-Mówiła,że nauczy mnie jak polować i zabijać!-Krzyknęła Ross tak,że ją usłyszałam. Na moim pysku pojawił się mały uśmieszek. Wróciłam do swojego normalnego ciała i otrzepałam się.
-No. W tym ciele jest dużo lepiej.-Poprawiłam skołtunione włosy. Zawsze mi się tak robiło po przemianie.-Ech. A ja myślałam,że pójdę na emeryturę jeśli chodzi o wychowywanie szczeniąt. Hmm ta wataha robi się w moim typie. Wszystko jest mroczne...cieszę się tylko,że kilka wilków jest mądrych i nie chce nieśmiertelności. To męczące patrzeć jak twoi bliscy starzeją się i....-Położyłam się na łóżko.-Ro,Lesti,Zan,Rene,Mara,Lotos,Sily,Pretty,Sindy,Neli,Kain i Lucka.-Wymieniałam w myślach-Oni nie pragną życia nieśmiertelnego. Wyjątkowego. Nie są zachłanni.-Myślałam. Po chwili spojrzałam na podłogę-Kogo ja oszukuję. Ta wataha nie powinna się zmieniać. Tu już nie jest tak przyjaźnie. Wybuchnie wojna. Czuję ich śmierć. Nie chcę wchłaniać ich dusz. O dziwo...nie wchłaniam dusz moich...znajomych ani ich rodziny...
Następnego dnia wyszłam o świcie z jaskini i poszłam obudzić Ross. Kiedy to zrobiłam,ona tylko wtuliła się w kołdrę i wymamrotała.
-Tak wcześnie? Jeszcze chwilkę.-I odwróciła się na drugi bok. Przekręciłam oczami i chwyciłam za róg jej kołdry. Jednym szybkim ruchem ściągnęłam ją z wilka.
-EJ!-Krzyknęła oburzona.
-Chcesz coś upolować? Musisz wcześnie wstawać i mnie słuchać. Nauczę cię jak polować,skradać się,być cicho i jak zabijać jednym ruchem,ale musisz się mnie s ł u c h a ć ! Zrozumiano?
-T-tak. Ale ty się śmiałaś. Mówiłaś,że nic ze mnie nie wyrośnie.
-Nie ocenia się po pozorach,mała.
-To czemu tam tak mówiłaś?
-Bo mi się nudziło. Wstawaj!
Kiedy szliśmy przez las,ona zapytała:
-Czemu masz swoje ciało i jak cię nazywano w młodości?
-To ciało jest wygodniejsze i je bardziej lubię...a nazywano mnie...
-Jak? Jak?
-DASZ MI POWIEDZIEĆ?!-Ucichła.
-Demon. Nazywano mnie Demon.
-Dla czego?
-Bo kochałam czyjeś cierpienie. Heh. Dalej kocham. Kocham zabijać i jestem odludkiem. Nie lubię przebywać z innymi wilkami.
-Rozumiem. A ty widzisz demony?
-Te,których inni nie dostrzegają,owszem. Tak samo jak Death.
-On był demonem...niewidzialnym?
-Ta.
-Skąd wiesz?
-Bo wiem.
-Wychowałaś go?
-Cicho!-Powiedziałam przylegając do ziemi. Ona spojrzała tam gdzie ja i zrozumiała. Przed nami stał królik. Dobra,jak na początek dla młodego wilczątka. Ja zaczynałam na pomniejszych demonach...które były silne jak słonie,ale mniejsza....-Teraz powoli i cichutko do niego podejdź. Kiedy poczujesz,że jest w zasięgu twojego skoku,skacz i gryź w szyję. I nie puszczaj,puki nie przestanie się ruszać.-Zaczęła podchodzić.Była już wystarczająco blisko. Mimo to,dalej szła. Syknęłam do niej-Co ty robisz? Skacz!
-Jeszcze trochę.-Wtedy natrafiła na suchą gałązkę. Królik się spłoszył. Wstałam i podeszłam do niej. Ona się skuliła.
-Nie bij! To nie moja wina.
-A czyja?
-T-twoja?
-Kiedy polujesz masz być skupiona. Nie może cię rozkojarzyć byle odgłos. I CZEMU DO JASNEJ CIASNEJ NIE SKOCZYŁAŚ JAK CI MÓWIŁAM?!
-B-bo myślałam...
-Nie myśl. Czuj!-Przerwałam jej.-Nie czułaś,że jesteś już blisko?
-C-czułam. Ale Corpise mówił,że mam nie kierować się sercem,tylko rozumem. A rozum mówił,że mam podejść na wyciągnięcie łapy.
-Bo Corpise jest głupi! Masz to czuć tu!-Położyłam łapę w miejscu,gdzie jest serce.-Nie tu!-Wzięłam łapę z serca i klepnęłam ją lekko w czoło.-Rozumiesz? To,co kochasz zawsze robi się łatwiejsze,niż to,co musisz robić. Chcesz polować?
-Tak!
-Kochasz to?
-Tak!
-Więc na co czekasz! Zamiataj szukać tego królika!-Pobiegła za tropem "uciekiniera",a ja za nią. To była szybka akcja. Podbiegła,skoczyła i trzymała za gardło.
-Ładnie. Tylko trzymaj mocniej i dłuuużej-Podkreśliłam ostatnie słowo. Wtedy spojrzała na miejsce,gdzie przed chwilą był jej śniadanie. Została po nim tylko plama krwi. Zaskoczona aż podskoczyła i pisnęła. Położyłam łapę na swoim czole (facepalme jakby co).-Jest coraz lepiej. Jest ranny. Nie ucieknie daleko. No chyba,że tamten orzeł go zje.-Pokazałam łapą na kręcącego się tu ptaka. Ona jak oparzona pobiegła za śladami krwi,a po chwili przyniosła mi martwego królika.
-Tadaaaa!
-Super.-Powiedziałam bez entuzjazmu,ale szczerze.-Zjedz go. To twoja zdobycz.
-A ty nie chcesz?
-Nie jestem głodna. No dobra. Na dziś koniec lekcji. Zanieść ci go do twojej jaskini?
-Ja to zrobię!-Powiedziała i zaczęła ciągnąć swą zdobycz. Ja powoli poszłam za nią. Kiedy wróciłyśmy do watahy,Corpise nas "przywitał" z wejścia i krzyknął:
-<Co krzyknąłeś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz