poniedziałek, 9 czerwca 2014

Od Luny CD 172

-Wiesz przecież,że mogę użyć mocy starzenia się?-Niestety nie zawsze. Jeśli będzie ze mną źle,na prawdę źle,może skończyć się to tragicznie,ale nie zamierzałam mu tego mówić.
-W-wiem. No dobra. Tylko jeśli przyniosą mi tu twoje truchło,nie wybaczę ci do końca życia.
-Jasne jasne-Zaśmiałam się.-To do zobaczenia. Ross...nie bądź dla nas taka ostra.-Uśmiechnęłam się. Miałam dziwne przeczucie. Czułam...czułam jakbym widziała ich ostatni raz...żywa...nie mogłam wyczuć własnej śmierci,ale mogłam przeczuwać własną śmierć...
    Kiedy dotarłam na wojnę,wszyscy rzucili się na mnie. Zabijałam ich i zabijałam. Kiedy brakowało mi 5 dusz,jeden z nich wbił mi siekierę prosto w plecy. Upadłam. Myśleli,że jestem martwa,więc zdeptali mnie i odeszli walczyć dalej. Jednak kiedy się odwrócili,zobaczyli mnie stojącą,a obok leżała zakrwawiona siekiera. Rozłożyłam poharatane skrzydła i ruszyłam w ich kierunku. Będę walczyć. To moja ostatnia szansa na zdobycie wszystkich dusz. Odlecieć nie mogłam...pozostała mi tylko walka. Walka do końca. Nie poddam się. Zamachnęłam się mieczem i odcięłam wilkom głowy. Zostały jeszcze tylko 2. Miałam coraz więcej ran...słabłam.
-N-nie umrę tu...-Wydusiłam. Po tych słowach kaszlnęłam krwią. -Nie zginę!-Krzyknęłam. Ostatkiem sił zamachnęłam się raz,drugi. Skończyłam...zdobyłam 6 666 dusz. Spróbowałam odlecieć,jednak skrzydło mi strzyknęło i upadłam. Kolejny kaszel krwi. Doczołgałam się do jakiejś tratwy i odpłynęłam. To był pierwszy raz,kiedy byłam bliska śmierci. Nie byli silni. Byłam nieuważna. Jak mógł zajść mnie od tyłu taki...wilk...narysowałam na tratwie własną krwią krąg wezwania i szepnęłam (bo głośniej nie mogłam nic powiedzieć niż szeptem)
-Wzywam pradawnych bogów ciemności....ygh...Fire,Pire demony  ciemności wzywam was...-Fire i Pire pojawili się obok mnie.-W-wybaczcie..euhg...że proszę was o taką pomoc...ale proszę...doprowadźcie łódź do mojej jaskini. Czeka tam na mnie bogini śmierci,której muszę oddać dusze.-Demony posłusznie odprowadziły tratwę. Stała tam już Nigrum.
-Nareszcie...choć widzę,że nie warto było się trudzić zbierając tyle dusz,skoro sama zaraz zdechniesz.
-Dz-dziękuję Fire,Pire...możecie odejść.-Powiedziałam do demonów. Teraz skierowałam się do wilczycy otwierając buteleczkę.-Masz. Wchłoń je i zostaw te wilki w spokoju...eugh...-Wtedy nastała ciemność...
<Co dalej Corpoise?>
(Ps.: Luna będzie nieprzytomna przez twoje opowiadanie)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz