym z kątów dawnej pułapki. Powiedziałem o tym Star i zaczęliśmy kopać. Okazało się,że tuż za cieniusieńką ścianką,krył się niewielki tunel. Zmieściliśmy się z dużą trudnością i zaczęliśmy iść przed siebie. Po jakimś czasie,ku moim oczom (bo ja szedłem pierwszy-dla bezpieczeństwa) ukazało się rozdwojenie dróg. Ustaliliśmy ze Star którą stroną iść. Poszliśmy w lewo,bo oboje czuliśmy tam coś...nie wiem jak to opisać. Nie był to zapach,ani wietrzyk. Po prostu coś...kontynuowaliśmy więc "wyprawę". Po kilku minutach zaczęło się robić dość duszno. Przyśpieszyliśmy kroku. W końcu dotarliśmy do wyjścia z tunelu. Wyszedłem jak najprędzej,żeby Star mi się nie udusiła. Byliśmy cali w błocie i ziemi. Strzepaliśmy co się dało i obejrzeliśmy teren. Staliśmy w jakiejś krainie. Była piękna,w przeciwieństwie do tego,co było u góry. Były tam przedziwne drzewa i krzewy. Strumyki były fioletowe,a kwiaty żarłoczne. Przeszliśmy się po krainie. Po jakimś czasie napotkaliśmy opuszczone gniazdo z jajami. Było ich pięć. Wiedziałem co z nimi zrobić.
-Nie możemy ich tak tu zostawić-Przerwała mnie z zamyślenia Star.
-Wiem,do kogo je zanieść. Lesti zna się na zwierzętach i będzie wiedziała jak się nimi zająć. Ona weźmie trzy jaja,a my po jednym. Oczywiście powie nam jak mamy się nimi zająć.
-Wiem jak się zająć...jajkiem...
-Nie rozumiesz? Te jaja są inne. To jakby inny świat. Nie wiemy jak się nimi należy opiekować.
-Rozumiem. Weźmy je więc...ale czekaj...czy zmieszczą się do tunelu?
-Nie. Znajdziemy inne rozwiązanie. Popilnuj ich. Ja się przelecę i sprawdzę,czy jest jakieś inne wyjście.-Jak powiedziałem,tak uczyniłem. Po 3 minutach byłem na miejscu mówiąc:
-Rzeka ma odpływ przy naszej watasze. Wydostaniemy się rzeką.
-Dobrze.-Wzięliśmy ogromną łupinę orzecha (bo tam wszystko było większe) i popłynęliśmy rzeką. Po 5 minutach byliśmy na zewnątrz. Wzięliśmy jaja do jaskini Lesti. Nie było to łatwe,bo chciała zostać w swojej jaskini. Była przeciwna zmianom w watasze. Po jakimś czasie dotarliśmy na miejsce.
-Lesi!-Zawołałem. Z jaskini wyszła ona.
-Tak?
-Wiesz jak się nimi zająć? Przynieśliśmy je jakby z innego świata...
-Widzę...znam tą rasę. I tą też...i tą!-Pokazywała po kolei jajka.
-A-ale one są z jednego gniazda.
-Ale są innych ras.
-Wyglądają tak samo. Skąd wiesz?
-Dla ciebie są takie same. Zobacz. To jajo na przykład mają tutaj dwie kropki niebieskie. To znaczy,że mieszka w nich gryf. A w tamtym smok,bo ma aż pięć kropek pomarańczowych. Na szczęście potrzebują takiej samej opieki. Trzeba je ułożyć w zimnym miejscu. Coś jak lodówka,albo lód. Okryć kocem...ciepłym i co dwa dni polewać wyciągiem z mięty.
-Dziwne to.
-Wiem. Ale tak jest. Czytałam o nich. Jedno nawet wychowałam.
-Tak? Co z niego wyszło?
-Chimera.
-Gdzie ona jest?
-Wypuściłam ją. Pragnęła wolności.-Zaśmiała się Lesti.-Czyli mam się nimi zaopiekować?
-To znaczyy...ze Star chcieliśmy wziąć po jednym.
-Jasne. Wybierzcie.
-Tylko...w jakim jajku jest co?
-Więc...w tym jest smok,w tym jest chimera,w tym gryf,w tym hipogryf,a w tym...
-Nie ważne-Przerwała jej Star-Ja wezmę to jajo. Chcę mieć niespodziankę-Mrugnęła do mnie okiem biorąc jajo z fioletowo-białymi kropkami.
-Ja wezmę smoka.-Powiedziałem biorąc jajo z pomarańczowo-zielonymi kropkami.
-W takim razie zostaje mi chimera,gryf i hipogryf.-Lesti przytuliła jajka z zielono-czerwonymi kropkami i niebiesko-szarymi,oraz żółto-czarnymi. Odeszliśmy trzymając swoje jaja na skrzydłach. Długo jeszcze rozmawialiśmy o naszej przygodzie,nim się rozeszliśmy do naszych jaskiń. To był wspaniały dzień. Bardzo lubię Star.
-Miłych snów,Star-Szepnąłem i zasnąłem.
<Co dalej Star? Słyszałaś to?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz