Rozmawiałem z Paint była całkiem fajna. Później musieliśmy iść do innych sal,więc pożegnaliśmy się. Później na przerwie wszyscy dziwnie się na mnie patrzyli. W końcu jakiś szczeniak krzyknął pokazując na mnie łapą.
-EJ! PATRZCIE! TO TEN DZIWNY SZCZENIAK ZE ZŁEJ ARMII! PODOBNO WIDZI NIEISTNIEJĄCE WILKI! HAHAHHAHHAHAH-Wszyscy zaczęli się ze mnie śmiać. Nie wytrzymałem. Wstałem i podszedłem do niego.
-Jaki ty masz problem?! Nie widzę nieistniejących wilków! To są duchy! To nic dziwnego,że je widzę! Nie należę do złej armii!-Krzyczałem.
-Ah tak?-Z za jego pleców wyszły inne szczeniaki to był jego "gang". "Przywódca" popchnął mnie tak,że upadłem. Inne szczeniaki zaczęły mnie gryźć,kopać,pluć na mnie i wyśmiewać.
-I kto tu jest teraz górą?-Zapytał drwiąco. Kuliłem się z bólu. Z oka poleciała mi mała łezka. Moje drugie oko nie umiało płakać. Tylko z lewego leciały łzy. Leżałem tak na korytarzu jeszcze pół lekcji. Nikt nie zwracał na mnie uwagi. Kiedy ból minął,wstałem i na trzęsących się nogach pokuśtykałem do mojej torby. Chwyciłem ją i zarzuciłem na ramię. Zacząłem iść w stronę wyjścia. Wtedy zobaczyłem Paint. Wyprostowałem się i udawałem,że nic się nie stało. Chciałem jak najszybciej ją minąć,żeby nie miała przeze mnie problemów. Żeby nie zobaczyli jej ze mną. Ona jednak podbiegła do mnie.
-Co się stało?!
-N-nic. A co miałoby się stać? Wszystko jest okej.
-Ale skąd te siniaki?!
-Wszystko jest ok!-Powiedziałem bardziej stanowczo.
-R-rozumiem.-Powiedziała smutna i poszła. Z lewego oka znów spłynęła mi łezka. Poszedłem do strumienia zmyć z mojej sierści brud i ślinę. Ukryłem siniaki i udałem uśmiech. Wróciłem do domu.
-Cześć mamo!
-Cześć skarbie. Szybko wróciłeś.
-Dzisiaj skrócili nam lekcje.
-Poznałeś jakieś fajne wilki? Miałeś fajny dzień?
-Dzień był wspaniały! Poznałem nowych kolegów i koleżankę.-Powiedziałem z nutką ironii w głosie.
-Widziałam jak rozmawiasz z Paint.
-Tak. Jest bardzo miła...
-Cieszę się. A teraz spakuj się na jutro.-Poszedłem do swojego pokoju. Rzuciłem plecak na ziemię obok łóżka. Znów zacząłem płakać. Jak ja chcę ochraniać moją rodzinę,skoro nawet nie daję rady takiemu tchórzowi? Obiecałem sobie treningi. Wyszedłem z pokoju i z jaskini ze słowami:
-Idę się przejść. Wrócę wieczorem.
-Dobrze,tylko wróć na kolację...czekaj! A co z obiadem?
-Upoluję sobie po drodze. Pa!
-Pa!-Pobiegłem w stronę samotnego zaułka. Znalazłem tam badyl,który będę podnosił w formie ćwiczeń. Łódka też się przyda,do pchania jej. To też wyrabia mięśnie i siłę. Upolowałem sobie królika i zjadłem go myśląc co jeszcze mógłbym użyć do ćwiczeń. Kiedy budowałem,z za krzaków wyszła Paint.
-Cz-cześć-Powiedziałem przerywając pracę.-P-przepraszam za dzisiaj.
-Nie szkodzi. Byłam wścibska...
-Nie...po prostu....ja...śmiali się ze mnie...pobili...opluli...
-Trzeba coś z tym zrobić! Powiedziałeś mamie?
-N-nie. Nie chcę,żeby ktoś dowiedział się o mojej bezsilności! Pokonam ich! Sam!
-D-dobrze...
Następnego dnia jak zwykle śmiali się ze mnie i kopali. Ignorowałem ich. W końcu przebrali miarkę. Ich przywódca powiedział do swoich przydupasów.
-Jego matka musi być jakaś opętana,że trzyma u siebie chore dziecko. Słyszałeś,Shadow?! Twoja matka to idiotka! Hahahahahah.-Wstałem.
-Powtórz to!
-Głuchy? Twoja matka to i d i o t k a ! Hahahhahahahahahahhahahahaha!-Skoczyłem na niego i przywaliłem mu w noc.
-ODSZCZEKAJ TO!
-Na co czekacie głąby?! Brać go!
-Nie ignoruj mnie!-Krzyknąłem. Biłem go i biłem czekając aż przeprosi. On jednak nic nie mówił do mnie,tylko krzyczał na przydupasów,próbujących mnie odciągnąć. Jednak i oni skończyli pobici. Skończyłem u dyrektorki.
<Co powiedziałaś mamo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz