-Proszę pani. Czas wstawać. Śniadanie na stole.-Szepnąłem. Dziwnie się czułem mówiąc do niej "proszę pani" jeszcze dziwniej bym się czuł mówić "Elza" albo "mamo". Ona leniwie otworzyła oczy,przetarła je łapą i mruknęła:
-Mów mi Elza...jeszcze pięć minutek...
-Ech.-Powiedziałem i ściągnąłem z niej kołdrę.-Nawet śpiąca królewna wstaje o świcie. Ale pamiętaj. Ja cię nie pocałuję! Fuj!-Pobiegłem do stołu. Ona powoli przyszła.
-Zaraz coś upoluję...eee?-Zdziwiła się dość mocno,widząc piękną sarnę na stole.-Ale jak ty...gdzie...ej! Nie możesz od tak opuszczać sobie jaskini. I to bez mojej wiedzy.
-Ech...smacznego.-Zacząłem jeść nóżkę śniadania.
-Ale można powiedzieć...spisałeś się-Pogłaskała mnie po głowie. Wziąłem ją spod jej łapy.
-Ej!-Ona zaśmiała się tylko.
-Miałeś miłe sny?-Zapytała. Dreszcz mnie przeszedł na myśl o nieprzespanej nocy,śnie,który mi się "ukazał" przed bezsennością i o przeszłości.
-M-można tak powiedzieć.-Mruknąłem. Po śniadaniu,wyszliśmy przejść się po terenach watahy. Kiedy Elza szła przodem i opowiadała dziwne historie o watasze,ja na jej plecami rozłożyłem skrzydła i próbowałem się wzbić w powietrze. Przez tygodnie mojego życia spędzone pod ziemią,w łańcuchach,nie mogłem latać,ani biegać. Rozmyślania i próby przerwała mi nagana Elzy.
-Czy ty w ogóle mnie słuchasz? ...czekaj...ty masz skrzydła?!-Zacząłem klaskać w łapy przewracając oczami.
-Brawo.-Powiedziałem z sarkazmem.
-Ech. Więc...dobra. Zrozumiałam...nudzę cię.
-W dziesiątkę!-Podskoczyłem. Chciałem wzbić się tym samym w powietrze,ale moje skrzydła odmówiły i spadłem na brzuch.-Ouch.
-Ty lepiej tak nie skacz,bo sobie coś zrobisz. Dobra. Do rzeczy. Opowiedz mi coś o sobie. Nie wiem skąd jesteś,jaka była twoja przeszłość,ani jak się znalazłeś na polu bitwy. i czy naprawdę jesteś z armii cichych dni?
-Za dużo pytań. Nie,nie należę do armii cichych dni...oni...chcieli...-Nie mogłem tego powiedzieć.
-Chcieli,co?
-Chcieli się mnie pozbyć,zadowolona? Mieli nadzieję,że jedynym,który zginie na tej wojnie,będę ja. Zbuntowałem się i nie chcieli mnie. Bili,kopali,nienawidzili! Skuli nas wszystkich w łańcuchy i kazali pracować! Powiedziałem,że nie będę i mimo ceny,jaką za to zapłaciłem upierałem się przy swoim! Chciałem uratować moich braci i siostry,ale ich...NIE UDAŁO MI SIĘ!-Powiedziałem szybko,żeby mieć to za sobą. Na ostatnie zdanie poczułem w oczach wilgoć....otarłem ją szybko i patrzyłem na zdezorientowaną Elzę.
<Co dalej Elza?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz