-Cześć!-Zawołałam.Wtedy zobaczyłam małego skulonego szczeniaczka za Moon. Schyliłam się do niego i zapytałam-Za cóż to za małe,słodkie stworzonko?
-T-to szczeniak...-Powiedziała lekko zdziwiona Moon.
-Przecież wiem-Zaśmiałam się. Teraz zwróciłam się z powrotem do szczeniaka-Jak masz na imię?
-J-jestem D-dem...
-Ja jestem Lesti,bardzo miło mi cię poznać.-Uśmiechnęłam się. On lekko się ośmielił i wyprostował się. Ja również. Wtedy usłyszałam jakiś odgłos.
-Och,przepraszam,ale muszę iść. Moi mali przyjaciele mnie wołają. Papa.-Pomachałam do wilków i pobiegłam. Znalazłam rannego lewka. To on mnie wołał.
-Gdzie twoja mama?-Zapytałam cichutko patrząc,co mu się dokładnie stało.
-N-nie mam mamy...chlip.
-N-no już,nie płacz. Zaopiekuję się tobą.-Uśmiechnęłam się do niego.-Jak masz na imię?
-J-jestem Ridick,ale mów mi Rid...
-Dobrze. Chodź,muszę zanieść cię do swojej jaskini. Trzeba cię uleczyć.-Powiedziałam i zaniosłam go do mojego domu.
-Nie używasz magii leczenia,ani innej?
-Magia nie jest mi potrzebna. Używam jej tylko do ochrony przyjaciół. Na co dzień nie lubię się nią posługiwać...
-Dlaczego?
-Ponieważ nie lubię iść na łatwiznę,a poza tym...magia bywa zdradliwa...
-Rozumiem. Jesteś chyba jedynym wilkiem,który nie pomaga sobie magią...
-Mam większą radość z robienia rzeczy,jak wianki,czy koszyki samej.-Uśmiechnęłam się życzliwie.-No,jutro powinieneś móc chodzić.
-Dziękuję...
-Nie ma za co. Teraz śpij,już późno.
-Dobrze...
<Co dalej Rid?>

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz