-T-to ty...-Szepnęłam
-Śśśśś nic nie mów. Twoje rany są wyleczone,ale dalej jesteś osłabiona.-Powiedział Surgeon.
-NIGDY WIĘCEJ MNIE TAK NIE STRASZ!-Powiedział stanowczo Corpoise. Uśmiechnęłam się
-Jasne kotku.-i polizałam go po policzku.-Surgeon...już wszystko pamiętam. Nie udawaj już. Nie wmawiaj mi,że mam tylko jedną siostrę.-Powiedziałam. Corpoise był wyraźnie zaskoczony.
-Ale reszta twoich sióstr nie żyje naprawdę.
-Nie. Jest nas piątka. Znalazłeś mnie już dorosłą i wyczyściłeś pamięć. Moi rodzice zginęli ze starości. Dałeś mi fałszywe wspomnienia.-Surgeon nie wiedział co powiedzieć i wyszedł z mojej jaskini. Na środku "domu" widziałam jeszcze sporą plamę krwi.
-T-to moje?-Zapytałam wskazując na nią. Corpoise smutno pokiwał głową.-Heh. W sumie,nie było tak źle. Zebrałam dusz tyle ile trzeba...-Nastała ciemność. Kiedy się obudziłam,leżałam w moim łóżku. Jaskinia była pusta. Kiedy spróbowałam wstać,poczułam ogromny ból w klatce piersiowej,łapach i skrzydle. Spróbowałam jednak jeszcze raz i mi się udało. Wyszłam kuśtykając z mojej jaskini. Miałam ochotę na walkę. Rozwinęłam skrzydła. Zauważyłam,że moje skrzydło jest po prostu przestawione. Nastawiłam je (choć parę razy myślałam,że pęknę z bólu) i rozprostowałam. Położyłam się na skarpie i patrzyłam w dal...myślałam o wczorajszej wojnie. Siekiera,strzały,miecze...eh... Wtedy przyszedł Corpoise ze zdobyczą. Ucieszył się na widok mnie obudzonej. Podbiegł i przytulił mnie. Liznęłam go w pyszczek. Zjedliśmy razem sarnę i położyliśmy się na łące niedaleko jaskini. Patrzyliśmy w chmury.
-Patrz,ta wygląda jak walczący wilk ze smokiem.-Powiedziałam wskazując chmurę.
-A ta jak żaba goniąca muchę!-Śmialiśmy się i rozmawialiśmy,aż w końcu Corpoise doszedł do tematu,przez który byłam wściekła na siebie.
-Czemu byłaś tak ranna? Tamta wilczyca ci to zrobiła?
-Nie. Ona nic nie zrobiła. Odebrała tylko dusze. Na wojnie jeden wilk zaszedł mnie od tyłu i wbił mi siekierę w plecy. Później to już mieli trochę łatwiej,bo byłam słabsza,ale nie zamierzałam się poddać. Kiedy zebrałam wszystkie dusze byłam zmuszona opuścić pole walki,żeby nie zdechnąć. Eh. Jestem wściekła na siebie,że nie zostałam do końca.
-Zginęłabyś!
-Ale wolę taką śmierć,niż śmierć podczas ucieczki...
-Heh....ja wiem,że masz swój honor,kochana. Nie musisz mi nic udowadniać...
-Tylko ja to robię dla siebie...sobie udowadniam i mam satysfakcję z każdej wygranej wojny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz