-Co się stało Elza?-Zapytałem trochę zdziwiony,że wtuliła się we mnie.
-Mój ojciec...jest zagrożony!
-Ale dlaczego? Coś się stało?
-On...zaatakowała go cała armia jakiś wilków. Nie mogliśmy sobie poradzić,więc udało mi się im wymknąć,by biec po pomoc. Grave tam walczy i zaraz może osłabnąć i...zginąć....-Igneel stanął obok mnie.
-Wiesz co to oznacza Rin?-Zapytał.
-Jasne braciszku.-Odpowiedziałem-Prowadź-Zwróciłem się do Elzy. Ucieszona zaczęła biec w stronę wielkiej polany. Biegła straszliwie szybko,ale na szczęście z bratem też nie byliśmy najwolniejsi. Kiedy dotarliśmy na łąkę ku naszym oczom ukazał się straszny widok. Armia jakiś dziwnych wychudzonych wilków pokonywała ojca Elzy. Kiwnąłem do Igneela,który odwzajemnił znak i ruszyliśmy na armię wyciągając miecze.
Armia:
Mimo wyglądu,byli bardzo silni. Ja zająłem się ochroną rannego Greva,Igneel zabijał wilki,okazujące się iluzją. Kiedy "zabił" jednego z nich,ten rozpływał się w powietrzu. Jednak dobra iluzja też potrafi zabić. Elza w tym czasie opatrywała rany jej ojca. Kiedy Igneel pokonał ostatniego używając "skrzydlatego cięcia" (ponieważ kiedy zobaczył siłę wilków,postanowił walczyć swoimi płomieniami,bo był silniejszy używając jego mocy). Ten rozpływając się powiedział "Armia cichych dni nie umarła. Ona jeszcze was dopadnie. Strzeżcie się". Wtedy z lasu obok polany wybiegł Corpoise. Podbiegł do Elzy i Grave i pomógł jej go opatrywać. Wtedy zobaczyłem,że Igneel wynosi coś z za krzaków. Przy moich nogach położył małego,wystraszonego szczeniaczka. Z pewnością należał do armii cichych dni.
-Trzeba się go pozbyć...-Powiedziałem. Nie chciałem krzywdzić małego,bezbronnego szczeniaka,ale on był wychowywany przez złe wilki. Na zawsze zostanie w jego sercu ciemne znamię.
-Nie możemy go zabić!
-Wiem!
-Może się nim zaopiekujemy? Albo damy jakiejś wilczycy,która jest dobrą matką.
-Nie rozumiesz? On był wychowywany przez złe wilki. On jest zły!
-Ale to jeszcze szczeniak! Można go wychować jeszcze na dobrego wilka!-Bronił uparcie swojego Igneel.
-Ty za niego odpowiadasz!-Powiedziałem. Igneel się ucieszył. Wtedy wtargnął Corpoise.
-Co to za szczeniak?! On jest jednym z nich,tak?
-Tak. Przygarniemy go.
-Trzeba się go pozbyć!-Powiedział chwytając miecz Igneela leżący na trawie. Mój brat stanął po między szczeniakiem,a Corpoise.
-Można go wychować na dobrego wilka!-Powiedział stanowczo.
-Nie! On jest jednym z nich! Nie może tu zostać! Trzeba go zabić.
-Jeśli chcesz zabić to szczenię,najpierw musisz zabić mnie!-Powiedział Igneel bardziej stanowczo.
-Niech tak będzie!-Corpoise podniósł miecz przygotowując się do zamachnięcia. Wtedy skoczyła na niego Elza. Przewrócili się oboje.
-CO TY WYPRAWIASZ?!-Krzyknął wściekły wilk.
-Co ty zamierzałeś zrobić?!
-Zabić ich!
-Ojciec musi leżeć w łóżku. Zanieś go do jego jaskini!-Powiedziała wstając i pokazując na Greva. Corpoise mrucząc coś pod nosem wziął swego ojca i zniknął za krzakami.
-Dzięki.-Powiedział uśmiechnięty Igneel.
-To ja powinnam wam dziękować! Uratowaliście mojego ojca!-Powiedziała i przytuliła mnie i mojego brata.-Więc. Co zamierzacie zrobić ze szczeniakiem?
-Chyba oddam go jakiejś wilczycy,żeby się nim zaopiekowała. Ja i mój brat nie nadajemy się na rodziców. Nie mamy ręki do dzieci.-Powiedział braciszek.
-Za to do walki owszem-Zaśmiała się.
-A tak właściwie.-Wtrąciłem się do rozmowy.-Mogłabyś się nim zająć? Nie chcemy się narzucać,dlatego jak nie możesz,powiedz prawdę. Tylko proponujemy.
<Co ty na to Elza?>










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz