Chodziłam sobie po lesie,słuchając mojej ulubionej piosenki. Nim się zorientowałam,śpiewałam ją. Wtedy doszłam do "samotnego zaułka". Położyłam się przy brzegu i myślałam...zorientowałam się,że nie mam żadnych przyjaciół...że mam tylko rodzinę.Nie,że jej nie doceniam,tylko każdy wilk ma też poza rodziną kogoś,a ja w ogóle nie miałam nikogo...wtedy usłyszałam jakieś szczeniaki...jakaś grupa "dzieciaków" naśmiewała się z innego...no właśnie...dlaczego walczymy między sobą...dlaczego walczymy z własnym gatunkiem? Po co są te wszystkie wojny...czy nie możemy akceptować innych? Przecież są jednymi z nas. Każdy przecież ma swoje wady i zalety. Więc o co to całe zamieszanie? Nigdy tego nie zrozumiem...Pobiegłam w stronę dzieciaków,ale ich już tam nie było...dziwne...wtedy usłyszałam jakieś dziwne odgłosy i poczułam nieznany mi dotąd zapach. Pobiegłam w tamtą stronę i...nastała ciemność...obudziłam się w ciemnym miejscu...okrążona żelaznymi prętami...to była...klatka...LUDZI?! Próbowałam się wydostać,ale jedyne co otrzymałam,to ból zęba i krzyki chyba właścicieli klatki. Niedługo po tym,więzienie zostało odsłonięte. Byłam w pomieszczeniu pełnym klatek i psów oraz wilków dużych i małych.
-C-co to za miejsce?-Zapytałam.
-Tu odbywają się tak zwane "walki psów".
-W-walki?
-Ta...
-M-muszę się stąd wydostać!-Krzyknęłam przestraszona.
-A co,boisz się?
-Tak! N-nie umiem walczyć i nienawidzę walk!
-Haha! Panowie,mamy tu wilczycę "pokojową" hah-Zaczęli się śmiać. Ja zignorowałam ich i próbowałam się wydostać.
C.D.N
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz