Biegłem razem z bratem na wojnę. Wszędzie było ciemno. Wojna...a raczej wielka walka,była na łące...na mglistej,cichej łące. Wtedy skoczył na nas jakiś stwór. To z nim walczyła nasza wataha...co znaczy...zostali...pokonani?! Wyjęliśmy miecze i ruszyliśmy na niego. Zadaliśmy mu parę ciosów,ale on nie miał nawet małej ranki. Atakowaliśmy go na różne sposoby,jednak niewiele one dawały. Byliśmy zmęczeni poprzez wiele prób ataków i zadanych przez przeciwnika ciosów.
-Jesteście takie słabe,małe wilczki.-Powiedział podnosząc mnie za głowę. Braciszek chciał mi pomóc,ale przeciwnik machnął ogonem,a Rin uderzył o skałę i kamienie przygniotły go tak,że nie mógł się ruszyć.
-N-nie jesteśmy słabi.-Powiedziałem. Stwór rzucił mną o skałę. Upadłem. Próbowałem się podnieść,ale jedyne co otrzymałem,to kaszlnięcie krwią. Teraz przypomniało mi się,skąd widziałem tego stwora. To się nazywało...człowiek. Zaatakował naszą watahę bez powodu...dla skóry,dla pieniędzy.-T-to wy jesteście słabi zabijając bez powodu nas i swoją rasę. Przez chciwość. To wy tu jesteście bezmózgimi stworzeniami oszukując i okłamując przyjaciół!-Krzyknąłem podnosząc się na jednej łapie. Człowiek zignorował to i podszedł do mnie. Wziął kamień i uniósł nad moją głową. Wiedziałem co mnie czeka. Próbowałem walczyć,jednak byłem sparaliżowany przez ból. W oddali słyszałem krzyki mego brata.
-Przestań! Z-zostaw go!-Kiedy człowiek przygotował się do uderzenia,usłyszałem jeszcze tylko rozpaczliwy krzyk,który był w stanie rozedrzeć duszę-PRZESTAŃ! NIEEE!!!-Nastała ciemność...po jakimś jednak czasie,obudziłem się...chyba....było ciemno....i cicho...nie miałem czucia w ciele. Czułem jedynie,że mój brat wymordował tych ludzi. Słyszałem jedynie cichutki jego głos...jakbym ogłuchł.
-BRACIE! OCKNIJ SIĘ! BŁAGAM!-Ruszyłem powoli głową i wyszeptałem.
-B-bracie...g-gdzie jesteś? Strasznie tu ciemno.
-Już już...nic nie mów.-Mówił przez łzy.
-N-nie mogę ruszyć łapami...
-Już dobrze...j-już...jest d-dobrze...
-B-bracie...nie zostawiaj mnie...
-Jestem tutaj. Nigdy cię nie zostawię. Zawsze będę z tobą...będziemy żyć razem jeszcze dużo czasu.-Uśmiechnął się przez łzy...tak mi się zdawało.-Wyjdziesz z tego...t-to tylko kilka zadrapań.
-Masz rację braciszku...-Uśmiechnąłem się...malutka łezka spłynęła mi po policzku...nic więcej nie pamiętam.
Zerwałem się z łóżka. Mój brat nie spał.
-Co się stało?-Zapytał.
-M-miałem koszmar...czemu nie śpisz?
-Ja też miałem koszmar...
-Co ci się śniło?
-Coś,przez co moje życie zmieniło by się kompletnie,gdyby się wydarzyło. Śpij bracie. Wiem jedynie,że to się nie zdarzy. Nie dopuszczę do tego.-Uśmiechnął się smutnie. Chyba miał ten sam sen. Zasnąłem. Nie miałem więcej snów. Jednak bałem się,że coś takiego może się zdarzyć...nie...nie dopuszczę do tego za nic w świecie...nigdy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz