Stałem jeszcze chwilę,nie wiedząc co robić. Kiedy doszedłem do siebie,położyłem się na nagrzanej skale,by pomyśleć. Wtedy przybiegła Daimont.
-Rid! Riiiiid!-Krzyczała uradowana.
-Co jest?-Mruknąłem dalej leżąc na plecach z łapą na oczach.
-Ufff...słuchaj...ja...-Dyszała.
-Odsapnij chwilę.
-Nie ma ufff czasu....jednak...L...ma nadal...swoje...ciało...nic...jej...nie...jest...uffff....ale i tak będą próbowali cię przeciągnąć na złą stronę,pamiętaj.
-To dobrze,że nic jej nie jest. Czuję się,jakby była moją siostrą. Połóż się obok. Należy ci się.-Zaśmiałem się. Ona trochę się zdziwiła.
-Nie jesteś na mnie choć trochę zły? Nie nienawidzisz mnie?
-A za co. Nie jesteś niczemu winna. Uprzedziłaś mnie wręcz.
-Dz-dziękuję...-Zaczerwieniła się (spojrzałem na nią).
-A za co tu dziękować? Zamknij pyszczek i połóż się po prostu obok mnie-Zaśmiałem się. Ona położyła się. Po jakimś czasie,obudziłem się,widocznie musiałem przysnąć,bo było już po południu,a Daimont już przy mnie nie było. Postanowiłem,że trochę pochodzę i tak też zrobiłem. Zobaczyłem po chwili,że za krzakami stoi X i...ściska Daimont za szyję...
<Co dalej Daimont?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz