piątek, 20 czerwca 2014

Od Riddicka CD Daimont 192

-Ja chcę do domu!-Krzyknąłem.
-Ty jesteś w domu.-Powiedziała bardziej stanowczo Daimont.
-Nie chcę czuć się jak normalny lew! Chcę czuć się jak w domu!-Krzyczałem przez łzy.
-Skoro tak,to pokażemy ci co to znaczy czuć się jak w domu!-Powiedział jakiś wilk za mną. Zawlókł mnie za grzywę do jakiegoś pomieszczenia i przykuł jedną łapę łańcuchem do ściany. Dał mi suche mięso i wodę i wyszedł zatrzaskując za sobą kraty.
-Poczekasz tu sobie i przemyślisz,gdzie jest twój dom.
-W WATASZE OPĘTANYCH DUSZ! NIGDZIE INDZIEJ!-Krzyczałem. Codziennie przychodzili i pytali,gdzie jest mój dom,a ja codziennie odpowiadałem to samo. Z dnia na dzień słabłem,gdyż mało jadłem. Siódmego dnia,nie miałem na nic siły. Leżałem na ziemi mamrocząc coś pod nosem. Kiedy wilk przyszedł,zadając to samo pytanie,zapytałem:
-Jak długo zamierzacie mnie tu trzymać?
-Aż "poczujesz się tu jak w domu" hahahahahahah!
-Taką metodą nigdy nie osiągniecie celu,a ja tylko umrę. Tego chcecie?
-Jeśli to konieczne...więc jaka jest twoja dzisiejsza odpowiedź?
-T-taka sama...
-Płyta ci się zacięła,czy co?
-Co jest?-Przyszedł jak mniemam X.
-Eh...siedzi tu już tydzień,praktycznie na samej wodzie i nic się nie zmienia w jego podejściu.-Wskazał na mnie zwiniętego w kuleczkę.
-W-wypuśćcie mnie.-Wyszeptałem.
-ZAMKNIJ SIĘ MARNOTO!
     W nocy przyszła do mnie Daimont. Usiadła przy kratach i podniosła mi głowę łapą.
-Dlaczego to robisz? Wystarczyłoby jedno zdanie,a wypuściliby cię i dali pić i porządne jedzenie.
-Bo nie chcę kłamać...
    Następnej nocy,zobaczyłem małego kotka przy kratach od mojej "celi"
-Miał.-Szepnęła z uśmiechem.
-Śmieszy cię to?-Wymamrotałem.
-Miał miał...nie.
-Zabieraj się stąd,zanim cię znajdą.-Ona kompletnie mnie zignorowała.
-Jak masz na imię maluchu?
-Wiesz,że jestem od ciebie starszy?-Położyłem się kładąc przednią łapę na łapę.
-No i co z tego?-Zapytała pokazując język z uśmiechem. Zaśmiałem się.
-Jestem Riddick,w skrócie Rid,a ty?
-Ja jestem Eleonora,w skrócie El,lub L.
-Co tu robisz?
-Mieszkam tu.
-I jesteś taka wesoła?
-Tak. To moja rodzina. Zaopiekowali się mną,jak byłam bardzo malutka.
-Dalej jesteś-Mruknąłem.
-Czemu cię zamknęli?
-Bo nie chcę tu mieszkać...
-Spróbuj chociaż się z nimi zaprzyjaźnić. Proszę. A jak ich nie polubisz,masz mnie.-Znów pokazała język z uśmieszkiem na pyszczku.-Pppppproooosssszzzzęęęęęę!-Powiedziała robiąc wielkie oczka.
-D-dobra...-Powiedziałem niechętnie.-Niech ci będzie...
-YAY! Idę spać. Do zobaczenia jutro.-Uciekła chyba do swojego pokoju. "Co za dzieciarnia." Pomyślałem z uśmiechem na twarzy. Jednak jest jakaś nadzieja...
   Następnego dnia,kiedy przyszedł wilk z pytaniem,odpowiedziałem:
-Spróbuję poczuć się tu jak w domu. Nie ze względu na was...-Powiedziałem stojąc,ale kiedy skończyłem,osłabłem i upadłem.
-Dobra odpowiedź.-Powiedział wilk bez entuzjazmu i kiwną łapą. Do celi wpadła Daimont.
-Dzięki!-Przytuliła mnie i dała porządny kawał mięsa. Kiedy zjadłem (czyli 5 sekund później) powiedziałem:
-To nie dla ciebie...-Zdziwiła się.-To ze względu na moją nową,małą koleżankę.
-Masz na myśli...
-Tak.
-Skąd ją znasz?
-Złożyła mi małą wizytę.
-Mrrrr-W tedy weszła do pomieszczenia L.-Miał!-Zaśmiała się i skoczyła na mnie.
-Uważaj,bo mnie uszkodzisz!-Zaśmiałem się. Wtedy Daimont powiedziała:
<Co powiedziałaś Daimont?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz