-Mówiła,że nauczy mnie jak polować i zabijać!-Krzyknęła Ross tak,że ją usłyszałam. Na moim pysku pojawił się mały uśmieszek. Wróciłam do swojego normalnego ciała i otrzepałam się.
-No. W tym ciele jest dużo lepiej.-Poprawiłam skołtunione włosy. Zawsze mi się tak robiło po przemianie.-Ech. A ja myślałam,że pójdę na emeryturę jeśli chodzi o wychowywanie szczeniąt. Hmm ta wataha robi się w moim typie. Wszystko jest mroczne...cieszę się tylko,że kilka wilków jest mądrych i nie chce nieśmiertelności. To męczące patrzeć jak twoi bliscy starzeją się i....-Położyłam się na łóżko.-Ro,Lesti,Zan,Rene,Mara,Lotos,Sily,Pretty,Sindy,Neli,Kain i Lucka.-Wymieniałam w myślach-Oni nie pragną życia nieśmiertelnego. Wyjątkowego. Nie są zachłanni.-Myślałam. Po chwili spojrzałam na podłogę-Kogo ja oszukuję. Ta wataha nie powinna się zmieniać. Tu już nie jest tak przyjaźnie. Wybuchnie wojna. Czuję ich śmierć. Nie chcę wchłaniać ich dusz. O dziwo...nie wchłaniam dusz moich...znajomych ani ich rodziny...
Następnego dnia wyszłam o świcie z jaskini i poszłam obudzić Ross. Kiedy to zrobiłam,ona tylko wtuliła się w kołdrę i wymamrotała.
-Tak wcześnie? Jeszcze chwilkę.-I odwróciła się na drugi bok. Przekręciłam oczami i chwyciłam za róg jej kołdry. Jednym szybkim ruchem ściągnęłam ją z wilka.
-EJ!-Krzyknęła oburzona.
-Chcesz coś upolować? Musisz wcześnie wstawać i mnie słuchać. Nauczę cię jak polować,skradać się,być cicho i jak zabijać jednym ruchem,ale musisz się mnie s ł u c h a ć ! Zrozumiano?
-T-tak. Ale ty się śmiałaś. Mówiłaś,że nic ze mnie nie wyrośnie.
-Nie ocenia się po pozorach,mała.
-To czemu tam tak mówiłaś?
-Bo mi się nudziło. Wstawaj!
Kiedy szliśmy przez las,ona zapytała:
-Czemu masz swoje ciało i jak cię nazywano w młodości?
-To ciało jest wygodniejsze i je bardziej lubię...a nazywano mnie...
-Jak? Jak?
-DASZ MI POWIEDZIEĆ?!-Ucichła.
-Demon. Nazywano mnie Demon.
-Dla czego?
-Bo kochałam czyjeś cierpienie. Heh. Dalej kocham. Kocham zabijać i jestem odludkiem. Nie lubię przebywać z innymi wilkami.
-Rozumiem. A ty widzisz demony?
-Te,których inni nie dostrzegają,owszem. Tak samo jak Death.
-On był demonem...niewidzialnym?
-Ta.
-Skąd wiesz?
-Bo wiem.
-Wychowałaś go?
-Cicho!-Powiedziałam przylegając do ziemi. Ona spojrzała tam gdzie ja i zrozumiała. Przed nami stał królik. Dobra,jak na początek dla młodego wilczątka. Ja zaczynałam na pomniejszych demonach...które były silne jak słonie,ale mniejsza....-Teraz powoli i cichutko do niego podejdź. Kiedy poczujesz,że jest w zasięgu twojego skoku,skacz i gryź w szyję. I nie puszczaj,puki nie przestanie się ruszać.-Zaczęła podchodzić.Była już wystarczająco blisko. Mimo to,dalej szła. Syknęłam do niej-Co ty robisz? Skacz!
-Jeszcze trochę.-Wtedy natrafiła na suchą gałązkę. Królik się spłoszył. Wstałam i podeszłam do niej. Ona się skuliła.
-Nie bij! To nie moja wina.
-A czyja?
-T-twoja?
-Kiedy polujesz masz być skupiona. Nie może cię rozkojarzyć byle odgłos. I CZEMU DO JASNEJ CIASNEJ NIE SKOCZYŁAŚ JAK CI MÓWIŁAM?!
-B-bo myślałam...
-Nie myśl. Czuj!-Przerwałam jej.-Nie czułaś,że jesteś już blisko?
-C-czułam. Ale Corpise mówił,że mam nie kierować się sercem,tylko rozumem. A rozum mówił,że mam podejść na wyciągnięcie łapy.
-Bo Corpise jest głupi! Masz to czuć tu!-Położyłam łapę w miejscu,gdzie jest serce.-Nie tu!-Wzięłam łapę z serca i klepnęłam ją lekko w czoło.-Rozumiesz? To,co kochasz zawsze robi się łatwiejsze,niż to,co musisz robić. Chcesz polować?
-Tak!
-Kochasz to?
-Tak!
-Więc na co czekasz! Zamiataj szukać tego królika!-Pobiegła za tropem "uciekiniera",a ja za nią. To była szybka akcja. Podbiegła,skoczyła i trzymała za gardło.
-Ładnie. Tylko trzymaj mocniej i dłuuużej-Podkreśliłam ostatnie słowo. Wtedy spojrzała na miejsce,gdzie przed chwilą był jej śniadanie. Została po nim tylko plama krwi. Zaskoczona aż podskoczyła i pisnęła. Położyłam łapę na swoim czole (facepalme jakby co).-Jest coraz lepiej. Jest ranny. Nie ucieknie daleko. No chyba,że tamten orzeł go zje.-Pokazałam łapą na kręcącego się tu ptaka. Ona jak oparzona pobiegła za śladami krwi,a po chwili przyniosła mi martwego królika.
-Tadaaaa!
-Super.-Powiedziałam bez entuzjazmu,ale szczerze.-Zjedz go. To twoja zdobycz.
-A ty nie chcesz?
-Nie jestem głodna. No dobra. Na dziś koniec lekcji. Zanieść ci go do twojej jaskini?
-Ja to zrobię!-Powiedziała i zaczęła ciągnąć swą zdobycz. Ja powoli poszłam za nią. Kiedy wróciłyśmy do watahy,Corpise nas "przywitał" z wejścia i krzyknął:
-<Co krzyknąłeś?>
piątek, 30 maja 2014
Od Corpoise ... 124
Gdy dowiedziałem się o akcji z tą całą Luną wiedziałem ,że może mi się przydać więc pod pretekstem zostawienia "czegoś w watasze " pobiegłem by jej poszukać wyczułem zapach wilka więc pomyślałem ,że może to być ona nagle wpadłem na małą wilczycę :
- Ałuu !!! - krzyknęła - jak chodzisz wielkoludzie !!! Grrr - powoedziała warcząc mi w twarz którą nachyliłem do niej ponieważ była taka malutka.
- Przepraszam piszczałko szukam dorosłego czarnego wilka z czerwoną grzywą jest to samica - podkreśliłem .
- Nie ma tu nikogo .... -powiedziała ze łzami w oczach.
- Ej ... nie płacz - powiedziałem odchodząc o krok.
- Czemu nie mogę płakać nie ma tu nikogo zostawili mnie tu nie znam swojej mamy ani nikogo tylko cię tu widziałam -powiedziała ocierając łzę która spływała jej po nosie.
- Jako to ... nie ma tu nikogo ? - spytałem.
- Przecież mówię ,że nie - powiedziała i pobiegła w dal . Odwróciłem zrobiłem dwa kroki i coś mną zawróciło i pobiegłem za jej zapachem.
- Hej mała !!- krzyczałem.
- Czego ? - nagle wyszła z jaskini chyba Luna
- Ty jesteś Luna ? - spytałem rozglądając się za małą wilczycą .
- Może...-powiedziała ocierając łzę
- Więc chciałem się zapytać czy nie szukasz kog- nagle zobaczyłem małą wilczyce pobiegłem za nią nie wiedziałem co mną kieruje kiedy miałem dość gonienia jej wzbiłem się w powietrze . Czułem wzrok zaskoczonej Luny . Mój sprint był ,szybki , że zdążyłem oblecieć watahę i wrócić ale leciałem teraz wolno by znaleźć małą wilczyce nagle dołączyła do mnie Luna.
- Ty jesteś ... synem Greva ? -spytała.
- Tak i co .... - spytałem rozglądając się za szczeniakiem.
- Czy ty mnie olewasz ? - powiedziała z szatańskim uśmiechem .
- Co mówiłaś ? - olewałem ją .
- Że mnie olewasz ... -powiedziała.
- No i co w związku z tym ? - spytałem - Mnie już tak wychowali. - powiedziałem . W jej myślach usłyszałem " Nie dość ,że mnie olewa to jest arogancki fajnie" w tym monecie się uśmiechnąłem .
- Co ? - zapytała.
- Nie nic .... -powiedziałem .
- No powiedz - powiedziała i rzuciła się na mnie ja złożyłem skrzydła i spadaliśmy .- Głupi jesteś . -powiedział z uśmiechem .
- Dziękuje . - powiedziałem i wylądowałem na łapach.
- Ej a czego szukasz .... - spytała
- Ja szukałem cię ale wpadłem na małą wilczyce i coś kazało mi za nią iści dlatego leciałem przez pół watahy. - wytłumaczyłem
- A to ja może już pójdę ... -powiedziała i opuściła głowę.
- Nie !!! - krzyknąłem . Wtedy ona odwróciła głowę i po chwili podbiegła do mnie.
- Co ? - zapytała
- To ,że Death zmienił watahę - powiedziałem ale mi przerwała
- No nie mów ... - przerwałem jej
- No mówię i każdy teraz jest nieśmiertelny ... -powiedziałem
- Co ? - zapytała ale po chwili powiedziała - A zresztą ... - powiedziała
- Jak chcesz jak znajdziemy tego szczeniaka mogę cię zabrać ze sobą nawet wataha się nie nazywa tak samo nazywa się "Wataha Wilczych Demonów" - powiedziałem uśmiechając się do niej .
- To żałosna nazwa. -powiedziała uśmiechając się do mnie.
- Wiesz wygląda- nagle zobaczyła tego szczeniaka i podbiegła
- Ej patrz to ona - powiedziała oblizując się.
- Tak ...ale nie jedz jej ona mi jest potrzebna - powiedziałem zatrzymując ją łapą.
- Po co ona nawet utknęła w wystającym bolcu . -powiedziała
- No i co to ....to moja .... moja.... -zaciąłem się uratowała mnie młoda.
- Jestem jego młodszą koleżanką mówię na niego brat - powiedziała
- Co ?! - w tym momocie Luna na mnie popatrzała
- To moja siostra - powiedziałem
- Ale jak to poznałeś ją dziś.... - zacieła się - a znowu kłamiesz po prostu jesteś jej "dzisiejszym kolegą"
- Właśnie .. -powiedziałem .
- Właśnie -powiedziała młoda.
- A tak w ogóle jestem Ros... -powiedziała
- Niemiło mi cię poznać Ros - powiedział Luna. - Ja jestem Luna. - powiedziała
- A ja jestem Corpoise - powiedziałem .
- Ej to może mnie z tond wyciągniecie - powiedziała szarpiąc się.
- Ok poczekaj nie pomożemy ci ... - i zaczęliśmy ją wyciągać z pułapiki.
- Ja nauczę cię jak być demonem - powiedziałem - Ej Luna to może zmień się w moją byłą ona już nie żyje masz to jej ciało- dmuchnąłem jej w twarz pyłem z "jej" < mojej byłej kości >
- A tak w ogóle to jak ona zginęła ? - spytała Luna oglądając się w odbiciu które jest w kałuży .
- Ja ją zabiłem.- powiedziałem .
- A jak ona miała na imię ? - spytała - bo jak już mam nią być to wiesz musze mieć nowe imię .
- Spoko miała na imię Luna więc nikt się nieskapanie bo nikt nie wiedział ,że miałem dziewczynę kiedy kolwiek - powiedziałem - A i jako ona nie musisz też być moją dziewczyną tylko znajomą .
- Ok . - powiedziała . Przez całą drogę rozmawiałem z nią raz jej się chyba wymsknęło " Nie lubię cię " z uśmiechem < ps. nie lubię cię to było jak u normalnych wilków 'lubię cię' " a czemu stwierdziłem ,że jej się wymsknęło bo szybko zakryła pysk łapą i zarumieniła się i zachichotała.
- Spoko - powiedziałem.
- Ej Corpoise - powiedziała zmęczono Ros.
- Co ? - spytałem obracając głowę i zatrzymując się .
- jestem zmęczona weźmiesz minie na plecy - powiedziała.
- No niech będzie... - powiedziałem. Po czasie mała zasnęła Luna powiedziała :
- No no nasz twardziel niesie małego szczeniaczka na plecach . - powiedziała drwiąco .
- Wiesz może i nie uwierzysz ale ona może kiedyś stać się najsilniejszym demonem o takim o którym będą marzyć wszystkie demony świata - w tym momocie Luna przestałą się śmieć i powiedziała :
- Niby ta "piszczałka" którą sam ją tak nazwałeś ma być kiedyś potężna. -powiedziała
- Wiesz takie umilanie i mówienia np.: " żabko"
wkurza strasznie a jak się wkurzasz to jesteś zła więc motywacją jest przedrzeźnianie. Też mnie mój ojciec nazywał dziwnie .... - powiedziałem .
- A jak ... - spytała Luna.
- A co cię to ?! - spytałem wkurzony.
- No jak nie proszę .... -powiedziała stając mi na drodze .
- Ech " Szkieleciku " - powiedziałem i w tym właśnie momocie zaczęły się śmiechy i tarzanie się po podłodze Luny . - HAHA ... -powiedziałem. - A jak cię nazywali ? - spytałem .
- Nijak - powiedziała przestając i podnosząc się .
- No powiedz - powiedziałem
- NIE !!!!! -krzyknęła
- No nie dobrze nie dobrze - powiedziałem. Szliśmy cały czas gdy nagle zrobiła się straszna burza postanowiłem zrobić postój . Więc jak pomyślałem tak i zrobiłem położyłem się i przykryłem się skrzydłami Luna także . Nagle obudzona przez pioruna Ros podniosła się z mojego grzbietu i próbowała się przykryć swoimi małymi skrzydełkami.
- Poddaję się ... -powiedziała . Na to słowo się podniosłem ponieważ Luna się zaśmiała . A w myślach powiedziała do mnie " Anie mówiłam ,że to ciele a nie wspaniała dymnica "
- Eh... chodzi - otworzyłem skrzydła by mogła się schować pod nie by już cyrk się skończył .
Gdy Ros i Luna zasnęły sam się położyłem zasnąłem. Śniła mi się moja armia moi poddani którzy zginali w więzieniu i na wojnie.
II Dzień :
- Hej wstawaj !!! - krzyczała mi do ucha Ros.
- Co jest ? - spytałem
- Nic chce ci opowiedzieć co mi się śniło ....
- No co ci się śniło ....
- Śniło mi się ,że byłam ślina dostojna i odważna walczyłam z potworami i zabijałam je bez żadnych przeszkód .... - i tak dalej i tak dalej mi opowiadała aż nagle Luna się pojawiła i pokazała ,że upolowała coś ,żeby się odwdzięczyć za zabranie ją do watahy nie że za nią tęskniła tylko ,że nie chciała tam być i chciała po prostu uczuci to ,że poznała kogoś kto ją rozumie. gdy zjedliśmy już wszystko zaczęliśmy maszerować dalej po drodze mieliśmy kilka postojów bo mała chciała upolować to jaszczurkę to mrówkę to biedronkę . Lune to bawiło bo ona położyła łapę i już a Ros biegała za tym i się wywracała . Oczywiście Luna miała tego konspekcie ponieważ przez resztę drogi Ros pytała ją : " jak to robisz nauczysz mnie ? " , " jak ? " , "ale jak to możliwe ? " wtedy ja się śmiałem nagle wpadłem na mojego ojca Grev'a .
- jak chodzisz synu i czemu tak długo cię nie było co nie mogłeś złapać królika ? Jeżeli myślisz ,że za tobą "nie tęskniłem " to się grubo mylisz przegapiłeś tylko to ,że twój brat jest o- chciał powiedzieć ojcem ale zobaczył Ros i Lunę . - A to twoja dziewczyna i twój szczeniak ? - spytał całując rękę Luny . Ona oczywiście wytarła ją . - O twoja kobieta ma temperament . To dobrze znalazłeś w ruszczcie kogoś z wyższej ligi - powiedział .
- TATO !!!! To moja znajoma chciałem nie prości Death by mogła dołączyć.
- A rozumiem ale nie do końca . Kto wtedy jest tym smakowitym kąskiem ? - spytał zniżając głowę i oblizując się już chciałem tacie wygarnąć kiedy Ros powiedziała raczej wykrzyknęła.
- JAK ŚMIESZ SIĘ MNIE OBRARZAĆ JESTEŚ GBUREM BRUDASEM I BARDZO BARZDZO MIŁYM WILKIEM !!!!!!!!!!!!! - krzyknęła byłem z niej dumny.
- No , no więc witaj w rodzinie . Jak masz na imię ? - spytał
- Ja jestem Lu- Luna chciała dokończyć kiedy Ros jej przerwała.
- Ja jestem Ros . - powiedziała - Nie miło pana poznać .
- No nie dziękuje nawzajem - powiedział kłaniając się. - Ja już idę a ty Corpoise iść do Death .
- Nie dobrze ojcze - powiedzie działem i pobiegłem z Luną i Ros.
- Ty Ros ... -powiedział szokowana Luna.
- Tak Luno - powiedziała Ros.
- Jesteś nie fajna - powiedziała Luna
- Nie dziękuję - powiedziała . Już po sekundzie byłem przy Death.
- Death mam pytanie ?- powiedziałem
- Tak Corpoise - powiedział
- Czy te dwie wilczyce mogą dołączyć to moje znajome ? - powiedziałem
- No niech będzie - powiedział już odchodziłem kiedy Death mnie zatrzymał i powiedział - Bo Niall będzie chciał zrezygnować z stanowiska Alpha czy może ty będziesz chciał ? - spytał
- Tak ale dlaczego chce zrezygnować ? - spytałem by wiedzieć na czym stoję.
- Musi pomagać swojej żonie z dziećmi więc co ty na to ?
- Niech będzie dziękuje ale wiesz może jeszcze z tym poczekam .
- Ok namyśl się ! - krzykną
- Ok . - powiedziałem i odchodziłem nagle Luna zaciągnęła mnie na bok .
- Hej co ty robisz jak będziesz Alphą to rządzisz nimi . -powiedziała
- No nie mów ja to robie by mi zaufał rozumiesz - powiedziałem tłumacząc
- Chcesz się wybić na Alphę podstępem ? Coraz bardziej cię "nie lubię". - powiedziała
- Ok teraz pokarze wam jaskinie Luna ty ici tam - wskazałem łapą jaskinię.
- Ok to do nie jutra !!! - krzyknęła i pobiegła .
- A moja a moja !!! - krzyczała Ros.
- Tam ... - powiedziałem i odprowadziłem ją gdy wychodziłem z jaskini Ros powiedziała:
- Ej nie dziękuje ,że się mną zająłeś - powiedziała.
- Masz za co - powiedziałem.
- Ej jeszcze jedno Luna powiedziała mi jak gadałeś z Death ,że ...
< Co powiedziałaś Luna ? >
- Ałuu !!! - krzyknęła - jak chodzisz wielkoludzie !!! Grrr - powoedziała warcząc mi w twarz którą nachyliłem do niej ponieważ była taka malutka.
- Przepraszam piszczałko szukam dorosłego czarnego wilka z czerwoną grzywą jest to samica - podkreśliłem .
- Nie ma tu nikogo .... -powiedziała ze łzami w oczach.
- Ej ... nie płacz - powiedziałem odchodząc o krok.
- Czemu nie mogę płakać nie ma tu nikogo zostawili mnie tu nie znam swojej mamy ani nikogo tylko cię tu widziałam -powiedziała ocierając łzę która spływała jej po nosie.
- Jako to ... nie ma tu nikogo ? - spytałem.
- Przecież mówię ,że nie - powiedziała i pobiegła w dal . Odwróciłem zrobiłem dwa kroki i coś mną zawróciło i pobiegłem za jej zapachem.
- Hej mała !!- krzyczałem.
- Czego ? - nagle wyszła z jaskini chyba Luna
- Ty jesteś Luna ? - spytałem rozglądając się za małą wilczycą .
- Może...-powiedziała ocierając łzę
- Więc chciałem się zapytać czy nie szukasz kog- nagle zobaczyłem małą wilczyce pobiegłem za nią nie wiedziałem co mną kieruje kiedy miałem dość gonienia jej wzbiłem się w powietrze . Czułem wzrok zaskoczonej Luny . Mój sprint był ,szybki , że zdążyłem oblecieć watahę i wrócić ale leciałem teraz wolno by znaleźć małą wilczyce nagle dołączyła do mnie Luna.
- Ty jesteś ... synem Greva ? -spytała.
- Tak i co .... - spytałem rozglądając się za szczeniakiem.
- Czy ty mnie olewasz ? - powiedziała z szatańskim uśmiechem .
- Co mówiłaś ? - olewałem ją .
- Że mnie olewasz ... -powiedziała.
- No i co w związku z tym ? - spytałem - Mnie już tak wychowali. - powiedziałem . W jej myślach usłyszałem " Nie dość ,że mnie olewa to jest arogancki fajnie" w tym monecie się uśmiechnąłem .
- Co ? - zapytała.
- Nie nic .... -powiedziałem .
- No powiedz - powiedziała i rzuciła się na mnie ja złożyłem skrzydła i spadaliśmy .- Głupi jesteś . -powiedział z uśmiechem .
- Dziękuje . - powiedziałem i wylądowałem na łapach.
- Ej a czego szukasz .... - spytała
- Ja szukałem cię ale wpadłem na małą wilczyce i coś kazało mi za nią iści dlatego leciałem przez pół watahy. - wytłumaczyłem
- A to ja może już pójdę ... -powiedziała i opuściła głowę.
- Nie !!! - krzyknąłem . Wtedy ona odwróciła głowę i po chwili podbiegła do mnie.
- Co ? - zapytała
- To ,że Death zmienił watahę - powiedziałem ale mi przerwała
- No nie mów ... - przerwałem jej
- No mówię i każdy teraz jest nieśmiertelny ... -powiedziałem
- Co ? - zapytała ale po chwili powiedziała - A zresztą ... - powiedziała
- Jak chcesz jak znajdziemy tego szczeniaka mogę cię zabrać ze sobą nawet wataha się nie nazywa tak samo nazywa się "Wataha Wilczych Demonów" - powiedziałem uśmiechając się do niej .
- To żałosna nazwa. -powiedziała uśmiechając się do mnie.
- Wiesz wygląda- nagle zobaczyła tego szczeniaka i podbiegła
- Ej patrz to ona - powiedziała oblizując się.
- Tak ...ale nie jedz jej ona mi jest potrzebna - powiedziałem zatrzymując ją łapą.
- Po co ona nawet utknęła w wystającym bolcu . -powiedziała
- No i co to ....to moja .... moja.... -zaciąłem się uratowała mnie młoda.
- Jestem jego młodszą koleżanką mówię na niego brat - powiedziała
- Co ?! - w tym momocie Luna na mnie popatrzała
- To moja siostra - powiedziałem
- Ale jak to poznałeś ją dziś.... - zacieła się - a znowu kłamiesz po prostu jesteś jej "dzisiejszym kolegą"
- Właśnie .. -powiedziałem .
- Właśnie -powiedziała młoda.
- A tak w ogóle jestem Ros... -powiedziała
- Niemiło mi cię poznać Ros - powiedział Luna. - Ja jestem Luna. - powiedziała
- A ja jestem Corpoise - powiedziałem .
- Ej to może mnie z tond wyciągniecie - powiedziała szarpiąc się.
- Ok poczekaj nie pomożemy ci ... - i zaczęliśmy ją wyciągać z pułapiki.
- Ja nauczę cię jak być demonem - powiedziałem - Ej Luna to może zmień się w moją byłą ona już nie żyje masz to jej ciało- dmuchnąłem jej w twarz pyłem z "jej" < mojej byłej kości >
- A tak w ogóle to jak ona zginęła ? - spytała Luna oglądając się w odbiciu które jest w kałuży .
- Ja ją zabiłem.- powiedziałem .
- A jak ona miała na imię ? - spytała - bo jak już mam nią być to wiesz musze mieć nowe imię .- Spoko miała na imię Luna więc nikt się nieskapanie bo nikt nie wiedział ,że miałem dziewczynę kiedy kolwiek - powiedziałem - A i jako ona nie musisz też być moją dziewczyną tylko znajomą .
- Ok . - powiedziała . Przez całą drogę rozmawiałem z nią raz jej się chyba wymsknęło " Nie lubię cię " z uśmiechem < ps. nie lubię cię to było jak u normalnych wilków 'lubię cię' " a czemu stwierdziłem ,że jej się wymsknęło bo szybko zakryła pysk łapą i zarumieniła się i zachichotała.
- Spoko - powiedziałem.
- Ej Corpoise - powiedziała zmęczono Ros.
- Co ? - spytałem obracając głowę i zatrzymując się .
- jestem zmęczona weźmiesz minie na plecy - powiedziała.
- No niech będzie... - powiedziałem. Po czasie mała zasnęła Luna powiedziała :
- No no nasz twardziel niesie małego szczeniaczka na plecach . - powiedziała drwiąco .
- Wiesz może i nie uwierzysz ale ona może kiedyś stać się najsilniejszym demonem o takim o którym będą marzyć wszystkie demony świata - w tym momocie Luna przestałą się śmieć i powiedziała :
- Niby ta "piszczałka" którą sam ją tak nazwałeś ma być kiedyś potężna. -powiedziała
- Wiesz takie umilanie i mówienia np.: " żabko"
wkurza strasznie a jak się wkurzasz to jesteś zła więc motywacją jest przedrzeźnianie. Też mnie mój ojciec nazywał dziwnie .... - powiedziałem .
- A jak ... - spytała Luna.
- A co cię to ?! - spytałem wkurzony.
- No jak nie proszę .... -powiedziała stając mi na drodze .
- Ech " Szkieleciku " - powiedziałem i w tym właśnie momocie zaczęły się śmiechy i tarzanie się po podłodze Luny . - HAHA ... -powiedziałem. - A jak cię nazywali ? - spytałem .
- Nijak - powiedziała przestając i podnosząc się .
- No powiedz - powiedziałem
- NIE !!!!! -krzyknęła
- No nie dobrze nie dobrze - powiedziałem. Szliśmy cały czas gdy nagle zrobiła się straszna burza postanowiłem zrobić postój . Więc jak pomyślałem tak i zrobiłem położyłem się i przykryłem się skrzydłami Luna także . Nagle obudzona przez pioruna Ros podniosła się z mojego grzbietu i próbowała się przykryć swoimi małymi skrzydełkami.
- Poddaję się ... -powiedziała . Na to słowo się podniosłem ponieważ Luna się zaśmiała . A w myślach powiedziała do mnie " Anie mówiłam ,że to ciele a nie wspaniała dymnica "
- Eh... chodzi - otworzyłem skrzydła by mogła się schować pod nie by już cyrk się skończył .
Gdy Ros i Luna zasnęły sam się położyłem zasnąłem. Śniła mi się moja armia moi poddani którzy zginali w więzieniu i na wojnie.
II Dzień : - Hej wstawaj !!! - krzyczała mi do ucha Ros.
- Co jest ? - spytałem
- Nic chce ci opowiedzieć co mi się śniło ....
- No co ci się śniło ....
- Śniło mi się ,że byłam ślina dostojna i odważna walczyłam z potworami i zabijałam je bez żadnych przeszkód .... - i tak dalej i tak dalej mi opowiadała aż nagle Luna się pojawiła i pokazała ,że upolowała coś ,żeby się odwdzięczyć za zabranie ją do watahy nie że za nią tęskniła tylko ,że nie chciała tam być i chciała po prostu uczuci to ,że poznała kogoś kto ją rozumie. gdy zjedliśmy już wszystko zaczęliśmy maszerować dalej po drodze mieliśmy kilka postojów bo mała chciała upolować to jaszczurkę to mrówkę to biedronkę . Lune to bawiło bo ona położyła łapę i już a Ros biegała za tym i się wywracała . Oczywiście Luna miała tego konspekcie ponieważ przez resztę drogi Ros pytała ją : " jak to robisz nauczysz mnie ? " , " jak ? " , "ale jak to możliwe ? " wtedy ja się śmiałem nagle wpadłem na mojego ojca Grev'a .
- jak chodzisz synu i czemu tak długo cię nie było co nie mogłeś złapać królika ? Jeżeli myślisz ,że za tobą "nie tęskniłem " to się grubo mylisz przegapiłeś tylko to ,że twój brat jest o- chciał powiedzieć ojcem ale zobaczył Ros i Lunę . - A to twoja dziewczyna i twój szczeniak ? - spytał całując rękę Luny . Ona oczywiście wytarła ją . - O twoja kobieta ma temperament . To dobrze znalazłeś w ruszczcie kogoś z wyższej ligi - powiedział .- TATO !!!! To moja znajoma chciałem nie prości Death by mogła dołączyć.
- A rozumiem ale nie do końca . Kto wtedy jest tym smakowitym kąskiem ? - spytał zniżając głowę i oblizując się już chciałem tacie wygarnąć kiedy Ros powiedziała raczej wykrzyknęła.
- JAK ŚMIESZ SIĘ MNIE OBRARZAĆ JESTEŚ GBUREM BRUDASEM I BARDZO BARZDZO MIŁYM WILKIEM !!!!!!!!!!!!! - krzyknęła byłem z niej dumny.
- No , no więc witaj w rodzinie . Jak masz na imię ? - spytał
- Ja jestem Lu- Luna chciała dokończyć kiedy Ros jej przerwała.
- Ja jestem Ros . - powiedziała - Nie miło pana poznać .
- No nie dziękuje nawzajem - powiedział kłaniając się. - Ja już idę a ty Corpoise iść do Death .
- Nie dobrze ojcze - powiedzie działem i pobiegłem z Luną i Ros.
- Ty Ros ... -powiedział szokowana Luna.
- Tak Luno - powiedziała Ros.
- Jesteś nie fajna - powiedziała Luna
- Nie dziękuję - powiedziała . Już po sekundzie byłem przy Death.
- Death mam pytanie ?- powiedziałem
- Tak Corpoise - powiedział
- Czy te dwie wilczyce mogą dołączyć to moje znajome ? - powiedziałem
- No niech będzie - powiedział już odchodziłem kiedy Death mnie zatrzymał i powiedział - Bo Niall będzie chciał zrezygnować z stanowiska Alpha czy może ty będziesz chciał ? - spytał
- Tak ale dlaczego chce zrezygnować ? - spytałem by wiedzieć na czym stoję.
- Musi pomagać swojej żonie z dziećmi więc co ty na to ?
- Niech będzie dziękuje ale wiesz może jeszcze z tym poczekam .
- Ok namyśl się ! - krzykną
- Ok . - powiedziałem i odchodziłem nagle Luna zaciągnęła mnie na bok .
- Hej co ty robisz jak będziesz Alphą to rządzisz nimi . -powiedziała
- No nie mów ja to robie by mi zaufał rozumiesz - powiedziałem tłumacząc
- Chcesz się wybić na Alphę podstępem ? Coraz bardziej cię "nie lubię". - powiedziała
- Ok teraz pokarze wam jaskinie Luna ty ici tam - wskazałem łapą jaskinię.
- Ok to do nie jutra !!! - krzyknęła i pobiegła .
- A moja a moja !!! - krzyczała Ros.
- Tam ... - powiedziałem i odprowadziłem ją gdy wychodziłem z jaskini Ros powiedziała:
- Ej nie dziękuje ,że się mną zająłeś - powiedziała.
- Masz za co - powiedziałem.
- Ej jeszcze jedno Luna powiedziała mi jak gadałeś z Death ,że ...
< Co powiedziałaś Luna ? >
czwartek, 29 maja 2014
Od Star Noris i Death i Noris oraz Hunka 123
- AAAA!!!!! D-dobra powiem jestem w ciąży !!!!! - krzyknęłam w tym monecie Noris spytała :
- Ale z kim powiedz mamie ? - gdy się schowała zobaczyłam ,że tata złapał Hunk'a który chciał uciec złapał go i prowadził do mnie i do mamy :
-To jest ten kochaś !?... - spytał
- T-tak ... - wykrztusiłam . - Co ze mną się dzieje mamo ?
- Rodzisz kochanie - powiedziała mama
- CO!?! - spytałam cierpiąca
- Tak tak ok teraz eee Death ici . - powiedziała mama w tym momęcie Hunk też chiał iść ale mama to zobaczyła i kazała mu jej pomagać. Po 35 godzinach ciężkiego rodzenia urodziłam :
< Co ty Na to Mamo ? >
- Ale z kim powiedz mamie ? - gdy się schowała zobaczyłam ,że tata złapał Hunk'a który chciał uciec złapał go i prowadził do mnie i do mamy :
-To jest ten kochaś !?... - spytał
- T-tak ... - wykrztusiłam . - Co ze mną się dzieje mamo ?
- Rodzisz kochanie - powiedziała mama
- CO!?! - spytałam cierpiąca
- Tak tak ok teraz eee Death ici . - powiedziała mama w tym momęcie Hunk też chiał iść ale mama to zobaczyła i kazała mu jej pomagać. Po 35 godzinach ciężkiego rodzenia urodziłam :
< Co ty Na to Mamo ? >
Od Death Do Luny oraz Star 122
Gdy zobaczyłem ,że Luna odleciała rozczarowałem się i pobiegłem do jaskini wszystkie żywe wilki nakarmiłem swoją nieśmiertelną krwią według księgi od mojej matki było mi przykro ,że nie pamiętałem jak ona wyglądała. Gdy wszystkie wilki stały się nieśmiertelne postanowiłem zmienić watahę i poszukać Flo i Picolla moje dzieci się niecierpliwiły a szczeniaki były w niebo wzięte chociaż bardzo szybko się męczyły najbardziej wypytywał mnie Zero był to mój prawnuk kochany oczywiście kochałem wszystkie moje wnuki i prawnuki i moje dzieci i Noris ale on chyba był moim ulubieńcem całą drogę szedł jak 'kamień" oczywiście to nie znaczy ,że był nieruchomy tylko on się nie męczył przypominał mi mnie jak byłem mały przez całą drogę myślałem o pozostawionej Lunie nie chciałem by zabierała dusze moich bliskich dlatego wszystkich zrobiłem na czystej krwi demony moje drzewo genealogiczne było bardzo proste ponieważ było one od początków demonów do samego końca . Po chwili podszedł do mnie Greve :
- Ej to gdzie mniej więcej możemy się zatrzymać ? - spytał
- Tam gdzie się urodziłem czyli w świecie demonów oczywiście już ich tam nie ma .... - powiedziałem przypominając sobie ginących moich rodziców i... przyjaciół ... ale nie mogłem sobie przypomnieć kim była osoba która się mną wtedy zaopiekowała ...
- Dziadku ... - odezwał się głos .
- Tak - powiedziałem patrząc się w stronę gdzie wydobył się głos. To była Neli .
- Wiesz bo jak zmieniamy miejsce to zmieniamy nazwę watahy prawda ? -spytała
- Tak nazwę ją Wataha Wilczych Demonów - powiedziałem
- Aha... -powiedziała i zamknęła usta i założyła słuchawki na uszy.
- Tato ... -powiedziała Moon
- Tak córko ? - spytałem.
- Możemy odpocząć ? - spytała
- A czemu mielibyśmy się zatrzymać? - spytałem
- Ponieważ ... - przerwała
- Ponieważ co ? - spytałem i odwróciłem się. Star leżała była słaba. - Star c-co się d-dzieje ? - spytałem.
- Poczekaj Death.... -powiedziała Noris - Ja się nią zajmę ,a wy idźcie... -powiedziała. Z dala było słychać tylko krzyki Star nagle Star wykrzyknęła :
< co wykrzyknęłaś Star ? >
- Ej to gdzie mniej więcej możemy się zatrzymać ? - spytał
- Tam gdzie się urodziłem czyli w świecie demonów oczywiście już ich tam nie ma .... - powiedziałem przypominając sobie ginących moich rodziców i... przyjaciół ... ale nie mogłem sobie przypomnieć kim była osoba która się mną wtedy zaopiekowała ...
- Dziadku ... - odezwał się głos .
- Tak - powiedziałem patrząc się w stronę gdzie wydobył się głos. To była Neli .
- Wiesz bo jak zmieniamy miejsce to zmieniamy nazwę watahy prawda ? -spytała
- Tak nazwę ją Wataha Wilczych Demonów - powiedziałem
- Aha... -powiedziała i zamknęła usta i założyła słuchawki na uszy.
- Tato ... -powiedziała Moon
- Tak córko ? - spytałem.
- Możemy odpocząć ? - spytała
- A czemu mielibyśmy się zatrzymać? - spytałem
- Ponieważ ... - przerwała
- Ponieważ co ? - spytałem i odwróciłem się. Star leżała była słaba. - Star c-co się d-dzieje ? - spytałem.
- Poczekaj Death.... -powiedziała Noris - Ja się nią zajmę ,a wy idźcie... -powiedziała. Z dala było słychać tylko krzyki Star nagle Star wykrzyknęła :
< co wykrzyknęłaś Star ? >
Od Luny CD Death 121
Wtedy się obudziłam. Leżałam na tej samej skarpie,a nowa dusza latała w moim słoiczku. To był tylko sen. Ale o co mu chodziło z tą duszą? Heh. Chciałabym go zobaczyć w dawnej postaci demona. Wyglądał tak potwornie. Lubiłam to. Uśmiechnęłam się leciutko. Wtedy usłyszałam jego krzyk z za pleców.
-Nie!-Wstałam jak oparzona.
-O co ci chodzi?
-Uwolnij tą duszę! Już!
-Ha! Myślisz,że będę ci uległa? Ani mi się śni. Do czego ci ta mała dusza jakiegoś wilka? On jest przecież martwy. A do życia go nie przywrócisz.
-Bo tak.
-Bez argumentów tym bardziej nie odzyskasz tej duszy. Zostaw mnie.-Powiedziałam i odleciałam. Jest agresywniejszy niż zawsze. Dziwne....jakby....JAKBY JEGO DEMON SIĘ W NIM OBUDZIŁ! Czekałam na ten dzień od kiedy odszedł zamieniając się w małego,potulnego i miłego wilka. Demony tak nie postępują. Cieszę się,że tego wieczora nie zabiłam go. Wtedy dostałam wizji z przeszłości właśnie z tej nocy.
"Było ciemno. Demonów wciąż przybywało. Nadchodziły ze wszystkich stron. Wszyscy moi towarzysze broni polegli. Zostałam sama. Ja i mój miecz. Przecięłam pierwszego demona oblewając drugiego wodą święconą. Skoczyłam nad trzema stworami ucinając im równocześnie łby. Na moim "liczniku" w głowie było już zabitych 986 demonów w 30min. Nieźle,ale bywało lepiej. Kiedy mój "licznik" doszedł do 6 666 został jeden i ostatni demon,ale on był inny. Był jeszcze młody. Nie opanował do końca swych mocy a oni wystawili go do walki bezbronnego. Zatrzymałam miecz nad jego głową hamując tym samym jego śmierć. Wiedziałam co czuje. Kiedyś czułam się podobnie. Sama,bez nikogo...schowałam broń do pochwy przywiązanej do moich bioder i wzięłam go na ręce. Tej nocy,złamałam tabu dla potwora i nie żałowałam tego.
-Daję ci ciało wilka,byś nie został zdradzony,a twe normalne ciało zmieniam w ciało wilczego demona. Nadaję ci imię Death i nauczę cię połowy moich mocy. Od tej nocy,będziesz wychowywany przeze mnie i odejdziesz w podróż,kiedy dorośniesz.-Powiedziałam trzymając go w łapach i pomyślałam "Trochę ci współczuję,bo nie mam ręki do dzieci,ale postaram się dać ci to,co najlepsze". Od owej nocy,wszystko się zmieniło. Mimo to,nawet on nie skruszył mego kamiennego serca wykutego przez te setki samotnych lat.-Mimo to,życie,które przywrócisz do martwego ciała,będzie słabe i nie pożyje długo. Takie są konsekwencje,za to leczyć będziesz mógł bardzo dobrze."
Wtedy wizja się skończyła,a ja zorientowałam się,że doleciałam już dość daleko. Zawróciłam się do swojej jaskini. Death już tam nie było. Położyłam się i zasnęłam.
<Co dalej Death?>
-Nie!-Wstałam jak oparzona.
-O co ci chodzi?
-Uwolnij tą duszę! Już!
-Ha! Myślisz,że będę ci uległa? Ani mi się śni. Do czego ci ta mała dusza jakiegoś wilka? On jest przecież martwy. A do życia go nie przywrócisz.
-Bo tak.
-Bez argumentów tym bardziej nie odzyskasz tej duszy. Zostaw mnie.-Powiedziałam i odleciałam. Jest agresywniejszy niż zawsze. Dziwne....jakby....JAKBY JEGO DEMON SIĘ W NIM OBUDZIŁ! Czekałam na ten dzień od kiedy odszedł zamieniając się w małego,potulnego i miłego wilka. Demony tak nie postępują. Cieszę się,że tego wieczora nie zabiłam go. Wtedy dostałam wizji z przeszłości właśnie z tej nocy.
"Było ciemno. Demonów wciąż przybywało. Nadchodziły ze wszystkich stron. Wszyscy moi towarzysze broni polegli. Zostałam sama. Ja i mój miecz. Przecięłam pierwszego demona oblewając drugiego wodą święconą. Skoczyłam nad trzema stworami ucinając im równocześnie łby. Na moim "liczniku" w głowie było już zabitych 986 demonów w 30min. Nieźle,ale bywało lepiej. Kiedy mój "licznik" doszedł do 6 666 został jeden i ostatni demon,ale on był inny. Był jeszcze młody. Nie opanował do końca swych mocy a oni wystawili go do walki bezbronnego. Zatrzymałam miecz nad jego głową hamując tym samym jego śmierć. Wiedziałam co czuje. Kiedyś czułam się podobnie. Sama,bez nikogo...schowałam broń do pochwy przywiązanej do moich bioder i wzięłam go na ręce. Tej nocy,złamałam tabu dla potwora i nie żałowałam tego.
-Daję ci ciało wilka,byś nie został zdradzony,a twe normalne ciało zmieniam w ciało wilczego demona. Nadaję ci imię Death i nauczę cię połowy moich mocy. Od tej nocy,będziesz wychowywany przeze mnie i odejdziesz w podróż,kiedy dorośniesz.-Powiedziałam trzymając go w łapach i pomyślałam "Trochę ci współczuję,bo nie mam ręki do dzieci,ale postaram się dać ci to,co najlepsze". Od owej nocy,wszystko się zmieniło. Mimo to,nawet on nie skruszył mego kamiennego serca wykutego przez te setki samotnych lat.-Mimo to,życie,które przywrócisz do martwego ciała,będzie słabe i nie pożyje długo. Takie są konsekwencje,za to leczyć będziesz mógł bardzo dobrze."
Wtedy wizja się skończyła,a ja zorientowałam się,że doleciałam już dość daleko. Zawróciłam się do swojej jaskini. Death już tam nie było. Położyłam się i zasnęłam.
<Co dalej Death?>
środa, 28 maja 2014
Od Death Do Luny 120
-N-n... -już chciaem krzyknąć "nie: kiedy dotknąłem Luny stałem demonem którym byłem w młodością kiedy nie chodziłem jeszcze z Noris. Wtedy bylem jej przyjacielem kiedy poznałem Noris nie widzieliśmy się przez bardzo bardzo dłuuugi czas . Nagle Luna powiedziała :
- Wrócił mój przyjaciel - powiedziała z uśmiechem .
- Grrr może a teraz wypuści tą dusze ! - krzyknąłem.
- No ok w końcu to twoje terytorium - powiedziała i odkręciła wieczko od słoiczka. Wtedy złapałem dusze powiedziałem magiczne słowa. Dusza wróciła do właściciela ja pobiegłem za nią . Zdając sobie sprawę ,że Luna biegnie za mną i z ciekawością patrzy co robię a robiłem tak wskrzesiłem dusze i pobiegłem do właściciela by dać mu łyka mej nieśmiertelnej krwi. Wilki sądzą że to nie możliwe. A jednak nagle dobiegłem do królika którego była to dusza ... rozciołem pazdurem swoją lewą piersi z której wleciał strumień krwi nagle przyleciała szczęśliwa Lesi :
< Lesi co powiedziałaś ? >
- Wrócił mój przyjaciel - powiedziała z uśmiechem .
- Grrr może a teraz wypuści tą dusze ! - krzyknąłem.
- No ok w końcu to twoje terytorium - powiedziała i odkręciła wieczko od słoiczka. Wtedy złapałem dusze powiedziałem magiczne słowa. Dusza wróciła do właściciela ja pobiegłem za nią . Zdając sobie sprawę ,że Luna biegnie za mną i z ciekawością patrzy co robię a robiłem tak wskrzesiłem dusze i pobiegłem do właściciela by dać mu łyka mej nieśmiertelnej krwi. Wilki sądzą że to nie możliwe. A jednak nagle dobiegłem do królika którego była to dusza ... rozciołem pazdurem swoją lewą piersi z której wleciał strumień krwi nagle przyleciała szczęśliwa Lesi :
< Lesi co powiedziałaś ? >
Od Luny CD Death 119
Kiedy szliśmy jeszcze do jaskini,poprawiłam Death:
-Nigdy nie chciałam mieć dzieci i nie byliśmy razem...-Kiedy weszliśmy do jaskini i zobaczyłam jak wszyscy się ściskają, powiedziałam-Za słodko. Idę stąd. Nie przepadam za dziećmi.-Kiedy byłam już prawie przed jaskinią,jakiś szczeniaczek chwycił mnie za tylną łapę.
-N-nie luupi naaaś pani?-Zapytał.
-Nie mam ręki do dzieci,więc lepiej idź do reszty,zanim doprowadzę cię do płaczu.-Powiedziałam najmilej jak potrafiłam (choć było to dla mnie trudne). Wtedy młode się rozpłakało. Jego mama podeszła do mnie i zapytała
-Co się stało?
-Nic mu nie zrobiłam. Rozryczało się bez powodu,a byłam dla niego miła. Dla tego nie znoszę dzieci-Odburknęłam i poszłam. W oddali jeszcze usłyszałam jak wszyscy się zbiegają i cieszą na powrót Noris. Ja poszłam na swoją skarpę. Była już noc. Położyłam się tak,że moja przednia łapa wisiała w powietrzu,a pysk był tuż przy krawędzi.
-Phi,chciałam mieć dzieci? Dobre...do tego nigdy nie byliśmy razem.-Mówiłam do siebie.-I jeszcze ja związana z jakimś wilkiem? Chyba wziął mnie za innego wilka.-Wtedy poczułam w powietrzu zapach śmierci.-Ciągle ktoś ginie.-Pomyślałam.-To nie jest daleko,nawet stąd widzę jego duszę. Wciągnę ją tu.-Otworzyłam mój słoiczek i zamknęłam go,gdy dusza była już w środku. Wtedy usłyszałam wołanie Death.
<Death,co dalej?>
-Nigdy nie chciałam mieć dzieci i nie byliśmy razem...-Kiedy weszliśmy do jaskini i zobaczyłam jak wszyscy się ściskają, powiedziałam-Za słodko. Idę stąd. Nie przepadam za dziećmi.-Kiedy byłam już prawie przed jaskinią,jakiś szczeniaczek chwycił mnie za tylną łapę.
-N-nie luupi naaaś pani?-Zapytał.
-Nie mam ręki do dzieci,więc lepiej idź do reszty,zanim doprowadzę cię do płaczu.-Powiedziałam najmilej jak potrafiłam (choć było to dla mnie trudne). Wtedy młode się rozpłakało. Jego mama podeszła do mnie i zapytała
-Co się stało?
-Nic mu nie zrobiłam. Rozryczało się bez powodu,a byłam dla niego miła. Dla tego nie znoszę dzieci-Odburknęłam i poszłam. W oddali jeszcze usłyszałam jak wszyscy się zbiegają i cieszą na powrót Noris. Ja poszłam na swoją skarpę. Była już noc. Położyłam się tak,że moja przednia łapa wisiała w powietrzu,a pysk był tuż przy krawędzi.
-Phi,chciałam mieć dzieci? Dobre...do tego nigdy nie byliśmy razem.-Mówiłam do siebie.-I jeszcze ja związana z jakimś wilkiem? Chyba wziął mnie za innego wilka.-Wtedy poczułam w powietrzu zapach śmierci.-Ciągle ktoś ginie.-Pomyślałam.-To nie jest daleko,nawet stąd widzę jego duszę. Wciągnę ją tu.-Otworzyłam mój słoiczek i zamknęłam go,gdy dusza była już w środku. Wtedy usłyszałam wołanie Death.
<Death,co dalej?>
Od Death Do Noris 118
Kochana !!! Chodzi do mnie !!! - wskazałem łapą .
- Death !!!!!!!!!!!!! O boże jak tęskniłam !!!!! -rzuciła się na mnie.
- Och... kochana ... - powiedziałem ze łzami w oczach ona położyła łapy na moich policzkach.
- Hej !!! - krzyknęła Nesis.
- O a kto to taki ? - spytała odwracając się Noris.
- To jest twoja wnuczka .... - powiedziałem
- O jestem babcią takiego szczeniaka ?! Jak ty słodka ! - powiedziała przytulając Nesis. - jak ci na imie ? - spytała Noris
- Jestem Nesis .... - powiedział rumieniąc się
- Jesteś taka do mnie podobna - powiedziała Noris
- Ehhmmm ... Noris pamiętasz swoje dzieci . - pewnie będziecie chcieli wiedzieć skąt one się tu wzięły więc buki Noris rozmawiała z Nesis przywołałem moje dzieci.- Noris to są jeszcze twoje wnuczęta.- powiedziałam.
- Hej mamo wiesz będziesz prababcią -powiedziała Ro.
- J-jakto ? - powiedziała zdziwiona i szczęśliwa Noris.
- Właśnie moja córka urodziła . Zaprowadzę cię tam - powiedział i wszyscy pobiegli do Cere i Sharka.
- Hej Luna ...
- Czego ?... -powiedziała
- Chodzi wiem ,że lubisz dzieci .... - powiedziałem uśmiechając się do niej. Już chciała mi przerwać kiedy zasłoniłem jej twarz łapą i powiedziałem - Jak byłaś ze mną chciałaś mieć dzieci .
- No tak ale to było dawno . - powiedziała
- Wiesz w naszej watasze jest dużo samców i ... -przerwała mi.
- Czy ty próbujesz mnie zeswatać? - spytała z lekkim uśmiechem i oburzeniem.
- Przynajmniej spróbuj ... ale teraz chodzi zobaczymy nowych członków. - powiedziałem . przez drogę ganialiśmy się gdy dobiegliśmy do jaskini Luna weszła i powiedziała :
< Co powiedziałaś ? >
- Death !!!!!!!!!!!!! O boże jak tęskniłam !!!!! -rzuciła się na mnie.
- Och... kochana ... - powiedziałem ze łzami w oczach ona położyła łapy na moich policzkach.
- Hej !!! - krzyknęła Nesis.
- O a kto to taki ? - spytała odwracając się Noris.
- To jest twoja wnuczka .... - powiedziałem
- O jestem babcią takiego szczeniaka ?! Jak ty słodka ! - powiedziała przytulając Nesis. - jak ci na imie ? - spytała Noris
- Jestem Nesis .... - powiedział rumieniąc się
- Jesteś taka do mnie podobna - powiedziała Noris
- Ehhmmm ... Noris pamiętasz swoje dzieci . - pewnie będziecie chcieli wiedzieć skąt one się tu wzięły więc buki Noris rozmawiała z Nesis przywołałem moje dzieci.- Noris to są jeszcze twoje wnuczęta.- powiedziałam.
- Hej mamo wiesz będziesz prababcią -powiedziała Ro.
- J-jakto ? - powiedziała zdziwiona i szczęśliwa Noris.
- Właśnie moja córka urodziła . Zaprowadzę cię tam - powiedział i wszyscy pobiegli do Cere i Sharka.
- Hej Luna ...
- Czego ?... -powiedziała
- Chodzi wiem ,że lubisz dzieci .... - powiedziałem uśmiechając się do niej. Już chciała mi przerwać kiedy zasłoniłem jej twarz łapą i powiedziałem - Jak byłaś ze mną chciałaś mieć dzieci .
- No tak ale to było dawno . - powiedziała
- Wiesz w naszej watasze jest dużo samców i ... -przerwała mi.
- Czy ty próbujesz mnie zeswatać? - spytała z lekkim uśmiechem i oburzeniem.
- Przynajmniej spróbuj ... ale teraz chodzi zobaczymy nowych członków. - powiedziałem . przez drogę ganialiśmy się gdy dobiegliśmy do jaskini Luna weszła i powiedziała :
< Co powiedziałaś ? >
Od Luny CD Death 117
Wtedy zobaczyłam jak przybiega...mój znajomy.
-Luna..to ty!
-Cześć.-Powiedziałam.-Gdzie się podziewałeś?
-N-no wiesz. Poznałem....i założyłem..watahę...
-Dziadku?-Nesis popatrzyła na nas pytająco.
-Znamy się z dzieciństwa.-Wytłumaczyłam.
-Mówiłaś,że nie miałaś przyjaciół.
-Bo nie miałam. Znaliśmy się przez kilka tygodni. Później zniknął.-Wskazałam łapą na Death.
-Dobra. Ożywisz Noris? Proszę.
-Daruj se miłe słówka. Straciłeś swój urok stary zgredzie-Powiedziałam "przyjacielsko".
-A ty baba jaga rób swoje.-Powiedział.
-Nie rozkazuj mi staruszku.
-DOSYĆ!-Przerwała nam Nesis.-Możesz kontynuować proszę?
-Dobra. Jak obiecałam,tak zrobię. Ehh. Będzie trochę trudno,bo jej dusza jest już dawno za bramą.
-Jaką bramą?
-Do nieba. Dusze w moim słoiczku nie zaznają nigdy spokoju,bo je wciągnęłam,zaś dusza Noris,odeszła w górę.
-Mogę przywoływać duchy!-Krzyknęła.
-Ja też.-Odburknęłam. Od razu zrobiła taką minę,jakby niczym się nie wyróżniała od kogokolwiek.- Dobra. Zacznijmy "seans".-Powiedziałam.-Aby przywołać starszą duszę,trzeba soli,świec,30gram soli zwykłej,50ml wody,80ml tłuszczu,2l krwi i ciała zmarłego. Ciało mamy. Sól też-Wyjęłam sól spod swego skrzydła,które się pojawiło i schowałam je.-Świece mam ukryte,. Polecę po nie,a wy w tym czasie ułóżcie Noris na wolnej przestrzeni i upolujcie jej coś dużego,oraz przynieście to,co wymieniłam. Żeby z kości zamienić się w wilka trzeba czasu. Jeśli wszystko dobrze pójdzie i naje się do syta,będzie w pełni sprawna gdzieś za...dwa tygodnie.-Powiedziałam i poleciałam. Kiedy wróciłam wszystko było gotowe. Obok kości wilczycy leżał ogromny jeleń i to,o co prosiłam położone w miseczkach.
-Potrzeba jeszcze takiego jednego. Wy idźcie po niego,a ja to wszystko ogarnę.-Powiedziałam odsuwając truchło od wilczycy na jakieś 20m. Narysowałam wielkie koło z soli i znaki w nim. położyłam świece w narysowanych,wyznaczonych na nie miejscach i czekałam tylko na pożywienie dla nieboszczyka.
-Proszę. Było ciężko,ale jest.-Powiedziała Nesis.
-Dobrze. Połóżcie je obok tamtego. Teraz instrukcje. Pod żadnym pozorem nie wolno wam wejść na krąg,ani go przerwać,bo to,co z tego wyjdzie,będzie nieprzyjemne. Wezmę krew,sól i resztę.-Powiedziałam to wlewając wszystko do jednej miski,po czym wlałam tam trochę własnej krwi i sierści Nesis. Wszystko wylałam na kości nieżywej wilczycy i stanęłam obok niej w środku kręgu.
-Niczego nie dotykajcie i nic nie róbcie bez względu ma to,co zobaczycie lub usłyszycie. Zrozumiano?-Oboje kiwnęli głowami.-Więc zaczynamy.-Powiedziałam i klasnęłam w łapy kładąc je na naszej wilczej "miksturze". Zaczęłam wymawiać te oto słowa "Lupus exurge a mortuis, et portis, et vitam accipere. Ego Noris lupum!" Linie kręgu zaczęły świecić i poczułam coraz to mocniejszy wiatr od dołu,jednak nic nie "odlatywało". Zamknęłam oczy i kontynuowałam-"Visitemus defunctae spiritus mundi retro oblitus, seditiones!". Rozbłysło oślepiające światło. Zasłoniłam oczy,by nie oślepnąć. Światło znikło,a wokół nas unosiła się czarna mgła. Zobaczyłam jak ciało wilczycy zaczęło się ruszać.
-Udało się?-Zapytała Nesis. Nagle Death krzyknął patrząc na środek kręgu.
<Co krzyknąłeś Death?>
-Luna..to ty!
-Cześć.-Powiedziałam.-Gdzie się podziewałeś?
-N-no wiesz. Poznałem....i założyłem..watahę...
-Dziadku?-Nesis popatrzyła na nas pytająco.
-Znamy się z dzieciństwa.-Wytłumaczyłam.
-Mówiłaś,że nie miałaś przyjaciół.
-Bo nie miałam. Znaliśmy się przez kilka tygodni. Później zniknął.-Wskazałam łapą na Death.
-Dobra. Ożywisz Noris? Proszę.
-Daruj se miłe słówka. Straciłeś swój urok stary zgredzie-Powiedziałam "przyjacielsko".
-A ty baba jaga rób swoje.-Powiedział.
-Nie rozkazuj mi staruszku.
-DOSYĆ!-Przerwała nam Nesis.-Możesz kontynuować proszę?
-Dobra. Jak obiecałam,tak zrobię. Ehh. Będzie trochę trudno,bo jej dusza jest już dawno za bramą.
-Jaką bramą?
-Do nieba. Dusze w moim słoiczku nie zaznają nigdy spokoju,bo je wciągnęłam,zaś dusza Noris,odeszła w górę.
-Mogę przywoływać duchy!-Krzyknęła.
-Ja też.-Odburknęłam. Od razu zrobiła taką minę,jakby niczym się nie wyróżniała od kogokolwiek.- Dobra. Zacznijmy "seans".-Powiedziałam.-Aby przywołać starszą duszę,trzeba soli,świec,30gram soli zwykłej,50ml wody,80ml tłuszczu,2l krwi i ciała zmarłego. Ciało mamy. Sól też-Wyjęłam sól spod swego skrzydła,które się pojawiło i schowałam je.-Świece mam ukryte,. Polecę po nie,a wy w tym czasie ułóżcie Noris na wolnej przestrzeni i upolujcie jej coś dużego,oraz przynieście to,co wymieniłam. Żeby z kości zamienić się w wilka trzeba czasu. Jeśli wszystko dobrze pójdzie i naje się do syta,będzie w pełni sprawna gdzieś za...dwa tygodnie.-Powiedziałam i poleciałam. Kiedy wróciłam wszystko było gotowe. Obok kości wilczycy leżał ogromny jeleń i to,o co prosiłam położone w miseczkach.
-Potrzeba jeszcze takiego jednego. Wy idźcie po niego,a ja to wszystko ogarnę.-Powiedziałam odsuwając truchło od wilczycy na jakieś 20m. Narysowałam wielkie koło z soli i znaki w nim. położyłam świece w narysowanych,wyznaczonych na nie miejscach i czekałam tylko na pożywienie dla nieboszczyka.
-Proszę. Było ciężko,ale jest.-Powiedziała Nesis.
-Dobrze. Połóżcie je obok tamtego. Teraz instrukcje. Pod żadnym pozorem nie wolno wam wejść na krąg,ani go przerwać,bo to,co z tego wyjdzie,będzie nieprzyjemne. Wezmę krew,sól i resztę.-Powiedziałam to wlewając wszystko do jednej miski,po czym wlałam tam trochę własnej krwi i sierści Nesis. Wszystko wylałam na kości nieżywej wilczycy i stanęłam obok niej w środku kręgu.
-Niczego nie dotykajcie i nic nie róbcie bez względu ma to,co zobaczycie lub usłyszycie. Zrozumiano?-Oboje kiwnęli głowami.-Więc zaczynamy.-Powiedziałam i klasnęłam w łapy kładąc je na naszej wilczej "miksturze". Zaczęłam wymawiać te oto słowa "Lupus exurge a mortuis, et portis, et vitam accipere. Ego Noris lupum!" Linie kręgu zaczęły świecić i poczułam coraz to mocniejszy wiatr od dołu,jednak nic nie "odlatywało". Zamknęłam oczy i kontynuowałam-"Visitemus defunctae spiritus mundi retro oblitus, seditiones!". Rozbłysło oślepiające światło. Zasłoniłam oczy,by nie oślepnąć. Światło znikło,a wokół nas unosiła się czarna mgła. Zobaczyłam jak ciało wilczycy zaczęło się ruszać.
-Udało się?-Zapytała Nesis. Nagle Death krzyknął patrząc na środek kręgu.
<Co krzyknąłeś Death?>
Od Care Do Shark'a 116 - Dzień Matki
Gdy nadszedł już czas powiedzieć Shark'owi prawdę :
- Shark .... -powiedziałam
- Tak kochanie ? .... - powiedział z swoim szerokim uśmiechem
- Kochanie będziemy mieć szczeniaki !!! - krzyknęłam. W tym monecie podniósł mnie do góry i krzyczał :
- Będę ojcem !!! Będę ojcem !!!!- kręcąc mnie w powietrzu.
Po 9 miesiącach ciąży nadszedł czas szczeniaków. Byłam u Sergona był on najlepszym lekarzem którego znałam w końcu w jego łapach się urodziłam. Gdy po 24 godzinach przyszły na świat szczeniaki był to Dzień Matki zrobiły mi te szczeniaki piękną niespodziankę.
- Oto one- powiedziałam pokazując Shark'owi jego dzieci . Był w niebo wzięty .
Oto szczeniaki :
Od Death Do Nesis 115
Gdy dowiedziałam się , że Nesis może przywróci moją ukochaną Noris do życia pobiegłem do mojej jaskini i ozdobiłem ją jej ulubionymi kwiatami byłem szczęśliwy nagle zawyła Nesis pobiegłem za wyciem dotarłem do miejsca gdzie leżało już ciało Noris byłem podekscytowany i szczęśliwy. Nagle zobaczyłem Lune byłem zaskoczony ponieważ była to moja najukochańsza ....
< Luna kim dla mnie jesteś ? >
< Luna kim dla mnie jesteś ? >
wtorek, 27 maja 2014
Od Sharka Do Ro 114
Cieszyłem się z pozytywnej opinii Ro była kochana nagle zamknąłem oczy i poczułem jak Care mnie szturcha :
- Hej zasnąłeś !!- krzyczała uśmiechnięta
- C-c-c-c-oo ? N-nie ... -powiedziałem zaspany . Po chwilce poczułem liźnięcie w policzek Care odwzajemniłem to bawiliśmy się i chciałem z nią spędzić resztę życia byliśmy ze sobą już 7 miesięcy pewnego dnia oświadczyłem się jej . Po tygodniu Care powiedziała mi :
<Co mi powiedziałaś Care ? >
- Hej zasnąłeś !!- krzyczała uśmiechnięta
- C-c-c-c-oo ? N-nie ... -powiedziałem zaspany . Po chwilce poczułem liźnięcie w policzek Care odwzajemniłem to bawiliśmy się i chciałem z nią spędzić resztę życia byliśmy ze sobą już 7 miesięcy pewnego dnia oświadczyłem się jej . Po tygodniu Care powiedziała mi :
<Co mi powiedziałaś Care ? >
poniedziałek, 26 maja 2014
Od Ro CD Sharka 113
Zauważyłam jak Shark patrzy na Care z odwzajemnością. Cóż. W końcu różnice wiekowe bywają różne,a ta nie jest wcale ogromna. Zachichotałam i powiedziałam.
-Cześć! Ładny dzisiaj dzień,prawda?
-T-tak-Odpowiedziała zarumieniona Care.
-Od kiedy jesteście razem?-Powiedziałam prosto z mostu bez zawijasów. Ona wystraszona i cała czerwona odskoczyła aż.
-N-n-n-ieeee jesteśmy r-r-raaazem.-Krzyknęła.
-Nie wstydź się. Różnica wiekowa nie jest wcale ogromna. Bywały większe.-Zaśmiałam się.
-Na prawdę?
-Tak. Na przykład nasz prapradziadek miał żonę o dwa lata młodszą od niego samego.-Widocznie "parze" ulżyło,bo przytulili się.
-Dziękuję.-Powiedziała. Zaśmiałam się i machnęłam łapą.-To nic!-I odeszłam zostawiając razem papużki nierozłączki.
<Co dalej Shark?>
-Cześć! Ładny dzisiaj dzień,prawda?
-T-tak-Odpowiedziała zarumieniona Care.
-Od kiedy jesteście razem?-Powiedziałam prosto z mostu bez zawijasów. Ona wystraszona i cała czerwona odskoczyła aż.
-N-n-n-ieeee jesteśmy r-r-raaazem.-Krzyknęła.
-Nie wstydź się. Różnica wiekowa nie jest wcale ogromna. Bywały większe.-Zaśmiałam się.
-Na prawdę?
-Tak. Na przykład nasz prapradziadek miał żonę o dwa lata młodszą od niego samego.-Widocznie "parze" ulżyło,bo przytulili się.
-Dziękuję.-Powiedziała. Zaśmiałam się i machnęłam łapą.-To nic!-I odeszłam zostawiając razem papużki nierozłączki.
<Co dalej Shark?>
Od Nesis CD Death 112
-Wiesz...dziadku...ja poznałam taką osobę.-Uśmiechnęłam się patrząc w dal. On spojrzał na mnie trochę dziwnie,ale zapytał:
-Kto to taki?
-Sher...mój...mój ukochany.
-Gratuluję ci. Mam nadzieję,że będziecie tak szczęśliwi,jak ja i Noris.-Posmutniał. Położyłam łapę na jego ramieniu.
-Mogę widzieć i wywoływać duchy. Jeżeli chcesz,mogę też spróbować ubłagać Lunę,żeby ożywiła Nor...ekhm babcię. Choć na chwilę.
-Na prawdę?-Ucieszył się.
-Mhm. Mogę pójść do Luny kiedy zechcesz.
-Leć skarbie,pędź jak błyskawica,a ja przygotuję wszystko na jej przywitanie.
-T-tylko trzeba odnaleźć jej ciało,albo kości.-Powiedziałam.-I nie wiem też,czy Luna się zgodzi.
-Oczywiście,oczywiście. Już pędzę szukać jej ci...cia...ła...biegnę!-Zawiesił się na chwilę i pobiegł. Ja również wyruszyłam w stronę jaskini Luny.
-Luna! Luna jesteś tu? Mam ogromną i ważną prośbę,którą wykonasz bez trudu! Proszę!
-Czego?-Wyszła ze swojej jaskini trochę zaspana.
-Błagam błagam błagam! Ożyw moją babcię! Mój dziadek cierpi i ledwo żyje z tęsknoty! Proszę ożyw ją.
-Nie.-Powiedziała krótko i już zaczęła wchodzić do jaskini,kiedy chwyciłam ją za łapę. Odwróciła głowę i zobaczyła mnie leżącą na brzuchu ściskającą ją tylną,lewą łapę.
-P-proszę. Nie sprawi ci to trudności. Wystarczy zaczarować i już. Błagam...
-Nic nie rozumiesz. NIE I JUŻ!-Powiedziała dość niemiło. Coś się musi za tym kryć,że z taką niechęcią zwracała się do ożywiania wilków.
-Czego nie rozumiem?-Wstałam i krzyknęłam za nią. Odwróciła się zdenerwowana. Podeszła do mnie krokiem wnerwionego tak szybko,że się cofnęłam.
-Słuchaj,bo nie będę powtarzać! Ingerowanie w czyjeś życie jest najgorszą z możliwych magii. Nawet nie wiesz jak żałuję,że to JA urodziłam się z tą mocą,jako jedna ze "wspaniałych szczeniąt". Od kiedy pamiętam,każdy się mnie bał i unikał. Na początku WSZYSCY prosili,bym ożywiła kogokolwiek. Rybkę,matkę,babcię,siostrę,mrówkę. Taki los został napisany dla twojej babci i ten los się nie zmieni!
-N-nie rozumiem.
-To masz problem.
-Wytłumacz mi!
-Nie!
-Proszę.
-Dla świętego spokoju. WSZYSCY których ożywiałam niedługo po otrzymaniu "drugiej szansy" u m i e r a l i ! Z nieznanych powodów. A teraz odejdź!
-A-ale zaraz...cz-czyli....p-przecież ty o-ożywiłaś m-mamę! Lesti!-Krzyknęłam przerażona.
-Więc powiedz jej,żeby cieszyła się życiem puki może.-Powiedziała z wnętrza jaskini. Pobiegłam za nią.
-A więc zgrywasz taką twardą,bo...-Ugryzłam się w język. Podbiegła do mnie nim zdążyłam zareagować i chwyciła mnie za szyję przytrzymując przy murze.
-Bo co?
-Bo cały czas,co noc płaczesz z powodu tego,iż nie możesz tylko nieść śmierć,a życie i tak powraca do grobu! C...-Luna przycisnęła moją szyję.-Całe życie łudzisz się,że to przez "los",ale tak na prawdę gdyby nie dało się tego cofnąć,taka magia nie istniała by.-Dokończyłam.
-Nigdy nie waż się mówić,że jestem słaba a,że płaczę czasami nie waż się pisnąć nawet rybie ZROZUMIANO?!-Po tych słowach puściła mnie lekko przyduszoną. Chwyciłam się za gardło i oddychałam głęboko.
-Z-zróbmy mały test. J-jeśli Lesti i Noris umrą niedługo....j-już nigdy cię nie poproszę o ożywienie kogokolwiek.-Powiedziałam z trudem. Zwłaszcza o mojej mamie.
-Okrutna jesteś,że traktujesz swoją rodzinę jako króliki doświadczalne. Zgoda. Mogę to zrobić.-Powiedziała swoim diabelnym głosem.-Dodam tylko,że nie jestem słaba. To przeszłość była okrutna. Na co dzień nikogo nie udaję. W nocy też nie. Zrozumiano?
-Tak.-Powiedziałam i zaprowadziłam Lunę do skarpy,gdzie się umówiliśmy z Deathem.
<Co dalej Death?>
-Kto to taki?
-Sher...mój...mój ukochany.
-Gratuluję ci. Mam nadzieję,że będziecie tak szczęśliwi,jak ja i Noris.-Posmutniał. Położyłam łapę na jego ramieniu.
-Mogę widzieć i wywoływać duchy. Jeżeli chcesz,mogę też spróbować ubłagać Lunę,żeby ożywiła Nor...ekhm babcię. Choć na chwilę.
-Na prawdę?-Ucieszył się.
-Mhm. Mogę pójść do Luny kiedy zechcesz.
-Leć skarbie,pędź jak błyskawica,a ja przygotuję wszystko na jej przywitanie.
-T-tylko trzeba odnaleźć jej ciało,albo kości.-Powiedziałam.-I nie wiem też,czy Luna się zgodzi.
-Oczywiście,oczywiście. Już pędzę szukać jej ci...cia...ła...biegnę!-Zawiesił się na chwilę i pobiegł. Ja również wyruszyłam w stronę jaskini Luny.
-Luna! Luna jesteś tu? Mam ogromną i ważną prośbę,którą wykonasz bez trudu! Proszę!
-Czego?-Wyszła ze swojej jaskini trochę zaspana.
-Błagam błagam błagam! Ożyw moją babcię! Mój dziadek cierpi i ledwo żyje z tęsknoty! Proszę ożyw ją.
-Nie.-Powiedziała krótko i już zaczęła wchodzić do jaskini,kiedy chwyciłam ją za łapę. Odwróciła głowę i zobaczyła mnie leżącą na brzuchu ściskającą ją tylną,lewą łapę.
-P-proszę. Nie sprawi ci to trudności. Wystarczy zaczarować i już. Błagam...
-Nic nie rozumiesz. NIE I JUŻ!-Powiedziała dość niemiło. Coś się musi za tym kryć,że z taką niechęcią zwracała się do ożywiania wilków.
-Czego nie rozumiem?-Wstałam i krzyknęłam za nią. Odwróciła się zdenerwowana. Podeszła do mnie krokiem wnerwionego tak szybko,że się cofnęłam.
-Słuchaj,bo nie będę powtarzać! Ingerowanie w czyjeś życie jest najgorszą z możliwych magii. Nawet nie wiesz jak żałuję,że to JA urodziłam się z tą mocą,jako jedna ze "wspaniałych szczeniąt". Od kiedy pamiętam,każdy się mnie bał i unikał. Na początku WSZYSCY prosili,bym ożywiła kogokolwiek. Rybkę,matkę,babcię,siostrę,mrówkę. Taki los został napisany dla twojej babci i ten los się nie zmieni!
-N-nie rozumiem.
-To masz problem.
-Wytłumacz mi!
-Nie!
-Proszę.
-Dla świętego spokoju. WSZYSCY których ożywiałam niedługo po otrzymaniu "drugiej szansy" u m i e r a l i ! Z nieznanych powodów. A teraz odejdź!
-A-ale zaraz...cz-czyli....p-przecież ty o-ożywiłaś m-mamę! Lesti!-Krzyknęłam przerażona.
-Więc powiedz jej,żeby cieszyła się życiem puki może.-Powiedziała z wnętrza jaskini. Pobiegłam za nią.
-A więc zgrywasz taką twardą,bo...-Ugryzłam się w język. Podbiegła do mnie nim zdążyłam zareagować i chwyciła mnie za szyję przytrzymując przy murze.
-Bo co?
-Bo cały czas,co noc płaczesz z powodu tego,iż nie możesz tylko nieść śmierć,a życie i tak powraca do grobu! C...-Luna przycisnęła moją szyję.-Całe życie łudzisz się,że to przez "los",ale tak na prawdę gdyby nie dało się tego cofnąć,taka magia nie istniała by.-Dokończyłam.
-Nigdy nie waż się mówić,że jestem słaba a,że płaczę czasami nie waż się pisnąć nawet rybie ZROZUMIANO?!-Po tych słowach puściła mnie lekko przyduszoną. Chwyciłam się za gardło i oddychałam głęboko.
-Z-zróbmy mały test. J-jeśli Lesti i Noris umrą niedługo....j-już nigdy cię nie poproszę o ożywienie kogokolwiek.-Powiedziałam z trudem. Zwłaszcza o mojej mamie.
-Okrutna jesteś,że traktujesz swoją rodzinę jako króliki doświadczalne. Zgoda. Mogę to zrobić.-Powiedziała swoim diabelnym głosem.-Dodam tylko,że nie jestem słaba. To przeszłość była okrutna. Na co dzień nikogo nie udaję. W nocy też nie. Zrozumiano?
-Tak.-Powiedziałam i zaprowadziłam Lunę do skarpy,gdzie się umówiliśmy z Deathem.
<Co dalej Death?>
niedziela, 25 maja 2014
Od Shark'a Do Care 111
Myślałem ,że przynajmniej ta wilczyca mnie nie spławi ale też miała dużo racji byłem od niej dużo starszy ,a w dodatku ona niedawno przyszła na świat byłem głupi tak ryzykować ale pomimo ,że na mnie nakrzyczała wybaczę jej miała świętą racje w tym momocie ukazał się duch był on jeleniem miał on wielkie rogi i w środku nich znadował się księżyc nagle jeleń do mnie podszedł i powiedział :
- Nie trać takiej szansy ona do ciebie pasuje ... -powiedział i znikł myślałem ,że t iluzja nagle zza moich pleców ukazała się Care mówiąc :
- Wiesz może mogę z tobą być - i liznęła mnie w usta - Ale niech to będzie tajemnica ok ? -spytała
- Ok ... - powiedziałem gdy już to powiedziałem rzuciła się na mnie z otwartymi ramionami zakochaliśmy się miałem szczęście ,że jeleni się ukazał wtedy kiedy ona była w pobliżu . Reszte popołudnia spędziłem z nią nagle przyszła Ro ...
< Błagam Ro nie domyśl się niczego ... >
Gdy spędzamy ze sobą popołudnie :
- Nie trać takiej szansy ona do ciebie pasuje ... -powiedział i znikł myślałem ,że t iluzja nagle zza moich pleców ukazała się Care mówiąc :
- Wiesz może mogę z tobą być - i liznęła mnie w usta - Ale niech to będzie tajemnica ok ? -spytała
- Ok ... - powiedziałem gdy już to powiedziałem rzuciła się na mnie z otwartymi ramionami zakochaliśmy się miałem szczęście ,że jeleni się ukazał wtedy kiedy ona była w pobliżu . Reszte popołudnia spędziłem z nią nagle przyszła Ro ...
< Błagam Ro nie domyśl się niczego ... >
Gdy spędzamy ze sobą popołudnie :
Od Care Do Shark'a 110
Gdy wyszłam z jaskini zobaczyłam moje siostry chciały się bawić ale mówiąc niegrzecznie olałam je i poszłam dalej zwiedzałam watahę nagle wpadłam na czarnego wilka :
- Ałuu ... przepraszam - powiedziałam
- Nic się nie stało ... - powiedział. I spojrzał się na mnie swoimi pięknymi żółtymi oczami . Zakochałam się ale po czasie ocknęłam się ... a czemu bo ma on 1 rok a ja 1 miesiąc.
- Coś się stało ? - spytał.
- Co ? Nie nie nic ... - powiedziałam zakłopotana.
- Hej ... - liznął mnie w policzek ja się wzruszyłam i po chwili znowu się ocknęłam :
- HEJ !!! CO TY ROBISZ JA MAM DOPIERO 1 MIESIĄC !!!!! ....- krzyczałam na niego on zrobił wielkie oczy - Przepraszam poniosło mnie ...- powiedziałam opuszczając głowę i odchodząc .
- Nie no dobrze . Nie odchodzi powiedz mi chociaż jak masz na imię ... - powiedział - Ja jestem Shark a ty ? - zapytał .
- Ja jestem Care ... - powiedziałam i pobiegłam nagle wpadłam na kolejnego wilka to chyba jest mój pechowy dzień powiedziałam patrząc do góry ... ku mojemu zdziwieniu ukazał się on .
- Czemu odeszłaś ? - spytał
- Nie sądzisz ,że to nielogiczne by dorosły wilk nie znając wilczycy lizną ją w policzek i do tego mająca 1 miesiąc - powiedziałam patrząc się w jego piękne oczy .
- Ach ... tu jest mój błąd p-przepraszam obiecuje ,że już ci nie będę przeszkadzał - odwrócił się i pobiegł ze smutkiem byłam zła sama na siebie ,że wygarnęłam mu ,aż tak mocno...
< Wybaczysz mi Shark ? >
- Ałuu ... przepraszam - powiedziałam
- Nic się nie stało ... - powiedział. I spojrzał się na mnie swoimi pięknymi żółtymi oczami . Zakochałam się ale po czasie ocknęłam się ... a czemu bo ma on 1 rok a ja 1 miesiąc.
- Coś się stało ? - spytał.
- Co ? Nie nie nic ... - powiedziałam zakłopotana.
- Hej ... - liznął mnie w policzek ja się wzruszyłam i po chwili znowu się ocknęłam :
- HEJ !!! CO TY ROBISZ JA MAM DOPIERO 1 MIESIĄC !!!!! ....- krzyczałam na niego on zrobił wielkie oczy - Przepraszam poniosło mnie ...- powiedziałam opuszczając głowę i odchodząc .
- Nie no dobrze . Nie odchodzi powiedz mi chociaż jak masz na imię ... - powiedział - Ja jestem Shark a ty ? - zapytał .
- Ja jestem Care ... - powiedziałam i pobiegłam nagle wpadłam na kolejnego wilka to chyba jest mój pechowy dzień powiedziałam patrząc do góry ... ku mojemu zdziwieniu ukazał się on .
- Czemu odeszłaś ? - spytał
- Nie sądzisz ,że to nielogiczne by dorosły wilk nie znając wilczycy lizną ją w policzek i do tego mająca 1 miesiąc - powiedziałam patrząc się w jego piękne oczy .
- Ach ... tu jest mój błąd p-przepraszam obiecuje ,że już ci nie będę przeszkadzał - odwrócił się i pobiegł ze smutkiem byłam zła sama na siebie ,że wygarnęłam mu ,aż tak mocno...
< Wybaczysz mi Shark ? >
sobota, 24 maja 2014
Od Death Do Nesis 109
- Tak szkoda ... ona nie była nieśmiertelna tak jak ja .... - powiedziałem i odwróciłem się wychodząc z jaskini.Po chwili usłyszałem :
- Dziadku poczekaj !!! Mogę iść z tobą !!! - odwróciłem się .
- Dobrze chodzi ... - powiedziałem i przygotowałem się na to ,że Nesis będzie chciała poznać chociaż swoją babcię z opowiadań ... i usłyszałem :
- Dziadku skoro jesteś nieśmiertelny to ... ile masz lat ? - spytała
- 5 lat ... - powiedziałem.
- To dużo ... - powiedziała
- A nie chcę zbyt dużo zadawać tych niezręcznych pytań więc powiem prosto z mostu jaka była moja babcia ?
- Była ona kochana miła i czuła ... chciałbym żebyś kogoś takiego poznała - powiedziałem po chwili Nesis powiedziała :
< Co powiedziałaś Nesis ? >
- Dziadku poczekaj !!! Mogę iść z tobą !!! - odwróciłem się .
- Dobrze chodzi ... - powiedziałem i przygotowałem się na to ,że Nesis będzie chciała poznać chociaż swoją babcię z opowiadań ... i usłyszałem :
- Dziadku skoro jesteś nieśmiertelny to ... ile masz lat ? - spytała
- 5 lat ... - powiedziałem.
- To dużo ... - powiedziała
- A nie chcę zbyt dużo zadawać tych niezręcznych pytań więc powiem prosto z mostu jaka była moja babcia ?
- Była ona kochana miła i czuła ... chciałbym żebyś kogoś takiego poznała - powiedziałem po chwili Nesis powiedziała :
< Co powiedziałaś Nesis ? >
Od Nesis CD Sher'a 108
Położyłam łapę na swoim policzku. Czułam,że byłam cała czerwona. On patrzył na mnie z coraz to bardziej rozczarowanym wyrazem twarzy. Nie mogłam wydusić z siebie słowa,aż w końcu powiedziałam:
-T-t-ak.-Sher bardzo się ucieszył i mnie przytulił. Tak..to uczucie to z pewnością była miłość. Wtedy poślizgnęłam się i wpadłam do wody. Sher aż upadł ze śmiechu.
-Hej!-Krzyknęłam na niego z naburmuszonym (żartem) wyrazem twarzy. On jednak nie reagował. Pociągnęłam go za ogon,który zwisał z brzegu. "Wyskoczył" z wody łapczywie nabierając powietrza i wylądował znowu obok mnie. Tym razem ja się śmiałam. Chlapnął na mnie wodą. Nie czekał długo na odwzajemnienie. Tak powstała wojna. Chlapaliśmy się i wpychaliśmy do wody,kiedy już z niej wyszliśmy,aż skończyliśmy na poważnie. Wyszłam z brzegu zakładając mokre włosy za ucho. Śmialiśmy się jeszcze pół drogi do mojej jaskini (odprowadził mnie),a później się rozstaliśmy. Następną noc pewnie spędzimy już w jednej jaskini. W jednym domu. Jako para. Byłam szczęśliwa. Następnego dnia obudziło mnie małe stworzonko stukające mnie w pysk.
Wyglądał na smutnego.
-Co się stało? Potrzebujesz pomocy?
-Pika! Pika!
-Hmm...poczekaj! Lesti cię zrozumie.-Powiedziałam i zaniosłam go do Lesti. Siedziała w swojej jaskini pomagając zwierzaczkom.
-Cześć Mamo! Mam prośbę. Powiedziałabyś mi co on mówi,żebym mogła mu pomóc?
-Witaj córciu. Jasne. Chodź malutki.-Powiedziała swoim jak zwykle cichym i spokojnym głosikiem. Kiedy ona rozmawiała ze stworzonkiem,w jej jaskini zauważyłam śpiącego jakiegoś czarnego wilka.
-Mamo. Kto to jest?-Wskazałam na niego łapą.
-To twój dziadek. Niedługo pewnie się obudzi i was zapoznam. Nie było wcześniej okazji na zapoznanie was,bo musiał trochę podróżować. A więc. Pikatchu mówi,że nie może znaleźć rodziców-Wtedy zniżyła łeb do Piki,który chciał coś dodać.-Ekhem. Przepraszam. Mówi,że zginęli i,że cię polubił i chce zostać z tobą. Czyli twoim towarzyszem.
-Och. Dobrze.-Zniżyłam łeb,żeby był na przeciwko Pikatchu. Wtedy z jaskini wyszedł mój dziadek przecierając łapą zaspane oko.
-N-noris?-Wymamrotał.
-Cześć tato. Poznaj moją córkę,twoją wnuczkę Nesis. Nesis,to twój dziadek,Death.
-Witaj Nesis. Przypominasz mi twoją babcię.
-Prawda,że jest do niej podobna?-Dodała Lesti.
-A gdzie ona jest?
-N-niestety...zleciała ze skarpy i zginęła.-Powiedziała Lesti ze smutkiem.
-Szkoda....
<Co dalej Death?>
-T-t-ak.-Sher bardzo się ucieszył i mnie przytulił. Tak..to uczucie to z pewnością była miłość. Wtedy poślizgnęłam się i wpadłam do wody. Sher aż upadł ze śmiechu.
-Hej!-Krzyknęłam na niego z naburmuszonym (żartem) wyrazem twarzy. On jednak nie reagował. Pociągnęłam go za ogon,który zwisał z brzegu. "Wyskoczył" z wody łapczywie nabierając powietrza i wylądował znowu obok mnie. Tym razem ja się śmiałam. Chlapnął na mnie wodą. Nie czekał długo na odwzajemnienie. Tak powstała wojna. Chlapaliśmy się i wpychaliśmy do wody,kiedy już z niej wyszliśmy,aż skończyliśmy na poważnie. Wyszłam z brzegu zakładając mokre włosy za ucho. Śmialiśmy się jeszcze pół drogi do mojej jaskini (odprowadził mnie),a później się rozstaliśmy. Następną noc pewnie spędzimy już w jednej jaskini. W jednym domu. Jako para. Byłam szczęśliwa. Następnego dnia obudziło mnie małe stworzonko stukające mnie w pysk.
Wyglądał na smutnego.
-Co się stało? Potrzebujesz pomocy?
-Pika! Pika!
-Hmm...poczekaj! Lesti cię zrozumie.-Powiedziałam i zaniosłam go do Lesti. Siedziała w swojej jaskini pomagając zwierzaczkom.
-Cześć Mamo! Mam prośbę. Powiedziałabyś mi co on mówi,żebym mogła mu pomóc?
-Witaj córciu. Jasne. Chodź malutki.-Powiedziała swoim jak zwykle cichym i spokojnym głosikiem. Kiedy ona rozmawiała ze stworzonkiem,w jej jaskini zauważyłam śpiącego jakiegoś czarnego wilka.
-Mamo. Kto to jest?-Wskazałam na niego łapą.
-To twój dziadek. Niedługo pewnie się obudzi i was zapoznam. Nie było wcześniej okazji na zapoznanie was,bo musiał trochę podróżować. A więc. Pikatchu mówi,że nie może znaleźć rodziców-Wtedy zniżyła łeb do Piki,który chciał coś dodać.-Ekhem. Przepraszam. Mówi,że zginęli i,że cię polubił i chce zostać z tobą. Czyli twoim towarzyszem.
-Och. Dobrze.-Zniżyłam łeb,żeby był na przeciwko Pikatchu. Wtedy z jaskini wyszedł mój dziadek przecierając łapą zaspane oko.
-N-noris?-Wymamrotał.
-Cześć tato. Poznaj moją córkę,twoją wnuczkę Nesis. Nesis,to twój dziadek,Death.
-Witaj Nesis. Przypominasz mi twoją babcię.
-Prawda,że jest do niej podobna?-Dodała Lesti.
-A gdzie ona jest?
-N-niestety...zleciała ze skarpy i zginęła.-Powiedziała Lesti ze smutkiem.
-Szkoda....
<Co dalej Death?>
Od Szer'a Do Nesis 107
- Wiesz jesteś piękna jak się uśmiechasz - spojrzała się na mnie z uśmiechem. - Ale oczywiście w innych sytuacjach też jesteś piękna - powiedziałam z uśmiechem dostałem całusa od Nesis zakochałem się i w tym monecie chciałem powiedzieć co do niej czuje i co ukrywał wałem w sercu dla niej :
- Nesis ...
- Tak...
- Chciałabyś być tą moją jedyną ukochaną ... ? - spytałem
- Nesis ...
- Tak...
- Chciałabyś być tą moją jedyną ukochaną ... ? - spytałem
Od Nesis CD Rene 106
Pobiegłam do jaskini Sher'a. Nie wiedziałam już co czuję. Lubiłam go. Nawet bardzo. Nie wiedziałam,czy to jest miłość,czy nie. Kiedy stanęłam przed jego jaskinią,zobaczyłam dwa nietoperze. Wyglądały tak pięknie na tle księżyca w pełni i jasnych gwiazd. Usłyszałam wołanie Sher'a.
-Nesis?-Wyszedł z jaskini.-Cześć. Chcesz się...przejść?
-Jasne.-Powiedziałam.
-To fajnie,bo chciałem ci coś pokazać.-Powiedział z uśmiechem. Szliśmy przez las i rozmawialiśmy przy tym. Kiedy byliśmy niedaleko od celu,on zasłonił mi oczy i zaczął prowadzić.
-Uważaj,korzeń. Czekaj,jeszcze chwilka.
-Już?
-Moment....już!
Ku moim oczom ukazał się najpiękniejszy widok na świecie. Świecące jezioro,pełnia,spadające gwiazdy i fioletowo-różowe galaktyki na niebie. Kiedy przypatrywałam się w niebo,poczułam,że Sher na mnie patrzy. Popatrzyłam w jego stronę. W pysku trzymał naszyjnik ze słoiczkiem.
-To dla ciebie-Rzekł-Rozjaśni nawet najczarniejszą noc,kiedy będziesz się bała.-Założył mi go na szyję.
-Och,jest piękny. Dziękuję Sher.-Liznęłam go w policzek. Zrobił się czerwony. Po chwili powiedział:
<Co powiedziałeś Sher?>
-Nesis?-Wyszedł z jaskini.-Cześć. Chcesz się...przejść?
-Jasne.-Powiedziałam.
-To fajnie,bo chciałem ci coś pokazać.-Powiedział z uśmiechem. Szliśmy przez las i rozmawialiśmy przy tym. Kiedy byliśmy niedaleko od celu,on zasłonił mi oczy i zaczął prowadzić.
-Uważaj,korzeń. Czekaj,jeszcze chwilka.
-Już?
-Moment....już!
Ku moim oczom ukazał się najpiękniejszy widok na świecie. Świecące jezioro,pełnia,spadające gwiazdy i fioletowo-różowe galaktyki na niebie. Kiedy przypatrywałam się w niebo,poczułam,że Sher na mnie patrzy. Popatrzyłam w jego stronę. W pysku trzymał naszyjnik ze słoiczkiem.
-To dla ciebie-Rzekł-Rozjaśni nawet najczarniejszą noc,kiedy będziesz się bała.-Założył mi go na szyję.
-Och,jest piękny. Dziękuję Sher.-Liznęłam go w policzek. Zrobił się czerwony. Po chwili powiedział:
<Co powiedziałeś Sher?>
Od Rene CD Kurana 105
Śniło mi się,że Kuran powiedział mi "dobranoc". Biegaliśmy przez łąki i lasy,aż natknęliśmy się na potwora. Złapał Kurana i zaczął go zjadać. Chciałam mu pomóc,ale im bardziej tego pragnęłam,tym mniej mogłam zrobić.
Zerwałam się z łóżka. Byłam spocona i dyszałam. Postanowiłam wyjść na świeże powietrze. Przeszłam się przez las i zobaczyłam Lunę.
-Cześć. Co tu robisz?
-N-nic. Wyszłam na spacer.-Kiedy obok mnie przechodziła,na jej sierści pod okiem błysnęła mała,srebrna łezka. Nie byłam pewna,czy to łza,jednak zapytałam.
-Czemu płakałaś?
-Nie płakałam-Odwarknęła. Miałam ją.
-Masz łezkę pod okiem.
-To nie łezka!
-To co?
-Woda. Poszłam się napić.
-To poszłaś się przejść,czy się napić?
-Przejść,a po drodze się napiłam. Zakończę tę bezsensowną rozmowę i pójdę do jaskini.-Warknęła.
-Dobranoc.-Zawołałam i poszłam dalej. Po drodze spotkałam Nesis.
-Cześć Sis. Dużo dzisiaj wilków spotykam jak na jedną noc.
-Hej. Serio? Może to przez pełnię.
-Może.A właściwie,to co tu robisz?
-Jjjjjaaaaaa...yyyyyyy.....-Była strasznie czerwona.
-Wyduś to z siebie.
-Iiiiiidęęęęęę.....doo...do wodopoju.-Odparła w końcu.
-Wodopój jest w tamtą stronę.-Wskazałam łapę przeciwną stronę,niż szła.-Gdzie na prawdę idziesz?
-Ech. Sher zaprosił mnie do siebie...-Odparła cała czerwona.
-Wow. Kocha cię? Kochasz go?
-NIE!-Krzyknęła nagle.-Ttttooo znaczy....lubię go....on pewnie uznaje mnie za...przyjaciółkę. Nic więcej.
-Na pewno cię llluuuubi.-Podkreśliłam słowo "lubi" i spojrzałam na nią jak się patrzy,kiedy się "śmieje" z zakochania dwóch wilków.
-P-przestań!-Była czerwona jak jej kropki na policzkach.
-No idź,idź. Powodzenia.-Szepnęłam i mrugnęłam okiem. Minęłam ją i poszłam dalej.
<Co dalej Nesis?>
Zerwałam się z łóżka. Byłam spocona i dyszałam. Postanowiłam wyjść na świeże powietrze. Przeszłam się przez las i zobaczyłam Lunę.
-Cześć. Co tu robisz?
-N-nic. Wyszłam na spacer.-Kiedy obok mnie przechodziła,na jej sierści pod okiem błysnęła mała,srebrna łezka. Nie byłam pewna,czy to łza,jednak zapytałam.
-Czemu płakałaś?
-Nie płakałam-Odwarknęła. Miałam ją.
-Masz łezkę pod okiem.
-To nie łezka!
-To co?
-Woda. Poszłam się napić.
-To poszłaś się przejść,czy się napić?
-Przejść,a po drodze się napiłam. Zakończę tę bezsensowną rozmowę i pójdę do jaskini.-Warknęła.
-Dobranoc.-Zawołałam i poszłam dalej. Po drodze spotkałam Nesis.
-Cześć Sis. Dużo dzisiaj wilków spotykam jak na jedną noc.
-Hej. Serio? Może to przez pełnię.
-Może.A właściwie,to co tu robisz?
-Jjjjjaaaaaa...yyyyyyy.....-Była strasznie czerwona.
-Wyduś to z siebie.
-Iiiiiidęęęęęę.....doo...do wodopoju.-Odparła w końcu.
-Wodopój jest w tamtą stronę.-Wskazałam łapę przeciwną stronę,niż szła.-Gdzie na prawdę idziesz?
-Ech. Sher zaprosił mnie do siebie...-Odparła cała czerwona.
-Wow. Kocha cię? Kochasz go?
-NIE!-Krzyknęła nagle.-Ttttooo znaczy....lubię go....on pewnie uznaje mnie za...przyjaciółkę. Nic więcej.
-Na pewno cię llluuuubi.-Podkreśliłam słowo "lubi" i spojrzałam na nią jak się patrzy,kiedy się "śmieje" z zakochania dwóch wilków.
-P-przestań!-Była czerwona jak jej kropki na policzkach.
-No idź,idź. Powodzenia.-Szepnęłam i mrugnęłam okiem. Minęłam ją i poszłam dalej.
<Co dalej Nesis?>
Od Kurana Do Rene 104
Gdy Rene posza wruciem na impreze i zastanawiaem sie czemu Rene siobie tak szybko poszla po chwili podesza do mnie Lotos byla ona mala i zapytala mnie : -Wiesz Kuran ...e.. wiesz nie mam co robic ... -powiedzia -I co w tym zwiasku chcesz robic - zapytalem. - Moze chcesz ze mna zataniczyc ? -spytala zawstydzona. - Ja... - juz chcialem powiedziec tak ale przerwa mi Atlas. - Ja z toba zatancze - powiedzial do Lotos - Ici dodomu widac ze jestes zmeczony - Dziekuje - powiedzialem i pobieglem do jaskini i polozylem sie spac. W myslach powiedzialem dobranoc do Rene <Rene uslyszalas?>
Od Rene CD Kurana 103
-Dz-dziękuję.-Powiedziałam. Wstydziłam się,że mimo iż potrafiłam dość dobrze walczyć,obezwładnił mnie taki łatwy przeciwnik. Podeszłam do Nesis,która próbowała obudzić Sher'a.-Pomogę ci. Ostatnio nauczyłam się nowego rodzaju alchemii zwanym-Danchemią.-Mówiąc to klapnęłam w łapy i położyłam je na ciele Sher'a. Rany się zasklepiły i przestał krwawić,oraz ocknął się,choć był nieco oszołomiony.
-Już. Jego życie nie jest na razie zagrożone,ale oszczędzaj się,bo rany ci się otworzą.-Powiedziałam i odeszłam. W oddali jeszcze słyszałam Nesis mówiącą-"Dziękuję"-pobiegłam do swojej jaskini. Otworzyłam księgę alchemii i sztuk walk. Musiałam stać się jeszcze silniejsza jak...jak Luna,albo ciocia. Będę nie do pokonania. I już nigdy,nie będę potrzebowała pomocy w walce. Nie lubię być ratowana. Czuję się poniżona,że nie daję rady z tak łatwymi sprawami jak ten wilk. Zastanawiam się tylko jak on zrobił,że nie mogłam się ruszać. Wtedy przyleciała jakaś dziwna sowa.
Była piękna i dostojna. Usiadła w moim oknie i patrzyła na mnie. Po chwili,w końcu się odezwała:
-Widziałam,co się stało przed chwilą.-Lekko zdenerwowana moją poprzednią bezsilnością odwarknęłam:
-Stanę się silniejsza i będę walczyć jak moja ciocia.-Ona dalej spokojnie na mnie patrzyła i odpowiedziała:
-Będę twoim towarzyszem i udoskonalę twoją zdolność władania mieczem.
-A-ale dlaczego akurat ja? Nie wyróżniam się przecież z tłumu wilków. Istnieje na pewno więcej wilków,którym mogła byś pomóc.
-Masz talent do władania mieczem i tyle.-Wiedziałam,że coś się za tym kryło. Pomyślmy. Dziwna sowa nagle pojawia się w twoim "oknie" i mówi,że nauczy cię władać mieczem,nawet cię nie znając. Wydało mi się to dziwne,ale nie widziałam w niej żadnego demona,ani zła. Wyglądała na dobre stworzenie.
-Zgoda.
-Dobrze więc. Jutro zaczniesz trening.
-Dziękuję. Chodź,mam jeden pokój,który możemy dla ciebie urządzić. Jeśli chcesz,zaproszę Lesti,która potrafi zrobić cuda z kwiatami,albo trawą.
-Jestem wdzięczna za twą gościnność.-Powiedziała i wleciała do pokoju o którym mówiłam.
-W końcu jesteśmy towarzyszkami. -Zaśmiałam się.-A więc. Jak masz na imię?
-Jestem Verdeenoom (czyt.: Wirdinum).
-Ja mam na imię Rene,ale to pewnie już wiesz.
-Tak. Wiem jak masz na imię i jaką masz historię.
-Właśnie,jaką władasz magię,jeśli mogę spytać?
-Magia historii.
-Historii? Możesz zobaczyć przyszłość?
-Przyszłość,przeszłość i teraźniejszość. Wiem co się dzieje na drugim końcu świata. Wiem kiedy umrze ten ptak,który teraz przelatuje nad twoją jaskinią. Wiem co się dzieje nawet w najgłębszych zakątkach najodleglejszego oceanu.
-Piękna magia.
-Powiedziała bym raczej,że przerażająca.
-Dlaczego?
-Czasem lepiej jest nie wiedzieć niektórych rzeczy. Dobranoc.-Powiedziała i schowała głowę w piórkach.
-Dobranoc.-Poszłam do swojego pokoju i położyłam się spać.
-Już. Jego życie nie jest na razie zagrożone,ale oszczędzaj się,bo rany ci się otworzą.-Powiedziałam i odeszłam. W oddali jeszcze słyszałam Nesis mówiącą-"Dziękuję"-pobiegłam do swojej jaskini. Otworzyłam księgę alchemii i sztuk walk. Musiałam stać się jeszcze silniejsza jak...jak Luna,albo ciocia. Będę nie do pokonania. I już nigdy,nie będę potrzebowała pomocy w walce. Nie lubię być ratowana. Czuję się poniżona,że nie daję rady z tak łatwymi sprawami jak ten wilk. Zastanawiam się tylko jak on zrobił,że nie mogłam się ruszać. Wtedy przyleciała jakaś dziwna sowa.
Była piękna i dostojna. Usiadła w moim oknie i patrzyła na mnie. Po chwili,w końcu się odezwała:
-Widziałam,co się stało przed chwilą.-Lekko zdenerwowana moją poprzednią bezsilnością odwarknęłam:
-Stanę się silniejsza i będę walczyć jak moja ciocia.-Ona dalej spokojnie na mnie patrzyła i odpowiedziała:
-Będę twoim towarzyszem i udoskonalę twoją zdolność władania mieczem.
-A-ale dlaczego akurat ja? Nie wyróżniam się przecież z tłumu wilków. Istnieje na pewno więcej wilków,którym mogła byś pomóc.
-Masz talent do władania mieczem i tyle.-Wiedziałam,że coś się za tym kryło. Pomyślmy. Dziwna sowa nagle pojawia się w twoim "oknie" i mówi,że nauczy cię władać mieczem,nawet cię nie znając. Wydało mi się to dziwne,ale nie widziałam w niej żadnego demona,ani zła. Wyglądała na dobre stworzenie.
-Zgoda.
-Dobrze więc. Jutro zaczniesz trening.
-Dziękuję. Chodź,mam jeden pokój,który możemy dla ciebie urządzić. Jeśli chcesz,zaproszę Lesti,która potrafi zrobić cuda z kwiatami,albo trawą.
-Jestem wdzięczna za twą gościnność.-Powiedziała i wleciała do pokoju o którym mówiłam.
-W końcu jesteśmy towarzyszkami. -Zaśmiałam się.-A więc. Jak masz na imię?
-Jestem Verdeenoom (czyt.: Wirdinum).
-Ja mam na imię Rene,ale to pewnie już wiesz.
-Tak. Wiem jak masz na imię i jaką masz historię.
-Właśnie,jaką władasz magię,jeśli mogę spytać?
-Magia historii.
-Historii? Możesz zobaczyć przyszłość?
-Przyszłość,przeszłość i teraźniejszość. Wiem co się dzieje na drugim końcu świata. Wiem kiedy umrze ten ptak,który teraz przelatuje nad twoją jaskinią. Wiem co się dzieje nawet w najgłębszych zakątkach najodleglejszego oceanu.
-Piękna magia.
-Powiedziała bym raczej,że przerażająca.
-Dlaczego?
-Czasem lepiej jest nie wiedzieć niektórych rzeczy. Dobranoc.-Powiedziała i schowała głowę w piórkach.
-Dobranoc.-Poszłam do swojego pokoju i położyłam się spać.
Od Kurana Do Rene 102
Gdy wbiegłem zobaczyłem leżącą Rene przy drzewie i jakiegoś przerośniętego wilka oraz Sher'a przy drzewie a koło niego płaczącą Nesis. Wbiegłem i rzuciłem się z nożem na potwora walczył zaciekle potem przyszła reszta szczeniąt i w walce pomógł mi Hate i Marcia moja siostra widać było ,że Marci podoba się Hate bo ciągle mu pomagała dy zadałem ostateczny cios Rene powiedziała :
< Co powiedziałaś Rene ? >
< Co powiedziałaś Rene ? >
Od Sher'a Do Nesis 101
- To może pójdziemy tą drogą co ty na to ? - spytałem licząc na odpowiedzi "Tak "
- Ok . - powiedziała i pobiegła. Nikt nie wiedział ale się w niej zakochałam to było piękne uczucie po chwili rzuciłem się na nią i już chciałem ją liznąć gdy nagle usłyszałem krzyki Rene:
- Pomocy niech ktoś mi pomoże !!! - pobiegłem w tamtą stronę i rzuciłem się na potwora on mnie rzucił o drzewo nagle przybiegł Kuran ... - i dalej nic nie pamiętam .
< Co dalej Kuran ? >
- Ok . - powiedziała i pobiegła. Nikt nie wiedział ale się w niej zakochałam to było piękne uczucie po chwili rzuciłem się na nią i już chciałem ją liznąć gdy nagle usłyszałem krzyki Rene:
- Pomocy niech ktoś mi pomoże !!! - pobiegłem w tamtą stronę i rzuciłem się na potwora on mnie rzucił o drzewo nagle przybiegł Kuran ... - i dalej nic nie pamiętam .
< Co dalej Kuran ? >
piątek, 23 maja 2014
Od Nesis CD Sher'a-Halloween-100
-Pójdę z tobą.-Powiedziałam i uciekłam.
Jeszcze tej nocy,wyszłam wystrojona z domu razem z rodzeństwem.
Byłam przemalowana na czarną wilczycę z białymi pasami. Wyszłam pierwsza i poszłam w umówione miejsce,gdzie czekał na mnie Sher. Był przebrany za wampira. Kiedy mnie zobaczył spojrzał na mnie dziwnie...
-G-głupio wyglądam,prawda?-Zapytałam zawstydzona patrząc w ziemię.
-Nie! Coś ty! Wyglądasz...pięknie.
-Dziękuję.
-To co,idziemy?
-Tak.-Poszliśmy na imprezę halloweenową odbywającą się na łące. Wszyscy już się bawili. Byli tam dosłownie wszyscy członkowie watahy. Była Zan,która przybrała swoją postać demona,Ro,która przebrała się za wilkołaka,Lesti była nietoperzem,a Luna w swoim...prawdziwym wcieleniu-tak mówiła.
i inni. Tańczyłam razem z Sherem i wygłupialiśmy się. Kiedy się wywróciliśmy,bo wpadliśmy na parę obok,liznęłam go w policzek i podbiegłam do stołu z przekąskami. Podbiegł z drugiej strony. Kiedy on robił krok w lewo,ja robiłam krok w prawo. Próbował mnie dogonić,ale na marne. W końcu przeskoczył stół i powalił mnie skokiem.
-Teraz ty leżysz.-Zaśmialiśmy się. Pomógł mi wstać. Później,organizowany był konkurs na najlepsze przebranie. Oczywiście wygrała Luna. Dali jej cukierki halloweenowe i naszyjnik. Drugie miejsce zajęłam ja. Dostałam cukierki halloweenowe i kolczyk,a trzecie miejsce zajęła Scarlett,która dostała cukierki i chyba bransoletkę. Następnej nocy miała być noc "halloweenowa" czyli chodzenie po cukierki. Dla zabawy razem z Sherem postanowiliśmy iść. Podczas imprezy było jeszcze kilka zabaw,które wygrały moje siostry i kuzynostwo. Później Sher powiedział:
<Co powiedziałeś Sher?>
Zdjęcia dodatkowe przebrani na halloween :
1. Scarlett :
2. Tina :
3.Filee & Szer :

4. Queen of soul:
Od Szer'a Do Nesis 99
- Wież ,że jutro jest ta impreza i może byś poszła zemną nie jako chłopak i dziewczyna tylko jako przyjaciele co ty na to - spytałem ona przez dłuższy czas się nie odzywała myślałem ,że mnie olała po chwili ciocia krzyknęła :
- Nesis chodzi idziemy do domu !
- Cześć - powiedziałem ale nie dostałem odpowiedzi jedynie co dostałem to kosza i poszedłem do pokoju rozmyślałem co jest ze mną nie tak ...
< Nesis pójdziesz dnia 100 ze mną na imprezę Halloween'ową ? >
- Nesis chodzi idziemy do domu !
- Cześć - powiedziałem ale nie dostałem odpowiedzi jedynie co dostałem to kosza i poszedłem do pokoju rozmyślałem co jest ze mną nie tak ...
< Nesis pójdziesz dnia 100 ze mną na imprezę Halloween'ową ? >
Od Nesis CD Lesti 98
-Cześć-Powiedziałam do Szer.
-Cześć! Bawisz się?-Zaczął skakać wokół mnie.
-Jasne. Wrrr,wrrr-Bawiliśmy się i "walczyliśmy".
-Leżysz.-Powiedziałam,kiedy go powaliłam. Zeszłam z niego i odeszłam. On znów na mnie skoczył.-Znowu leżysz.-Zaśmiałam się. Bawiliśmy się jeszcze jakiś czas,aż Szer powiedział:
<Co powiedziałeś Szer?>
-Cześć! Bawisz się?-Zaczął skakać wokół mnie.
-Jasne. Wrrr,wrrr-Bawiliśmy się i "walczyliśmy".
-Leżysz.-Powiedziałam,kiedy go powaliłam. Zeszłam z niego i odeszłam. On znów na mnie skoczył.-Znowu leżysz.-Zaśmiałam się. Bawiliśmy się jeszcze jakiś czas,aż Szer powiedział:
<Co powiedziałeś Szer?>
Od Lesti CD Nialla 97
-Są wspaniałe-Powiedziałam.
-Jeśli chcesz,za dwa dni przyprowadź swoje pociechy,to się razem pobawią.
-Tak zrobię. Gratuluję ci. Niestety muszę już iść,a ty pewnie musisz odpoczywać,więc pożegnam się już. Do zobaczenia.-Zaśmiałam się i poszłam do jaskini. Dzieci już spały. Dwa dni później zaprowadziłam moje szczeniaki do jaskini Ro. Kiedy one się poznawały i rozmawiały,ja z Ro siedziałyśmy przed wejściem do jej jaskini i również rozmawiałyśmy.
<Co dalej Nesis? Jak się bawicie?>
-Jeśli chcesz,za dwa dni przyprowadź swoje pociechy,to się razem pobawią.
-Tak zrobię. Gratuluję ci. Niestety muszę już iść,a ty pewnie musisz odpoczywać,więc pożegnam się już. Do zobaczenia.-Zaśmiałam się i poszłam do jaskini. Dzieci już spały. Dwa dni później zaprowadziłam moje szczeniaki do jaskini Ro. Kiedy one się poznawały i rozmawiały,ja z Ro siedziałyśmy przed wejściem do jej jaskini i również rozmawiałyśmy.
<Co dalej Nesis? Jak się bawicie?>
Od Nialla Do Lesti i Ro 96
- A to jest gromadka którą ja nazwałem - pokazałem łapą .
- To jest Szer , Acher ,Care , Hate i Filee . - powiedziałem podnosząc szczeniaki do góry.
1.
3.
4.
5.
< Co powiedziałaś Lesti ? >
- To jest Szer , Acher ,Care , Hate i Filee . - powiedziałem podnosząc szczeniaki do góry.
1.

2.
3.
4.
5.
< Co powiedziałaś Lesti ? >
Od Lesti CD Scarlett 95
-To jest moja córka. Przez dwa dni musiała być u kogoś innego,bo źle się czuła.-Powiedziałam.
-Rozumiem.
-A więc postaram się być kiedy TO się zdarzy.-Powiedziałam z uśmiechem.
-Mamo. Kto to jest?
-Ach no tak. Nie zdążyłyście jej poznać (dzieci urodziły się kilka dni temu). To jest wasza ciocia,moja siostra Ro.
-Ciocia!-Dzieci podbiegły do Ro i przytuliły ją.
-Niedługo będziecie mogły bawić się z jej szczeniakami.-Zaśmiałam się.
-A kiedy? Ja chcę już!-Powiedziała Tina.
-Och skarbie. One dopiero przyjdą na świat.-Powiedziała Ro głaszcząc swój brzuch.
-Co to znaczy?
-Urodzą się tak jak wy kilka dni temu.-Wyjaśniłam.
-Ooooo a kiedy się urodzą?
-Niedługo skarbie.
Później,kiedy wróciliśmy do jaskini,było już popołudnie.
-Kochanie,możesz zostać z dziećmi? Ro będzie rodzić. Lekarz mówił,że to będzie jeszcze dziś.
-Dobrze skarbie.-Odpowiedział z innego pokoju Rasti.
-Papa dzieci!
-Paaa. A gdzie idziesz?-Odkrzyknęły dzieci.
-Do mojej siostry. Niedługo wrócę. Papa.
-Paaaaa.-Wtedy wybiegłam i skierowałam się do jaskini Ro. Kiedy dotarłam jej dzieci już się urodziły,a ona je wylizywała i ustalała imiona razem z Niallem. Kiedy mnie zobaczyła zawołała.
-Cześć! Zobacz je. Czyż nie są urocze? To jest Lotos. Jest najstarsza.
-To są po kolei Sily i Sindy.
-A to jest Pretty
-Następne są...
<Jakie szczeniaki jeszcze się urodziły Niall?>
-Rozumiem.
-A więc postaram się być kiedy TO się zdarzy.-Powiedziałam z uśmiechem.
-Mamo. Kto to jest?
-Ach no tak. Nie zdążyłyście jej poznać (dzieci urodziły się kilka dni temu). To jest wasza ciocia,moja siostra Ro.
-Ciocia!-Dzieci podbiegły do Ro i przytuliły ją.
-Niedługo będziecie mogły bawić się z jej szczeniakami.-Zaśmiałam się.
-A kiedy? Ja chcę już!-Powiedziała Tina.
-Och skarbie. One dopiero przyjdą na świat.-Powiedziała Ro głaszcząc swój brzuch.
-Co to znaczy?
-Urodzą się tak jak wy kilka dni temu.-Wyjaśniłam.
-Ooooo a kiedy się urodzą?
-Niedługo skarbie.
Później,kiedy wróciliśmy do jaskini,było już popołudnie.
-Kochanie,możesz zostać z dziećmi? Ro będzie rodzić. Lekarz mówił,że to będzie jeszcze dziś.
-Dobrze skarbie.-Odpowiedział z innego pokoju Rasti.
-Papa dzieci!
-Paaa. A gdzie idziesz?-Odkrzyknęły dzieci.
-Do mojej siostry. Niedługo wrócę. Papa.
-Paaaaa.-Wtedy wybiegłam i skierowałam się do jaskini Ro. Kiedy dotarłam jej dzieci już się urodziły,a ona je wylizywała i ustalała imiona razem z Niallem. Kiedy mnie zobaczyła zawołała.
-Cześć! Zobacz je. Czyż nie są urocze? To jest Lotos. Jest najstarsza.
-To są po kolei Sily i Sindy.
-A to jest Pretty
-Następne są...
<Jakie szczeniaki jeszcze się urodziły Niall?>
Od Scarlett Do Cioci Ro i Rene i do mamy 94
- Ale ładne wianki mama robi prawda ? - spytałam Rene .
- Tak to prawda. - powiedziała Rena ... nagle mama coś wyczuła i zebrała nas za sobą zaczęła warczeć na ruszający się krzak a tu nagle wyskakuje wilczyca.
- Hej ale mnie wystraszyłaś Ro coś się stało ? -spytała mama
- No raczej .... będę miała dzieci - uśmiechnęła się do mamy.
- To świetnie za ile idziesz wiesz ... - spojrzała się mama dziwnie na Ro ...
- Już po południu - powiedziała - A to kto ? -spytała pokazując łapą na mnie .
- To jest ... - powiedziała mama
< Co powiedziałaś mamo ? >
- Tak to prawda. - powiedziała Rena ... nagle mama coś wyczuła i zebrała nas za sobą zaczęła warczeć na ruszający się krzak a tu nagle wyskakuje wilczyca.
- Hej ale mnie wystraszyłaś Ro coś się stało ? -spytała mama
- No raczej .... będę miała dzieci - uśmiechnęła się do mamy.
- To świetnie za ile idziesz wiesz ... - spojrzała się mama dziwnie na Ro ...
- Już po południu - powiedziała - A to kto ? -spytała pokazując łapą na mnie .
- To jest ... - powiedziała mama
< Co powiedziałaś mamo ? >
czwartek, 22 maja 2014
Od Nesis CD Scarlett 93
-Jest tajemnicza i wiele nie mówi-Powiedziałam.-Wszystkich odpycha,więc nie ma sensu próbować na siłę.
-No dobrze. Chodźmy na spacer.
-L-lepiej nie. Nie wolno nam,b-bo sobie nie poradzimy jak n-nas coś zaatakuje.
-Oj Nesis. Ty zawsze masz stracha.
-Bo jestem najmłodsza i widać najrozważniejsza z miotu. Jeśli wyjdziemy bez wiedzy mamy,to może się to źle skończyć.
-Dzieci! Chodźmy się przejść. Za ładnie jest na dworze,żeby siedzieć w jaskini.
-O,widzicie? I jest git.-Powiedziałam. Poszłyśmy za mamą i resztą szczeniaków na leśną łąkę-ulubione miejsce mamy. Zaczęłyśmy się tam bawić i biegać. Kilka minut później,mama robiła wianki dla dziewczynek,bo chłopcy nie chcieli. Po kilku minutach wszystkie miałyśmy prześliczne wianki na głowach.
<Co dalej Scarlett?>
-No dobrze. Chodźmy na spacer.
-L-lepiej nie. Nie wolno nam,b-bo sobie nie poradzimy jak n-nas coś zaatakuje.
-Oj Nesis. Ty zawsze masz stracha.
-Bo jestem najmłodsza i widać najrozważniejsza z miotu. Jeśli wyjdziemy bez wiedzy mamy,to może się to źle skończyć.
-Dzieci! Chodźmy się przejść. Za ładnie jest na dworze,żeby siedzieć w jaskini.
-O,widzicie? I jest git.-Powiedziałam. Poszłyśmy za mamą i resztą szczeniaków na leśną łąkę-ulubione miejsce mamy. Zaczęłyśmy się tam bawić i biegać. Kilka minut później,mama robiła wianki dla dziewczynek,bo chłopcy nie chcieli. Po kilku minutach wszystkie miałyśmy prześliczne wianki na głowach.
<Co dalej Scarlett?>
Scarlett Do Nesti oraz Offense oraz Queen of soul oraz Demona 92
- Ok. To chodzimy zjeść . -gdy to powiedziałam popchną mnie jakiś nie wiem może kot . -Ałuu. - powiedziałam trzymając się za obolałe ramię .
- Oooo mały wilczek będzie płakał - powiedział głupim głosem.
- Grrrr zostaw ją i idź dalej grrrr . - zobaczyłam przystojnego wilka był nim nijaki mój brat Demon podobał mi się ale był moim bratem.
- Cześć spoko nie przejmuj się Offense on zawsze taki jest . - wytłumaczył mi Demon
- Ok dziękuje. - i podeszłam do sarny . Gdy odeszłam zobaczyłam mełego wilka wokół którego latały czarne dusze. postanowiłam się przywitać :
- Cześć jestem Scarlett jak masz na imię ? -zapytałam. Po chwil siostry mnie pociągnęły do tyłu.
- Nie wiesz ,że ona jest niebespieczna. -powiedziała Rene.
- Właśnie przytaknęła - Nesti.
- Ale ona jest najmłodsza. -powiedziałam zdziwiona.
- Tak ale nie bezpieczna. - Powiedziała Rene.
< Co powiedziałaś Nesti ?>
- Oooo mały wilczek będzie płakał - powiedział głupim głosem.
- Grrrr zostaw ją i idź dalej grrrr . - zobaczyłam przystojnego wilka był nim nijaki mój brat Demon podobał mi się ale był moim bratem.
- Cześć spoko nie przejmuj się Offense on zawsze taki jest . - wytłumaczył mi Demon
- Ok dziękuje. - i podeszłam do sarny . Gdy odeszłam zobaczyłam mełego wilka wokół którego latały czarne dusze. postanowiłam się przywitać :
- Cześć jestem Scarlett jak masz na imię ? -zapytałam. Po chwil siostry mnie pociągnęły do tyłu.
- Nie wiesz ,że ona jest niebespieczna. -powiedziała Rene.
- Właśnie przytaknęła - Nesti.
- Ale ona jest najmłodsza. -powiedziałam zdziwiona.
- Tak ale nie bezpieczna. - Powiedziała Rene.
< Co powiedziałaś Nesti ?>
Od Rene CD Scarlett 91
-Przepraszam za nią-Powiedziałam szturchając Tinę,która upierała się przy swoim.-Ona nie jest nowa. Jest naszą siostrą.-Wytłumaczyłam jej.
-Dobra,dobra.-Poszła się bawić.
-Bawisz się? Wrrr wrrr-Skakałam wokół niej z ogonek podniesionym do góry. Przyłączyła się i zaczęłyśmy się ganiać po całej jaskini. Wtedy przyszła Lesti,która była na polowaniu.
-Dzieci! Obiad!-Wszystkie szczeniaki (włącznie ze mną i Scarlett) podbiegły do sporej sarny. Po jedzeniu,Nesis podeszła do nas.
-Cześć Scarlett.
-Pamiętasz moje imię?
-A czemu nie? Jesteśmy siostrami.
-Tyle,że j-ja...
-Żane "j-ja" jesteśmy siostrami,czyli najlepszymi przyjaciółkami-uśmiechnęła się życzliwie.
<Co dalej Scarlett?>
-Dobra,dobra.-Poszła się bawić.
-Bawisz się? Wrrr wrrr-Skakałam wokół niej z ogonek podniesionym do góry. Przyłączyła się i zaczęłyśmy się ganiać po całej jaskini. Wtedy przyszła Lesti,która była na polowaniu.
-Dzieci! Obiad!-Wszystkie szczeniaki (włącznie ze mną i Scarlett) podbiegły do sporej sarny. Po jedzeniu,Nesis podeszła do nas.
-Cześć Scarlett.
-Pamiętasz moje imię?
-A czemu nie? Jesteśmy siostrami.
-Tyle,że j-ja...
-Żane "j-ja" jesteśmy siostrami,czyli najlepszymi przyjaciółkami-uśmiechnęła się życzliwie.
<Co dalej Scarlett?>
Od Scarlett Do Rene 90
- Cześć - powiedziałam wszystkim szczeniakom.
- Cześć - powiedziała grupa.
- To ty jesteś ta nowa - spytała brązowa wilczyca.
- Nie jestem nowa po prostu nie mieszkałam z ... - przerwała.
- Jesteś nowa . - powiedziała.
- Ej nie bądź taka - powiedział wilk.
- Jestem Kuran .
- Miło mi ja jestem ... .- przerwała mi wilczyca ta sama
- Ona jest nowa. - powiedziała
- Grrr daj jej dokończyć ... - warkną nanią - to jak masz na imię ? - spytał zakrywając łapą pysk wilczycy.
- J-jestem Scarlett ... - powiedziałam
- Miło mi cię poznać Scarlett .
< Powiedziałaś coś Rene ? >
- Cześć - powiedziała grupa.
- To ty jesteś ta nowa - spytała brązowa wilczyca.
- Nie jestem nowa po prostu nie mieszkałam z ... - przerwała.
- Jesteś nowa . - powiedziała.
- Ej nie bądź taka - powiedział wilk.
- Jestem Kuran .
- Miło mi ja jestem ... .- przerwała mi wilczyca ta sama
- Ona jest nowa. - powiedziała
- Grrr daj jej dokończyć ... - warkną nanią - to jak masz na imię ? - spytał zakrywając łapą pysk wilczycy.
- J-jestem Scarlett ... - powiedziałam
- Miło mi cię poznać Scarlett .
< Powiedziałaś coś Rene ? >
Od Scarlett Do Mamy i Do Surgona 89
- J-ja ja nie wiem - popłakałam się.
- Kochanie chodzi ze mną ... - powiedziała łagodnym tonem moja mama.
- Nie wiem prawie cię nie znam ... - powiedziałam .
- Proszę - opłakała się
- Pójdę z moją mamą ... - powiedziałam podbiegając do niej . Ona otworzyła szeroko ramiona po chwili zobaczyłam ,że Surgon płacze. Podbiegłam do Surgona i szepnęłam mu na ucho :
- Nigdy cię nie zapomnę tato - uśmiechnęłam się do niego płacząc.
- Ja ciebie też córeczko - odszepną - Masz - wziął moje łapy i dał mi piękny kryształ był on w kształcie serca - To może cię przenosić gdzie tylko chcesz nikt cię nie znajdzie jak nie będziesz tego chciała - powiedział mi na ucho.
- Scarlett - zawołała mnie mama
- Już idę !!! - krzyknęłam - Dziękuje .... będę cię odwiedzać . -powiedziałam i pobiegłam przez całą drogę do watahy mama coś do mnie mówiła nie słuchałam jej patrzałam tylko na kryształ który dał mi Surgon.
< Co mówiłaś mamo ? >
- Kochanie chodzi ze mną ... - powiedziała łagodnym tonem moja mama.
- Nie wiem prawie cię nie znam ... - powiedziałam .
- Proszę - opłakała się- Pójdę z moją mamą ... - powiedziałam podbiegając do niej . Ona otworzyła szeroko ramiona po chwili zobaczyłam ,że Surgon płacze. Podbiegłam do Surgona i szepnęłam mu na ucho :
- Nigdy cię nie zapomnę tato - uśmiechnęłam się do niego płacząc.
- Ja ciebie też córeczko - odszepną - Masz - wziął moje łapy i dał mi piękny kryształ był on w kształcie serca - To może cię przenosić gdzie tylko chcesz nikt cię nie znajdzie jak nie będziesz tego chciała - powiedział mi na ucho.
- Scarlett - zawołała mnie mama
- Już idę !!! - krzyknęłam - Dziękuje .... będę cię odwiedzać . -powiedziałam i pobiegłam przez całą drogę do watahy mama coś do mnie mówiła nie słuchałam jej patrzałam tylko na kryształ który dał mi Surgon.
< Co mówiłaś mamo ? >
Od Hashie'go Do Zan 88
- Jeśeli tak sądzisz wziołem ją na aleje czerwonych drzew gdy przechodzliśmy koło skały było ogłoszenie :

- To idziesz ? Może pójdziemy jako nowa para ... - spytałem .
< Co dalej Zan ? >
Od Lesti CD Surgeona 87
Kiedy wróciłam do jego jaskini,ich nie było. Zapytałam zwierząt gdzie poszli i wskazały mi kierunek. Szłam kilka godzin,aż napotkałam potwory. Nie dało się z nimi rozmawiać. Byłam zmuszona walczyć. Po ostatnim potworze byłam wykończona i ciężko ranna,ale szłam dalej. Zobaczyłam jakąś jaskinie. Weszłam do niej i tam zobaczyłam Surgeona. Przeraził się widząc mnie w takim stanie. Kulałam i krwawiłam.
-Tyle dla ciebie znaczy,żeby ryzykować życiem za nią?
-Tak! Nie zostawię tego tak! Powiedz jej chociaż prawdę,to zobaczymy u kogo chce zostać.
-Ech...R-Resti!-Zawołał ją z wahaniem w głosie.
-Tak?-Przyszła. Stanęła jak wyryta,kiedy mnie zobaczyła.-Co ona tu robi?-Zapytała.
-T-to twoja prawdziwa mama...j-ja nie jestem twoim ojcem. Jeśli chcesz...możesz iść z nią.
-S-Scarlett...-Zaczęłam.
-Co jej się stało?-Przerwała mi.
-Walczyła chyba z kimś,żeby tu się dostać.
-D-dla mnie?
-Tak.
<Scarlett,co wybierasz? Lesti-twoją mamę,czy Surgeona-wilka,który cię okłamał?>
-Tyle dla ciebie znaczy,żeby ryzykować życiem za nią?
-Tak! Nie zostawię tego tak! Powiedz jej chociaż prawdę,to zobaczymy u kogo chce zostać.
-Ech...R-Resti!-Zawołał ją z wahaniem w głosie.
-Tak?-Przyszła. Stanęła jak wyryta,kiedy mnie zobaczyła.-Co ona tu robi?-Zapytała.
-T-to twoja prawdziwa mama...j-ja nie jestem twoim ojcem. Jeśli chcesz...możesz iść z nią.
-S-Scarlett...-Zaczęłam.
-Co jej się stało?-Przerwała mi.
-Walczyła chyba z kimś,żeby tu się dostać.
-D-dla mnie?
-Tak.
<Scarlett,co wybierasz? Lesti-twoją mamę,czy Surgeona-wilka,który cię okłamał?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)








































