Zabił miłość mojego życia...biegłam przez stary wąwóz. Rozpadał się już. Aż nagle zobaczyłam jakiegoś dziwnego wilka.
-Grzechy muszą być odpokutowane.-Mówiła.
-K-kim jesteś?!
-Nie zdradzam mojego imienia zabójcom.
-Ja nikogo nie zabiłam!
-Zapłacisz za swe grzechy. Eldorino będzie mógł spoczywać w pokoju.
-Jaki Eldorino?!
-Bracie,śpij spokojnie.-Powiedziała zbliżając się do mnie. Teraz mi się przypomniało. Deszcz,czarny wilk...-to nie byłam ja! Coś mną zawładnęło!-Krzyczałam.
-Zawładnęło raz,zrobi to i drugi. Ten demon jest w tobie.-Powiedziała. Jakaś siła uderzyła mną o ścianę wąwozu. Upadłam na ziemię.
-Kocham was,siostry-Szepnęłam. Z moich oczu popłynęły łzy,a na pysku miałam mały,smutny uśmiech.-Będę na was czekać.-Wielki płat kamienia zaczął się odczepiać od pozostałych. Ostatni mój widok. Ona stoi nade mną i mówi.
-Grzechy odpłacone w imię ojca,i syna i wilka świętego. Amen. Spoczywaj w pokoju bracie.-Ciemność. "Mamo...ty żyjesz?" "Nie,skarbie.Tak samo jak ty. Spójrz w dół. Widzisz swoje siostry?","Tak,widzę je. Płaczą. Wilczyca coś do nich mówi.". "Tak skarbie. Mówi,że nadszedł twój czas. Mówi,że ich nie opuścisz. One nie wiedzą,że to przez nią zginęłaś. Patrz,przyszedł Shadow. Krzyczy. Smutek ogarnął te wilki. Ale nie martw się. To minie. Tak samo jak ze mną.","Smutek po tobie nigdy nie minął" "Wiem skarbie. Wiem".

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz