sobota, 28 czerwca 2014

Od Hemi Do Cratez 217

- Ej nie chciałam cię urazić .- powiedziałam podchodząc
- Weź się odczep - powiedział odpychając mnie i uciekając w głąp lasu .
- I coś zrobiła - krzyknęła Cratez .
- Ale ja nie chciałam - powiedziałam siadając na ziemi i zaczynając płakać ... Wiem ,że nigdy mnie nie pokocha ....

Od Daimont Do Rid'a 216

- Już po wszystkim jesteś jeszcze piękniejszy znaczy cały czas byłeś piękny oj co ja wygaduje ... - Rid pocałował mnie zarumieniłam się .
- Już nic nie mów - powiedział i złapał mnie za łapę . Zarumieniłam się gdy odprowadził mnie do domu pocałował mnie i poszedł on jest taki cudowny ....

Od Crater CD Cendy 215

Z wrażenia nie mogłam zasnąć,więc wymknęłam się z jaskini i pobiegłam do mrocznego lasu. Ciekawe dlaczego jest taka straszna...przecież w dzień nic się tam nie dzieje. Kiedy przeszłam już spory kawałem lasu,usłyszałam śmiech szczeniaka. Ale przecież wszyscy spali. Po tym odgłosie,słyszeć można było wycie wilka. Ucieszyłam się trochę,że ktoś w razie czego mnie usłyszy. Szłam dalej...wtedy zobaczyłam światełka. Okazało się,że to Neon.
-Co tu robisz?-Zapytałam.
-Wymknęłaś się z jaskini. Pomyślałem,że tu przyszłaś i martwiłem się. W końcu jestem twoim...
-MŁODSZYM bratem-Przerwałam mu.
-Co nie znaczy,że cię nie obronię w razie czego.
-Dzięki Neon,to słodkie ale umiem walczyć...
-Nie mów do mnie,że to co robię jest słodkie. Gdyby ktoś to usłyszał,śmiali by się ze mnie do końca życia.-Chłopcy...
-Z innej beczki...wiesz jak stąd wyjść?
-Nie mam zielonego pojęcia.-Powiedział z wielkim uśmiechem.
-Dobra......Hemia...słyszę twoje hihranie i widzę jak emanujesz...zielenią.-Ona tylko wypadła z za krzaków śmiejąc się jak hiena.-Z czego się śmiejesz?
-T-to....sł-odkie! Hahahahhahahahhahahhahahahhahh!-Wydusiła. Neon zrobił naburmuszoną minę.
<Co dalej Hemia?>

Od Rida CD Daimont 214

-Dziękuję...-Szepnąłem. Kochałem ją.-W takim razie...ja...zamienię się w wilka...bo...nie..to b-bez sensu...
-Co? CO?-Dopytywała się.
-K-k-koooocham cię.-Położyłem smoczy łeb przed nią i zamieniłem się w wilka,by móc z nią normalnie porozmawiać. Buteleczkę zawiesiłem sobie na szyi.

Zamknąłem oczy czekając na smutną rzeczywistość.
<Co dalej Daimont?>

Od Nashi CD White 213

Pobiegł gdzieś przed siebie. Zrobiłam swoją codzienną naburmuszoną minę i powiedziałam:
-Nie,to nie.-Po czym odeszłam. W sercu jednak czułam wielkie rozczarowanie. Wtedy jakby się ocknęłam...przecież to Brow mi się bardziej podobał...ktoś rzucił na mnie urok miłosny,czy co? Pobiegłam do swojej jaskini:
-Już się stąd nie ruszam. Cały dzień.-Powiedziałam do siebie i zasnęłam...

Od White Do Browna i Nashi 212

- To twoje rodzeństwo ?
- Tak ...
- Fajnie - uśmiechnąłem się - Chcesz się przejść oprowadzę cię
- Wiesz poczekaj spytam się  -pobiegła do brata on kiwną głową ,że tak kiedy podbiegła powiedziała .- Zgadza się ! - więc wrzuciłem ją na plecy i pobiegłem ona była szczęśliwa i ja byłem szczęśliwy .
- Fajnie się z tobą bawię - powiedziała przytulając się do mojej szyi .
- Wiesz ja z tobą też jesteśmy na ostatnim przystanku - pokazałem jej Miłosną Polanę ona zeszła ze mnie i otworzyła pyszczek .
- Wiesz dla pewności jestem hieną - powiedziałem
- Fajnie . - popatrzała na mnie podeszła do mnie i wzięła mój pysk chciała mnie pocałować kiedy odskoczyłem bo przypomniała mi się ,że ja nie mogę jej dać uczuciem ponieważ jak ona mnie pocałuje umrze .
- Coś się stało ? - zapytała a najgorsze było to ,że nie mogłem jej powiedzieć najpierw mój brat musiał by się dowiedzieć i powiedzieć jej to to było skomplikowane .
- Ej nie podobam ci się czyli nie mogę być z kimś ...
- Nie jesteś piękna ... ale nie mogę - i uciekłem
< Co dalej Nashi ?  >

Od Brow'na Do Nashi 211

- O miło mi cię poznać ! -powiedziałem do kotki - A zapomniałem ci przedstawić to mój brat White
- Hej ! - powiedziała chyba zainteresowana .
- Elo ...
- To ja was zostawię hej .
<Odp. White >

Od Daimont Do Rid'a 210

Nie wierzyłam ,że on to zrobił ale ja nie chce być kotem ...  pobiegłam do Luck'i i on tą magie Rid'a dał mi ja poprosiłam Fin'a by mnie zawiózł kiedy on leciał ja szukałam Rid'a zobaczyłam smoka to był on powiedziałam ,żeby Fin został tu a ja tam pójdę ...
- Cześć Rid
- Co jak ty ?
- Nie spytałeś mnie o to czy chce być wilkiem już się przyzwyczaiłam dziękuję - wręczyłam mu butelkę . - Wiesz Lucka dał mi jeszcze więcej tego do zmieniania się w co tylko zapragniesz on ją wziął i ...
< I co zrobiłeś Rid ? >

środa, 25 czerwca 2014

Od Nashi CD Lucka 209

-Nashi,nie mów tak. Może jest miły.-Uśmiechnął się do mnie Ren.
-Ta...-Powiedziałam i poszłam. Nie czułam się tutaj jak...w domu. Nie wiedziałam za bardzo co oznacza to pojęcie,bo nigdy nie poczułam domowego ciepła,ale na pewno nie było to takie ciepło,jak tutejsze,o ile można było w ogóle poczuć ciepło poprzez ten lód. Rozmyślenia przerwała mi jakiś kot.
-Cześć! Jestem Brow,a ty?
-Jestem Nashi-Mruknęłam.
<Co dalej Brow?>

Od Rida CD Daimont 208

-Daimont...-Szepnąłem. Cisza...-Ja...mi podoba się twoja nowa postać. Wyglądasz bardzo ładnie...jeśli cię to pocieszy...to powiem ci...ja...tak na prawdę też nie jestem kotem...ja...jestem...smokiem...zostałem zaklęty,dzień po urodzeniu. Udało mi się jakoś zmienić postać w kota,bo zawsze budziłem...postrach...każdy uciekał i byłem samotny. Ja...nienawidzę swojego prawdziwego ciała...to znaczy...lubię smoki...ale...byłem sam jak byłem smokiem i to tylko z powodu mojego...wyglądu.-Położyłem czoło na ścianie jaskini. J-jeśli chcesz,spróbuję przywrócić ci twoją dawną postać...jeśli zostało mi jeszcze choć trochę mocy...zużyję ją dla ciebie...-Uśmiechnąłem się. Daimont wyszła.
-A-ale wtedy...skoro tak to ująłeś,to zamienisz się w smoka jak ci się skończy moc magiczna?
-To nieistotne...skoro jesteś nieszczęśliwym...wilkiem,to pragnę,byś była szczęśliwym...kotem.-Nie zdążyła się odezwać,a już była kotem. Poczułem łuski pod sierścią,która powoli wypadała.-M-muszę iść.-Powiedziałem i pobiegłem do dolinki. To idealne miejsce,na zostanie samemu...na...na zawsze.
<Co dalej Daimont?>

Od Cendy 207

Gdy pewnego pięknego dnia naprawiałam samolot usłyszałam jak szczeniaki gadają na mój temat podziwiając moją pracę ponieważ tylko ja posiadałam samolot i tylko ja umiałam go naprawiać usłyszałam i jak jeden powiedział " Ona to człowiek ja wam mówię " ja się zaśmiałam i powiedziałam cały czas naprawiając samolot :
- Dzieciaki możecie podejść wiecie ,że was słyszę i widzę za tych krzaków a szczególnie ciebie Neon .. - powiedziałam uśmiechając się ... po chwili banda stała koło mnie .
- Jak ty to robisz ? - zapytał Neon
- Wiesz może i nie jestem człowiekiem ale kiedyś kiedy jeszcze nie byłam w tej watasze mieszkałam koło lotniska tam było pełno samolotów i jeszcze więcej ludzi ... - opowiadałam kiedy szczeniak mi przerwał .
- K-koło l-ludzi ?!!! - zapytał przestraszony .
- Ciiiccchhhhooo !!!! -krzyknęła Crater - Opowiadaj dalej powiedziała kładąc się na brzuchu i podpierając łapami łepek .
- Ok no więc patrząc codziennie rano przy śniadaniu na ludzi widziałam jak naprawiają te cacka - poklepałam samolot - Pewnego dnia samolot rozbił się na moich oczach okazało się ,że jakiś człowiek strzelił niechcący w samolot ponieważ coś go popchnęło był to leśniczy chciał tak naprawdę ustrzelić mnie ale ja uciekłam więcej nie widziałam mojego lotniska kiedy uciekałam wpadłam na mój samolocik był on stary i opuszczony ja go zaczęłam pchać kiedy się zmęczyłam weszłam do niego tam znalazłam klucze śrubokręty śruby itd. itp. - powiedziałam uśmiechając się do szczeniaków .
- Miałaś fajne przygody - powiedział szczeniaczek .
- Dziękuję -powiedziałam po chwili zaburczało nam wszystkim w brzuchach szczeniaki się na mnie spojrzały . - Ok chodzicie ze mną -powiedziałam pokazując łapą ,że mają iść za mną .
 - O nie tak to jeszcze mi nie burczało - powiedział Dolor
- Wiesz ja wiem gdzie jest jedzenie - powiedziałam i pobiegłam w stronę swojego samolotu .
- Ale my tam byliśmy - powiedział zdyszany Dolor .
- Wiem -wskoczyłam do samolotu dałam po jednym kabanosie dla każdego szczeniaka i podsadziłam każdego do samolotu zapięłam im pasy i powiedziałam . - To co LECIMY na łowy ?! - zapytałam z entuzjazmem
- TAK !!!- krzyknęły szczeniaki z radości .
- Będziemy tak wysoko ! - krzykną jeden .
- Ja nie wieżę my pierwsze latające szczeniaki ! -krzykną drugi . Ich kwestie były urocze . Włączyłam silnik zapięłam pasy i przestawiłam kilka guzików szczeniaki nie mogły usiedzieć w jednym miejscu .
- Ej nie wiercić się - powiedziałam prze mikrofon
- Ok pani kapitan ! - krzyknęły szczeniaki już opanowane .... gdy byliśmy w chmurach szczeniaki się poodpinały i oglądały widoki ja przypominając sobie o jednej rzeczy powiedziałam przez mikrofon :
 - Dzieciaki zabrałam was do nieba a wy nic nie powiecie NIKOMU JASNE !!!! - krzyknęłam .
- Ok ... -powiedziały już z mniejszym entuzjazmem .
- Kiedy wylądowaliśmy znowu przed moją jaskinią szczeniaki przytuliły mnie i zaczęły opowiadać kto co widział ze swojego okna to było urocze kiedy zbliżał się wieczór dzieciaki poprosiły o podwózkę blisko jaskini ich mamy ja się zgodziłam gdy już odwiozłam je i poleciałam do mojego domu tam weszłam do jaskini i położyłam się spać . Moja głowa  po części wystawała z jaskini . Gdy oczy mi już się zamykały powiedziałam :
- Dobranoc ....
< Co dalej dzieciaki ?>

Od Luki Do Rid'a 206

Od razu wiedziałem ,że L poprosi mnie by ta banda została tak jak pomyślałem tak i powiedziała :
- Luck czy oni mogą dołączyć do stada ? - zapytała z entuzjazmem kotka
- ....Mogą .... -powiedziałem
- Cześć jestem Rid
- Cześć jestem ... - i tak wszyscy nie przedstawiałem się  ani nic ... kiedy dzieciaki się na mnie spojrzały L powiedziała :
- Spoko on taki jest zawsze ...
- ... Nie zawsze .... - powiedziałem
- No oki Lu nie zawsze - powiedziała używając głupiego zdrobnienia po którym zawsze mówiłem :
- ...Nie nazywaj mnie tak ... - powiedziałem i odwróciłem się olewając dzieciaki kiedy wychodziły jedno z kociąt powiedziało :
- Ale gbur - pomyślałem ,że to ta mała Nashi czy jakoś tak i uśmiechnąłem się i zasnąłem .
< Co dalej kociątka ? >

Od Daimont Do Rida 205

- Nie miałaś się z nim spotykać ! - krzyczał na mnie X
- Ale kiedy ja nic nie robię by się we mnie zakochał - wykrztusiłam jakoś przez gardło ... było to ciężkie ale starałam się jak najbardziej trzymać soją stronę tak długo jak tylko mogłam .
- Taaa i co jeszcze powiec ,że nie robisz do niego tych słodkich oczek o błagam nie jestem głupi
- A jednak jesteś - krzykną Rin rzucając się na X'sa .
- NIE RIN !!!! - krzyknęłam kiedy X rzucił Rin'em z całej siły o najbliższą skałę .
- Co koteczek się rozpłacze ?! - zapytał głupim głosem X.
-  Wiesz nie będę płakać będę walczyć - powiedziałam poczułam zło które kryło się na dnie mojej duszy to było coś ogromnego dla mnie było to mianowicie była to mianowicie moja , moja prawdziwa s-strona ....
... byłam wilkiem nagle X się zaśmiał :
- Ha i co teraz jesteś jeszcze słabsza nisz przedtem ...
- Wiesz ja nie chcę być lwem chce być wilkiem chce należeć do Watahy Opętanych Dusz - powiedziałam dumnie siadając i pokazując pierś do przodu.
- Hahahaha myślisz ,że będą chcieli ciebie córką lwów ? - zapytał z ironią chciałam mu odpowiedziedzieć ale on mi przerwał - Za żadne skarby nie będą cię tam chcieli jakbys nie była w naszej rodzinie też byś nie należała nawet do stada - powiedział siejąc mi  się prosto w twarz staciłam nadzieje rozpłakałam się i pobiegłam do jaskini zapominając już o Rin'ie . Jako wilk nikt mnie nie poznawał czułam się brzydka chciałam być sobą ale nic nie chciało zadziałać kiedy próbowałam zrobić sobie ogon czy skrzela nic mi się nie udawało byłam zwykłym wilkiem bez mocy bez niczego czułam się bardzo i to bardzo głupio . Naglę usłyszałam czułe pukanie do drzwi ...
< To ty Rin ?  >

Od Neli 204

Chodziłam sobie po lesie,słuchając mojej ulubionej piosenki. Nim się zorientowałam,śpiewałam ją. Wtedy doszłam do "samotnego zaułka". Położyłam się przy brzegu i myślałam...zorientowałam się,że nie mam żadnych przyjaciół...że mam tylko rodzinę.Nie,że jej nie doceniam,tylko każdy wilk ma też poza rodziną kogoś,a ja w ogóle nie miałam nikogo...wtedy usłyszałam jakieś szczeniaki...jakaś grupa "dzieciaków" naśmiewała się z innego...no właśnie...dlaczego walczymy między sobą...dlaczego walczymy z własnym gatunkiem? Po co są te wszystkie wojny...czy nie możemy akceptować innych? Przecież są jednymi z nas. Każdy przecież ma swoje wady i zalety. Więc o co to całe zamieszanie? Nigdy tego nie zrozumiem...Pobiegłam w stronę dzieciaków,ale ich już tam nie było...dziwne...wtedy usłyszałam jakieś dziwne odgłosy i poczułam nieznany mi dotąd zapach. Pobiegłam w tamtą stronę i...nastała ciemność...obudziłam się w ciemnym miejscu...okrążona żelaznymi prętami...to była...klatka...LUDZI?! Próbowałam się wydostać,ale jedyne co otrzymałam,to ból zęba i krzyki chyba właścicieli klatki. Niedługo po tym,więzienie zostało odsłonięte. Byłam w pomieszczeniu pełnym klatek i psów oraz wilków dużych i małych.
-C-co to za miejsce?-Zapytałam.
-Tu odbywają się tak zwane "walki psów".
-W-walki?
-Ta...
-M-muszę się stąd wydostać!-Krzyknęłam przestraszona.
-A co,boisz się?
-Tak! N-nie umiem walczyć i nienawidzę walk!
-Haha! Panowie,mamy tu wilczycę "pokojową" hah-Zaczęli się śmiać. Ja zignorowałam ich i próbowałam się wydostać.
C.D.N

wtorek, 24 czerwca 2014

Od Rena 203

Kiedy podróżowaliśmy ze swoim rodzeństwem,zaczynało się ściemniać,więc znaleźliśmy jaskinię i postanowiliśmy w nim przenocować. Razem z braćmi zauważyliśmy,że Nashi jest chora. I to bardzo. Dałem jej swój koc i wybiegłem z jaskini szukać jakiś ziół. Znalazłem kilka leczniczych roślin (a znałem się na leczeniu),przygotowałem i dałem jej do wypicia. Bracia też oddali jej swoje koce i chcieli spać przy Nashi,jednak kazałem im iść spać gdzieś dalej,bo mogą się zarazić. Sam zostałem i pilnowałem siostry całą noc. Nazajutrz,z Nashi było lepiej. Uradowałem się tą nowiną i z samego rana poszedłem po śniadanie dla rodzeństwa,gdyż spali. Udało mi się znaleźć i upolować tylko kilka polnych myszy,ale starczyło to dla nas. Kiedy zjedliśmy,ruszyliśmy dalej w drogę. Spotkaliśmy piękną,drobniutką kotkę.
-Cześć-Powiedziałem pierwszy.-Jestem Ren,a to jest Nashi,Luka i Loki. Jesteśmy rodzeństwem.
-Witajcie! Jestem Eleonora,mówcie mi L miał,miał!-Zaśmiała się. Poczułem w środku,że muszę ją chronić. Wyglądała na taką...bezradną wobec niebezpieczeństw. Polubiłem ją od razu i chciałem dopilnować,by dożyła spokojnej starości...chciałem,by była bezpieczna...
-Chcecie dołączyć do naszej sfory?-Przerwała mi myśli.
-To tu jest jakaś sfora?
-Tak,odmieńców. Czyli takich jak ja,czy ty. Chodźcie,zaprowadzę was do naszej głównej jaskini.-Tam zastaliśmy tylko jakiegoś czarnego...wilka?-CZEŚĆ LUCK!
-...Cześć...
<Co dalej Luck? >

niedziela, 22 czerwca 2014

Od Rida CD Lisanny 202

Stałem jeszcze chwilę,nie wiedząc co robić. Kiedy doszedłem do siebie,położyłem się na nagrzanej skale,by pomyśleć. Wtedy przybiegła Daimont.
-Rid! Riiiiid!-Krzyczała uradowana.
-Co jest?-Mruknąłem dalej leżąc na plecach z łapą na oczach.
-Ufff...słuchaj...ja...-Dyszała.
-Odsapnij chwilę.
-Nie ma ufff czasu....jednak...L...ma nadal...swoje...ciało...nic...jej...nie...jest...uffff....ale i tak będą próbowali cię przeciągnąć na złą stronę,pamiętaj.
-To dobrze,że nic jej nie jest. Czuję się,jakby była moją siostrą. Połóż się obok. Należy ci się.-Zaśmiałem się. Ona trochę się zdziwiła.
-Nie jesteś na mnie choć trochę zły? Nie nienawidzisz mnie?
-A za co. Nie jesteś niczemu winna.  Uprzedziłaś mnie wręcz.
-Dz-dziękuję...-Zaczerwieniła się (spojrzałem na nią).
-A za co tu dziękować? Zamknij pyszczek i połóż się po prostu obok mnie-Zaśmiałem się. Ona położyła się. Po jakimś czasie,obudziłem się,widocznie musiałem przysnąć,bo było już po południu,a Daimont już przy mnie nie było. Postanowiłem,że trochę pochodzę i tak też zrobiłem. Zobaczyłem po chwili,że za krzakami stoi X i...ściska Daimont za szyję...
<Co dalej Daimont?>

Od Lisanny CD Daimont 201

-Wiesz...nie należę do waszej "sfory",tylko do tej watahy i nie znam za bardzo was,odmieńców,ale moim zdaniem bardzo dobrze,że mu to powiedziałaś.-Wtedy przyszła jakieś kociątko.
-Cz-cześć Soul.-Powiedziała.
-C-co? Przecież wiem,że jestem L!-Zawołała lekko oburzona (jeśli można to tak nazwać patrząc na jej uśmiechniętą minę)-Miał miał.
-Cz-czyli...ty nie jesteś Soul?
-Nieee.....co ci jest? Masz zaburzenie pamięci miał?
-Czyli to nie prawda...poczekaj,muszę wszystko wyjaśnić Ridowi! Na razie!
-Powodzenia!-Krzyknęłam za nią.-Urocze...może przyłączę się do waszego "stadka"-Zwróciłam się do El i uśmiechnęłam się.
-Chodź,zaprowadzę cię do przywódcy...
-Dziękuję.
-Spoko...
<Ciekawe co się dzieje u was,Daimont,Rid?

Od Daimont Do Rid'a 200

- Wiesz Rid po tych słowach mnie nie będziesz chciał znać - powiedziałem opuszczając łeb . Gdy wzięłam głęboki oddech popłynęły mi łzy z oczu . - Rid ..
- Tak ...
- L została podstawiona za twoją przyjaciółkę przez Soul siostrę Offanse ponieważ miała ona po czasie pokazać ci jak być złym lwem !!! - powiedziałam jak najszybciej mogłam i pobiegłam obok Rid'a który był wryty płakałam i biegłam nagle wpadłam na nową lwicę była to Lisanna znałam jej imię bo jeżeli nowy lew dołącza wszyscy się zbiegają i zapoznawaną z nowym członkiem Stada . Lo spojrzała na mnie i przytuliła mnie mówiąc :
- Ciii  powiedz co się stało ? - powiedziała wyciszonym łagodnym anielskim głosem .
- Soul nasłała L na Rid'a by on się z nią zaprzyjaźnił i ,żeby L przeciągnęła go na złą stronę ja mu to powiedziałam i uciekłam wiem ,że teraz będzie ,miał kłopoty co mam robić ? - spytałam Lo powiedziała .
< Co powiedziałaś Lo ? >

sobota, 21 czerwca 2014

Od Lotos CD Mika 199

Bawiłam się z młodym bardzo dobrze. Urządzałyśmy różne konkurencje,np. w robieniu wianków,czy malowaniu. Ona wygrała w malowaniu,a ja w wiankach. Grałyśmy w gry itp. itd. Kiedy nadeszła noc,położyłam ją do łóżka,po czym sama się położyłam. Rano zrobiłam małej jedzenie i odprowadziłam ją do jej mamy. Mik też właśnie przyszedł.
-I jak się bawiliście?-Zapytała nas jak i szczeniaki. Oboje wykrzyknęli:
-BYŁO SUPER!-Podskakując. Odeszli opowiadając sobie i swojemu rodzeństwu wrażenia z pobytu u nas. My odpowiedzieliśmy tylko:
-Bardzo mi się podobało.
-Wspaniałe dzieciaki.-Zaśmialiśmy się.
-Jeśli będziecie chcieli to powtórzyć,przyjdźcie.-Uśmiechnęła się życzliwie wilczyca.
-Dziękujemy.-Powiedzieliśmy i odeszliśmy. Opowiedziałam Mikowi co robiłyśmy,a on opowiedział co oni robili. Później Mik zagaił:
-Tak z innej beczki.....
<Co powiedziałeś Mik?>

Od Zan CD Piv'a 198

-Ty nie żyjesz!-Krzyknęłam przez łzy,kiedy byliśmy sami.-J-ja...cię...zabiłam...widziałam twoje ciało...widziałam krew na moich...moich łapach....PRZECIEŻ BYŁEŚ MARTWY!-Schowałam głowę w łapach. On położył swoją łapę na moje głowie.
-Jednak mnie nie zabiłaś-Uśmiechnął się. Spojrzałam na niego ocierając łzy. Rzuciłam się na niego i wtuliłam w jego pierś.
-Wybacz mi...p-przepraszam...j-ja..
-Wiem,że nie zrobiłaś tego świadomie.
-W-wiedziałeś?
-Tak. Myślisz,że to nie wydaje się podejrzane,kiedy ktoś co jakiś czas każe zostawać samemu i barykaduje wejście od swojej jaskini w tym czasie? Przecież znamy się od dzieciństwa. Jak rodzeństwo.
-Wybacz...-Położyłam łapy na mokrych oczach.
-No już,już kochana.
   Resztę dnia spędziliśmy nadrabiając zaległości. Oglądaliśmy gwiazdy,

Rozmawialiśmy,albo po prostu leżeliśmy,bądź bawiliśmy się.







Kocham go...
<Co dalej Piv?>

Od Rida CD Daimont 197

Zdziwiło mnie jej zachowanie,więc poszedłem sprawdzić o co chodzi. Powiedziałem L,żeby została i poszedłem do Daimont. Może była smutna,że ją tak źle potraktowałem?
-Hej Daimont-Powiedziałem,kiedy wreszcie ją znalazłem.-Przepraszam,że wtedy byłem taki...chamski...byłem zły,że mnie tak tam trzymali,a L po prostu mnie rozśmieszyła. Zauważyłem wtedy,że tu nie jest tak źle. Proszę,wybaczysz mi?-Zapytałem podając jej łapę. Zdziwiła się.-Zacznijmy od nowa,ok?
-D-dobrze...
-Jeśli chodzi ci o L,nie ma między nami nic więcej,niż przyjaźń.-Zaśmiałem się.-Więc,co chciałaś mi powiedzieć?
<Co dalej Daimont?>

Od Piv'a 196

Kiedy po długim upływającym czasie Zan nie wracała postanowiłem jej poszukać kiedy wpadłem na jej trop pobiegłem za nim . Po 10 dniach biegnięcia dotarłem do Watahy Opętanych Dusz . Przywitała mnie moja Zan ze zdziwieniem pytanie które mi zadała to mianowicie :
- Co ty tu robisz ?
- Przybiegłem po ciebie.
- Po co tu mi jest dobrze - powiedziała zza jej pleców wyszedł jakiś wilk . - To jest Changeling .
- Mów mi Chen .- podał mi łapę ja podałem mu moją by nie było ,że jestem nie uprzejmy .
- Hej jestem Piv - powiedziałem
- Wiesz Piv na pewno nasza Alpha cię przyjmie jest nią mianowicie Moon - powiedział Chan .
- Nie potrzebuję waszej pomocy sam znajdę Alphę pobiegłem znalazłem Moon i ona przyjęła mnie do watahy . Gdy zaprowadziła mnie do mojej jaskini podziękowałem jej i położyłem się . Gdy spałem nagle ktoś lub coś walną we mnie kamieniem mała wilczyca z piórem za uchem widać było ,że już jest dorosła wstałem i spytałem :
- To twój kamieni ?- zapytałem z uśmiechem na twarzy .
- Tak ... Grałam z koleżankami w kamykówkę sorry - powiedziała zakładając włosy za ucho i rumieniąc się .
- Nie ma sprawy jak skończycie to może gdzieś razem pójdziemy ? - zapytałem . - Ale nim się gdzieś wybierzemy to powiedz jak masz na imię ... ja jestem Piv ...
- Ja jestem Sasha . - powiedziała
- To do zobaczenia Sasha .
- Cześć - położyłem się i zasnąłem po chwili znowu dostałem kamieniem już lekko .
- To co idziemy Piv ?
- Jasne Sasha ...-gdy chodziliśmy po watasze śmieliśmy się ale nagle przyszła Zan gdy chciałem jej wszystko wytłumaczyć ona się popłakała i pobiegła do swojej jaskini .
< Co dalej Zan ? >

Od Dem'a Do Moon 195

- Cześć - powiedziała piękna wilczyca
- Hej - powiedziałem
- Ja jestem Cendy .
- Wow ładne imię -  powiedziałem .A ona spojrzał się na mnie jakby czekała na coś .
- A ty jak masz na imię - spytał a. Już wiedziałem na co czekała
- Ja jestem Dem .
- Chyba cię kiedyś tu widziałam - powiedziała . Wiedziałem , że chodziło o mojego ojca .
- Nie pewnie ci się zdawało - po dłuższej rozmowie poszliśmy na lekcję wszyscy się mnie wypytywali skąt jestem i jakich mam rodziców wychodziłem i wyłem by mama po mnie przyszła na 5 lekcji mama odebrała mnie i poszliśmy do domu tam zrobiłem lekcji i położyłem się spać .

Od Moon Do Dem'a 194

- Hej wstawaj - powiedziałam do Dem'a
- Jeszcze 5 minut - powiedział zaspany zabrałam mu kołdrę i on poleciał razem z nią . To samo zrobiłam z Akamisu . Gdy wstali dałam im śniadanie i zaprowadziłam do szkoły razem z Akamisu
oczywiście Akamisu nie szedł do szkoły był już po szkole ale Dem musiał zostać w szkole by się wkrztałcać już na początku zrobił duże zainteresowanie
<Jak tam Dem ? >

Od Daimont Do Riddicka 193

- A ok to ja was zostawię - powiedziałam smutna i odeszłam poszłam zza Stado i wkroczyłam do Watahy Opętanych Dusz było nawet fajnie i postanowiłam przez jakiś czas zostać właśnie w Watasze w pobliskiej jaskini nie było w niej łańcuchów wręcz było pełno kwiatów i zwierząt nie chciałam ich zjeść ponieważ nie wiedziałam z kim potem będę miała do czynienia ... Rozmyślałam teraz o Rid'dzie  było mi smutno ,że nie mogę z nim być a czemu ponieważ on woli L było mi przykro w moim sercu poczułam coś jakby one pękło ... było to smutne dla mnie ... ZASNEŁAM śniło mi się ,że Rid i L byli razem a ja się zestarzałam sama było mi przykro przyszedł mój czas  mojej śmierci nagle obudził mnie głos :
- Hej maleństwo kim jesteś wstawaj - powiedział delikatny głos wilczycy . Otworzyłam oczy i zobaczyłam wilczycę z papugą na ramieniu przebraną zza piratkę było to śmieszne zachichotałam .- Jak  masz na imię arr ja jestem Lesti a ty ?
- Ja jestem Dai- nie dał mi dokończyć Offanse . -Co ty tu robisz - spytałam przywódcę .
- Raczej co ty tu robisz  ?! - zapytał wkurzony .
- Ja na spacer se poszłam - powiedziałam oburzona założyłam łapę na łapę i jak to mówią ludzie fochnełam się .
- Cześć Offanse - powiedziała Lesti
- Pa - powiedział
- Co ty taki naburmuszony jesteś - spytała uśmiechając się do Offanse Lesti .
- Nie twoja sprawa ciociu - powiedział
- To twoje jest ? - zapytała
- Nie jest to moich znajomych - powiedział z wyrzutem
- Czemu nie jesteś w watasze ? - zapytała Lesti . Offanse zamurowywało i otrząsnął łbem i odpyskną.
- A co cię k* obchodzi - i pobiegł trzymając mnie w pysku po chwili na moją łapę spadła łza spojrzałam do góry Offanse płakał .
- Offanse ? - zapytałam
- Czego -powiedział ocierając łapą łzę która prawie spadła na mój łepek .
- No czego płaczesz ? - zatrzymał się rzucił mną o ziemię była chwila ciszy potem wszystko mi opowiedział chyba pierwszy raz otworzył się tak przed jakim kolwiek żyjącym stworzeniem czułam się wyróżniona . Ponieważ tylko mi to opowiedział .
- Elo - powiedziała siostra Offanse  czyli Queen of soul inaczej mówiąc Soul ...
- Elo - powiedział Offanse ocierając łapą ostatnią łzę.
- Czego ryczysz ? - zapytała
- NIE RYCZE !!!! - krzykną
- Ok już ok - powiedziała - Wiesz ,że Rid i L się świetnie dogadują namówiłam ją by się z nim zaprzyjaźniła by został tu i był taki jak hmmm może nawet X - powiedziała
- Wiesz Offanse ja lecę t se tu gadaj z ciocią a ja pobiegnę do Stada hej - pobiegłam gdy dobiegłam zobaczyła wylegującego się Rid'a był on piękny w słońcu i bez niego podbiegłam do niego mówiąc :
- RID MUSZĘ CI COŚ PO... - zobaczyłam ,że jest z L ...
- Co chciałaś mi powiedzieć ? - zapytał z uśmiechem
- Nie już nic - powiedziałam ze łzą w oku i pobiegłam do mojej jaskini tam zaczęłam płakać i myśleć co Rid mógł sobie o mnie pomyśleć położyłam się zapłakana i zasnęłam .
< Co sobie pomyślałeś o mnie Rid ? >

piątek, 20 czerwca 2014

Od Riddicka CD Daimont 192

-Ja chcę do domu!-Krzyknąłem.
-Ty jesteś w domu.-Powiedziała bardziej stanowczo Daimont.
-Nie chcę czuć się jak normalny lew! Chcę czuć się jak w domu!-Krzyczałem przez łzy.
-Skoro tak,to pokażemy ci co to znaczy czuć się jak w domu!-Powiedział jakiś wilk za mną. Zawlókł mnie za grzywę do jakiegoś pomieszczenia i przykuł jedną łapę łańcuchem do ściany. Dał mi suche mięso i wodę i wyszedł zatrzaskując za sobą kraty.
-Poczekasz tu sobie i przemyślisz,gdzie jest twój dom.
-W WATASZE OPĘTANYCH DUSZ! NIGDZIE INDZIEJ!-Krzyczałem. Codziennie przychodzili i pytali,gdzie jest mój dom,a ja codziennie odpowiadałem to samo. Z dnia na dzień słabłem,gdyż mało jadłem. Siódmego dnia,nie miałem na nic siły. Leżałem na ziemi mamrocząc coś pod nosem. Kiedy wilk przyszedł,zadając to samo pytanie,zapytałem:
-Jak długo zamierzacie mnie tu trzymać?
-Aż "poczujesz się tu jak w domu" hahahahahahah!
-Taką metodą nigdy nie osiągniecie celu,a ja tylko umrę. Tego chcecie?
-Jeśli to konieczne...więc jaka jest twoja dzisiejsza odpowiedź?
-T-taka sama...
-Płyta ci się zacięła,czy co?
-Co jest?-Przyszedł jak mniemam X.
-Eh...siedzi tu już tydzień,praktycznie na samej wodzie i nic się nie zmienia w jego podejściu.-Wskazał na mnie zwiniętego w kuleczkę.
-W-wypuśćcie mnie.-Wyszeptałem.
-ZAMKNIJ SIĘ MARNOTO!
     W nocy przyszła do mnie Daimont. Usiadła przy kratach i podniosła mi głowę łapą.
-Dlaczego to robisz? Wystarczyłoby jedno zdanie,a wypuściliby cię i dali pić i porządne jedzenie.
-Bo nie chcę kłamać...
    Następnej nocy,zobaczyłem małego kotka przy kratach od mojej "celi"
-Miał.-Szepnęła z uśmiechem.
-Śmieszy cię to?-Wymamrotałem.
-Miał miał...nie.
-Zabieraj się stąd,zanim cię znajdą.-Ona kompletnie mnie zignorowała.
-Jak masz na imię maluchu?
-Wiesz,że jestem od ciebie starszy?-Położyłem się kładąc przednią łapę na łapę.
-No i co z tego?-Zapytała pokazując język z uśmiechem. Zaśmiałem się.
-Jestem Riddick,w skrócie Rid,a ty?
-Ja jestem Eleonora,w skrócie El,lub L.
-Co tu robisz?
-Mieszkam tu.
-I jesteś taka wesoła?
-Tak. To moja rodzina. Zaopiekowali się mną,jak byłam bardzo malutka.
-Dalej jesteś-Mruknąłem.
-Czemu cię zamknęli?
-Bo nie chcę tu mieszkać...
-Spróbuj chociaż się z nimi zaprzyjaźnić. Proszę. A jak ich nie polubisz,masz mnie.-Znów pokazała język z uśmieszkiem na pyszczku.-Pppppproooosssszzzzęęęęęę!-Powiedziała robiąc wielkie oczka.
-D-dobra...-Powiedziałem niechętnie.-Niech ci będzie...
-YAY! Idę spać. Do zobaczenia jutro.-Uciekła chyba do swojego pokoju. "Co za dzieciarnia." Pomyślałem z uśmiechem na twarzy. Jednak jest jakaś nadzieja...
   Następnego dnia,kiedy przyszedł wilk z pytaniem,odpowiedziałem:
-Spróbuję poczuć się tu jak w domu. Nie ze względu na was...-Powiedziałem stojąc,ale kiedy skończyłem,osłabłem i upadłem.
-Dobra odpowiedź.-Powiedział wilk bez entuzjazmu i kiwną łapą. Do celi wpadła Daimont.
-Dzięki!-Przytuliła mnie i dała porządny kawał mięsa. Kiedy zjadłem (czyli 5 sekund później) powiedziałem:
-To nie dla ciebie...-Zdziwiła się.-To ze względu na moją nową,małą koleżankę.
-Masz na myśli...
-Tak.
-Skąd ją znasz?
-Złożyła mi małą wizytę.
-Mrrrr-W tedy weszła do pomieszczenia L.-Miał!-Zaśmiała się i skoczyła na mnie.
-Uważaj,bo mnie uszkodzisz!-Zaśmiałem się. Wtedy Daimont powiedziała:
<Co powiedziałaś Daimont?>

Od Mik'a Do Lotos 191

- I co chcesz zerwać tą roślinę  ? - zapytałem
- Wiesz chodzimy - powiedziała zmieniając temat i odchodząc ja podążyłem za nią nagle zauważyłem ,że Lotos biegnie w kierunku mojej mamy a w kierunku jej cioci moja mama rodziła Lotos powiedziała ,że spróbuje odebrać porut a ja mam lecieć po tatę pobiegłem gdy go znalazłem on pobiegł po swojego BRATA ... ale tata nie miał brata nie dopytywałem się i pobiegłem gdy tata już ogarną swojego brata pobiegliśmy do mojej mamy i Lotos koło Lotos i mojej mamy leżały już szczeniaki uśmiechnąłem się i polizałem Lotos moja mama powiedziała :
- No proszę - uśmiechnęła się moja mama . - Ej dzieciaki nazwiemy szczeniaki wy nazwijcie Lotos zacznij może niech ona będzie hmmm .... Ceri - uśmiechnęła się .
- Ja ją nazwą Hasha - powiedziałem - Teraz ty Lotos.

 - On będzie Up - powiedziała gdy szczeniak podskoczył
- Ja ją nazwę Kiwi - powiedziałem 

 - Ona będzie Fires - powiedziała
 - Ona będzie .... Kamila

 - On będzie Jun ...
 

 - Ona będzie Hemia - powiedziałem
 - Ona będzie Chapter
 - Ona będzie Kavi
 - O ten słodziak  będzie Kie ...
 
- On będzie hmmm Eron 
-Świetne imiona dzieciaki - powiedziała mama nagle na jej głowę weszła Ceri wszyscy zaczęli się śmieć było zabawnie . Nagle Hasha podeszła do Lotos i powiedziała .
- Hej ty duża mogę iść z tobą  ?
- No wiesz ... - powiedziała Lotos
- Spoko dzieciaki możecie się poduczyć jak zostać rodzicem a żeby nie było tak łatwo weście jeszcze hmmmm Hemię co wy na to ?
- Wiessz mamo ...
- Jasne ! -powiedziała szczęśliwa Lotos zabierając Hashe do siebie ja zabrałem Hemię .
<Co tam u was Lotos  ? >

 

Od Daimont Do Offanse 190

- Hej - powiedziałem do lwiątka - Jak masz na imię ? - zapytałam
- Ja jestem Rid - powiedział nie chętnie .
- Ej wyluzuj -powiedziałem lekko popchnęłam go ramieniem .
- Spoko - powiedział zniechęcony .
- Grrrrr - zawarczał X. - Witaj - powiedział głosem którego zawsze się bałam
- Zostaw go -  powiedziałam  bo bałam się do niego krzyknąć .
- Właśnie - powiedział spokojnym jak zwykle głosem Duniar .
- Cicho sieć Niunia . - powiedział dokuczliwie X. Rid nie wiedział co robić chciał się wemknąć ale mje rodzeństwo zagrodziło mu drogę mianowicie Malina i Miderk oraz Dax mówiąc :
- Gdzie się wybierasz - powiedział  Dax .
- J-ja ...
- Proszę zostań tu Rid ... - powiedziałam szeptem ... - tu poczujesz się jak normalny lew co ty na to ? - zapytałam szeptem ...
<Co odpowiedziałeś Rid ? >

Od Offanse Do Rida 189

- Ej do kąt to - powiedziałem podnosząc lwiątko do góry za ogon .
- Ałci to boli - powiedział
- Ha widzisz Daimont , że nie jesteś najsłabsza  - powiedziałem zwracając się do mojej "siostry"
- Tak widzę a teraz go opuści ! - krzyknęła
- Oj no już nie stresuj się - powiedziałem i pogłaskałem ją po głowie po chwili zostawiłem ją z ofiarą i moimi znajomymi mówiąc do lwiątka :
- Czuj się jak u siebie w Stadzie Wild lions corners - powiedziałem i poszedłem
< Co dalej Daimont ? >

Od Rida CD Lesti 188

Następnego dnia,Lesti chodziła po watasze i pytała,czy ktoś chce się mną zaopiekować. Chciała dać mi dobry dom,tylko dlaczego nie chce mnie zatrzymać? Mówiła chyba,że nie będę czuł się najlepiej pośród wilków. Lepiej,żeby zaopiekował się mną jakiś...kot. Nudziło mi się,więc poszedłem się przejść. Wtedy ni stąd i zowąd wyskoczył jakiś kot,chwycił mnie i uciekł. Straciłem przytomność uderzając o kamień,ale wiem,że niósł mnie bardzo długo. Kiedy się obudziłem,stał nade mną on i jakaś wilczyca. Rozmawiali między sobą. Skorzystałem z okazji i spróbowałem uciec,jednak zauważyli mnie i złapali...dowiedziałem się,że ten...kot nazywa się Offense...
<Co dalej Offense?>

Od Lotos CD Mika 187

-J-ja...t-też...djkfszihv...-Spuściłam zaczerwieniony łeb.
-S-słucham?
-J-ja t..dwfsljgnjk.-Strasznie się wstydziłam. Zniżyłam łeb tak,że miałam brodę w wodzie.
-W-wybacz...powtórzysz?
-Też cię kocham!-Powiedziałam szybko i zanurzyłam głowę w wodzie. Wtedy zobaczyłam coś świecącego trochę głębiej w jeziorze. Wyjęłam głowę i powiedziałam-Tam coś świeci!-I pobiegłam w tamtą stronę. Zanurkowałam i wpłynęłam do jaskinki. Do jej wnętrza prowadziło dość ciasne wejście,a w środku było trochę powietrza i...wysepka. Wysepka na której rósł  jeden,kwiat.
Ale za to jaki piękny. W wodzie dookoła wyspy rosły kwiaty chyba tego samego rodzaju. To były kwiaty lotosu.
Wtedy dostałam wizji:

  "-Nie odchodź! Błagam!-Krzyczałam.
-Mój czas się skończył...żegnaj...-powiedział mój przyjaciel.
Zmarł dokładnie w miejscu,gdzie rósł kwiat. Pamiętam jeszcze jego powstanie (kwiatu). Smok rozsypał się na malutkie kawałeczki,które wiatr poniósł gdzieś w dal,a tam,gdzie było jego serce,wyrósł mały kiełek. Jednak,kiedy wyszłam z jaskini,to wspomnienie zostało wymazane do czasu,kiedy znów tu wrócę"
-Hej! Lotos,Lotos!-Ocknęłam się. Przede mną stał zaniepokojony Mik i wykrzykiwał moje imię.
-W-wybacz.
-Kompletnie odpłynęłaś! Jaką miałaś wizję?
-Z-z przeszłości. Byłam tu już...-Opowiedziałam mu co "widziałam".
-Czyli jednym zdaniem,ten kwiat to jego serce?
-T-tak.-Podeszłam do kwiatu. Z oka popłynęła mi łza,która kapnęła na roślinę. Kwiat rozświetlił się tysiącami barw i przemówił:
-To jest świątynia smoka Kirigu (przyjaciela Lotos). Ten kwiat uleczy każdą ranę i powstrzyma każdą magię,jednak nie wyrośnie już nigdy więcej,jeśli go zerwiesz. Ten kwiat,to moje serce...
<Co dalej Mik?>

Od Derin'a 186

Już nie mogłem się doczekać mojego spotkania z moim ukochanym braciszkiem nie miał on pojęcia ,że istnieję ponieważ tuż po narodzeniu uciekłem z jaskini . A skąt mogę wiedzieć ,że mam brata bliźniaka ponieważ gdy przechodziłem niedaleko jaskini jakieś 2 -3 dni po urodzeniu zobaczyłem ,że bawi się z innymi szczeniakami olałem to i poszedłem dalej kiedy nasza planeta pękła spadłem na planetę Ziemie  tam złamałem kilka serc pięknych wilczyc i postanowiłem zabrać się za mojego brata gdy dowiedziałem się gdzie mieszka podeszła do mnie wilczyca Zan bo tak powiedziała kiedy zrobiłem dziwną minę a mianowicie cytuję  : " Cześć Shark pomożesz mi ? " nic nie odpowiedziałem więc ona powiedziała " Hej pamiętasz mnie to ja Zan " wtedy odpowiedziałem " Tak " i zrozumiałem ,że to mój brat musi mieć na imię Shark poszedłem z Zan i spotkałem mojego brata on powiedział :
- Kim jesteś i czemu wyglądasz jak ja ? - zapytał .
- Ja jestem twoim bratem bliźniakiem ... -powiedziałem .
- To ja mam brata bliźniaka ?
- Tak ale jak widać ja jestem bardziej mądrzejszy niż ty - powiedziałem .
- Nie ma takiego słowa jak "bardziej mądrzejszy " - powiedział
- Ta na pewno a i jeszcze jedno jestem Darin a ty jesteś mój braciszek młodszy Shark ... Wow to rodzice się postarali z twoim imieniem - powiedziałem .
- Ty ... - powiedział
- Ja musze lecieć cześć ... - powiedziałem i pobiegłem rozglądałem się po watasze za jakąś piękną wilczycą ale nic nie znalazłem więc znalazłem sobie jaskinie i położyłem się spać ...
CDN

Od Lesti CD Moon 185

-Cześć!-Zawołałam.Wtedy zobaczyłam małego skulonego szczeniaczka za Moon. Schyliłam się do niego i zapytałam-Za cóż to za małe,słodkie stworzonko?
-T-to szczeniak...-Powiedziała lekko zdziwiona Moon.
-Przecież wiem-Zaśmiałam się. Teraz zwróciłam się z powrotem do szczeniaka-Jak masz na imię?
-J-jestem D-dem...
-Ja jestem Lesti,bardzo miło mi cię poznać.-Uśmiechnęłam się.  On lekko się ośmielił i wyprostował się. Ja również. Wtedy usłyszałam jakiś odgłos.
-Och,przepraszam,ale muszę iść. Moi mali przyjaciele mnie wołają. Papa.-Pomachałam do wilków i pobiegłam. Znalazłam rannego lewka. To on mnie wołał.
-Gdzie twoja mama?-Zapytałam cichutko patrząc,co mu się dokładnie stało.
-N-nie mam mamy...chlip.
-N-no już,nie płacz. Zaopiekuję się tobą.-Uśmiechnęłam się do niego.-Jak masz na imię?
-J-jestem Ridick,ale mów mi Rid...
-Dobrze. Chodź,muszę zanieść cię do swojej jaskini. Trzeba cię uleczyć.-Powiedziałam i zaniosłam go do mojego domu.
-Nie używasz magii leczenia,ani innej?
-Magia nie jest mi potrzebna. Używam jej tylko do ochrony przyjaciół. Na co dzień nie lubię się nią posługiwać...
-Dlaczego?
-Ponieważ nie lubię iść na łatwiznę,a poza tym...magia bywa zdradliwa...
-Rozumiem. Jesteś chyba jedynym wilkiem,który nie pomaga sobie magią...
-Mam większą radość z robienia rzeczy,jak wianki,czy koszyki samej.-Uśmiechnęłam się życzliwie.-No,jutro powinieneś móc chodzić.
-Dziękuję...
-Nie ma za co. Teraz śpij,już późno.
-Dobrze...
<Co dalej Rid?>

Od Mika Do Lotos 184

- Wiesz ja też je lubię powiedziałem i zerwałem ich kilka dla Lotos ona mnie polizała i powiedziała ,że moje oczy wyglądają jak gwiazdozbiór który widzi codziennie nocą ze swojej jaskini . Byłem zakochany nagle oboje chcieliśmy sobie coś powiedzieć ona powiedziała :
- Chce ci coś powiedzieć - powiedziała równo ze mną - Ty pierwszy/pierwsza - powiedzieliśmy znowu razem zaśmialiśmy się . - Ok ty mów pierwszy powiedziała
- Ok no więc ja cię ko-kocham powiedziałam - powiedziałem . Ona rzuciła mi się na szyję mówiąc :
<Co powiedziałaś Lotos ? >

Od Moon 183

Pewnego dnia wędrowałam po watasze rozmyślałam o Ro i Niall'u ale Ro nigdy nie wiedziała ,że nim poznała Niall'a łączyło mnie z nim naprawdę coś poważnego ale nikomu nic o tym nie mówiłam to było jakieś 4 lata temu nim jeszcze Niall dołączył do watahy Gwiazd Nadziei ... Był to dokładnie 8 Października ... był słoneczny dzień a ja chodziłam po łące po za watahą gdy uderzył we mnie młody wilk był to Niall ja się wywróciłam i uderzyłam głową o kamieni obudziłam się zabandażowana od stup do głów widać chłopak nie umiał dawać pierwszej pomocy ... Byłam wzruszona tym ,że chłopak mi próbował pomóc.... - Tak te wspomnienia ...
- szepnęłam i w tej chwili przypomniały mi się piękne chwile u boku Niall'a słodkie chwile i dzień kiedy znikną był to dla mnie strasznie ciężkie chwile - Ehhh - powiedziałam w tym momencie przypomniała mi się chwila z rodziną kiedy Niall z Picollem dołączyli do naszej watahy on zakochał się w mojej siostrze a moja siostra w nim ... od tamtej pory nie przebywałam w towarzystwie mojej siostry i Niall'a - Ałuu - powiedziałam wpadając na wilka którego nigdy nie widziałam w mojej watasze .
- Przepraszam nie chciałem ci zrobić krzywdy - powiedział .
- Nic się nie stało - powiedziałam wstając za pomocą wilka .
- A jak masz na imię ja mam na imię Akamisu znajomi mówią na mnie Atak lub Akami - uśmiechną się nagle za jego łap dobyło się ciche kichnięcie .
- Ja jestem Moon a ten chłopczyk który się za tobą chowa to kto ?- zapytałam uśmiechając się .
- A to jest twój spadek Moon ... - powiedział wypychając małego wilka do przodu .
- Zabawne a tak na serio jak masz na imię ? - zapytałam trochę zdziwiona .
-  J-ja jestem Dem  m-mamo ... - zaniemówiłam gdy szczeniak to powiedział
- Jak to ? - zapytałam
- No bo jak ty byłaś z moim tatą Niallem to wtedy się zakochaliście i pojawiłem się ja tata wiedział ,że nie spodoba ci się to ,że się urodziłem i wtedy oddał mnie Akamisu ... -powiedział ze łzami w oczach wilczek.
- Ej nie płacz -przytuliłam go. - Chodzicie ze mną ja jestem teraz Alphą i ja was przyjmuję - powiedziałam całą drogę rozmawiałam z Akamisu i Dem'em gdy sobie przypomniałam ,że Niall i Ro mieli też inne dzieci bałam się ,że rozpoznają one zapach swojego brata oczywiście był on od nich starszy. Nagle Dem wpadł na hmmm no jak by inaczej na swoją młodszą siostrę Sidy była ona zaskoczona co pierwszym razem krzyknęła :
- Tato ty ,żyjesz- przytuliła Dem'a.
- Ej nie jestem twoim tatą -powiedział
- To czemu jesteś taki podobny do mojego taty Niall'a ? -zapytała
- To mój tata jest myhdyxy - zakryłam mu łapą pysk
- Musimy iść Sindy - powiedziałam
-Ok ciociu pa -powiedziała i pobiegła
- O co chodzi ? - zapytał Dem - Ja mam rodzeństwo ?
- Tak ale to nie są moje dzieci to są dzieci twojego taty i mojej siostry Ro ...
- Ale jak to ona zabrała ci mojego tatę? - Zapytał
- Nie po prostu kiedy byłam z twoim tatą nie byliśmy w jednej watasze i kiedy twój tata zaginą po czasie pojawił się u mnie w watasze zakochał się w mojej siostrze no i tak wyszło więc nic nikomu nie mów .... - powiedziałam szeptem
- A czyli mój tata tu jest ? - zapytał
- Nie ... t-twój tata n-nie ... -przerwał mi Dem
- Nie żyje rozumiem - powiedział ze łzą która spłynęła mu po pyszczku przytuliłam go
- Nie płacz już wszystko jest dobrze ... - powiedziałam - Ciii...
- A ta moja ciocia to też nie żyje - zapytał ocierając łapą zapłakane oczy .
- Tak - powiedziałam szliśmy do mojej jaskini powiedziałam - Tu będziemy mieszkać nagle przybiegła Lesti i powiedziała :
<Co powiedziałaś Lesti ? >

wtorek, 17 czerwca 2014

Od Lotos CD Mika 182

-Lotos t-to nie tak jak myślisz...
-A jak ma być? Widzę,że poznałeś moje siostry. Tylko nie daj się w kręcić w paplaninę Sindy-Zaśmiałam się.-Idziemy się przejść?-Zapytałam. On lekko zdziwiony kiwnął głową i poszliśmy.-Cieszę się,że zaprzyjaźniłeś się z nimi.-Uśmiechnęłam się. Czułam do niego coś więcej niż przyjaźń,ale nie miałam nic do tego,że przyjaźni się z innymi dziewczynami. W końcu to jego wybór. Nie mogę go kontrolować. Cieszę się wręcz,że lubi moje siostry. Kiedy tak rozmyślałam,zobaczyłam "jezioro lilii". O tej porze roku było pełno tych kwiatów. Kochałam je,więc bez zastanowienia z uśmiechem na pysku wskoczyłam do wody,do kwiatów. Powąchałam jeden z nich. Uwielbiałam ten zapach. Mik nadal stał na brzegu przypatrując mi się. Zaśmiałam się lekko zawstydzona.
-P-przepraszam-Powiedziałam zaczerwieniona.-Kocham te kwiaty.-On ku mojemu zdziwieniu...
<Co zrobiłeś Mik?>

Od Mika Do Lotos 181

Gdy rano wstałem pomyślałem o swoim pięknym śnie był to sen z główną rolą ja i Lotos była ona... ona ... była ... moją .... dziewczyną . Gdy myślałem o swym śnie wpadłem na Sily ona powiedziała :
- Ałci ... -  podałem jej łapę i powiedziałem
- P-przepraszam . - podała mi łapę.
- N-nie ma sprawy - zarumieniła się ponieważ podniosłem ją za łapę tak ,że walnęła o moją klatkę piersiową była bardzo blisko "pocałunku".
- Ej nie wstydzi się a tak w ogóle jestem Mik - uśmiechnąłem się do niej i zabawnie pocałowałem ją w łapę .
- Ja jestem ... - przerwałem jej .
- Jesteś Sily - uśmiechnąłem się .
- Hehe - zaśmiała się.
- Ej może chcesz się przejść .
- J-jasne . - powiedziała zaczerwieniona. Gdy chodziłem z Sily dołączyła się do nas Sindy była ona cała nakręcona zadawała dużo pytani .
- Hej wy jesteście razem ? - zapytała zakręcona.
- Eeee .... - nie wydziałałem co powiedzieć uratowała mnie Sily .
-N-nie - posmutniała - Chodzi Sindy zostawmy Mik'a z Lotos - rozejrzałem się zobaczyłem Lotos ze łzą w oku.
- To nie tak jak myślisz Lotos - powiedziałem
- Ok rozumiem ... - powiedziała
<Co pomyślałaś o tej sytuacji Lotos ? >

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Od Igneela 180

Biegłem razem z bratem na wojnę. Wszędzie było ciemno. Wojna...a raczej wielka walka,była na łące...na mglistej,cichej łące. Wtedy skoczył na nas jakiś stwór. To z nim walczyła nasza wataha...co znaczy...zostali...pokonani?! Wyjęliśmy miecze i ruszyliśmy na niego. Zadaliśmy mu parę ciosów,ale on nie miał nawet małej ranki. Atakowaliśmy go na różne sposoby,jednak niewiele one dawały. Byliśmy zmęczeni poprzez wiele prób ataków i zadanych przez przeciwnika ciosów.
-Jesteście takie słabe,małe wilczki.-Powiedział podnosząc mnie za głowę. Braciszek chciał mi pomóc,ale przeciwnik machnął ogonem,a Rin uderzył o skałę i kamienie przygniotły go tak,że nie mógł się ruszyć.
-N-nie jesteśmy słabi.-Powiedziałem. Stwór rzucił mną o skałę. Upadłem. Próbowałem się podnieść,ale jedyne co otrzymałem,to kaszlnięcie krwią. Teraz przypomniało mi się,skąd widziałem tego stwora. To się nazywało...człowiek. Zaatakował naszą watahę bez powodu...dla skóry,dla pieniędzy.-T-to wy jesteście słabi zabijając bez powodu nas i swoją rasę. Przez chciwość. To wy tu jesteście bezmózgimi stworzeniami oszukując i okłamując przyjaciół!-Krzyknąłem podnosząc się na jednej łapie. Człowiek zignorował to i podszedł do mnie. Wziął kamień i uniósł nad moją głową. Wiedziałem co mnie czeka. Próbowałem walczyć,jednak byłem sparaliżowany przez ból. W oddali słyszałem krzyki mego brata.
-Przestań! Z-zostaw go!-Kiedy człowiek przygotował się do uderzenia,usłyszałem jeszcze tylko rozpaczliwy krzyk,który był w stanie rozedrzeć duszę-PRZESTAŃ! NIEEE!!!-Nastała ciemność...po jakimś jednak czasie,obudziłem się...chyba....było ciemno....i cicho...nie miałem czucia w ciele. Czułem jedynie,że mój brat wymordował tych ludzi. Słyszałem jedynie cichutki jego głos...jakbym ogłuchł.
-BRACIE! OCKNIJ SIĘ! BŁAGAM!-Ruszyłem powoli głową i wyszeptałem.
-B-bracie...g-gdzie jesteś? Strasznie tu ciemno.
-Już już...nic nie mów.-Mówił przez łzy.
-N-nie mogę ruszyć łapami...
-Już dobrze...j-już...jest d-dobrze...
-B-bracie...nie zostawiaj mnie...
-Jestem tutaj. Nigdy cię nie zostawię. Zawsze będę z tobą...będziemy żyć razem jeszcze dużo czasu.-Uśmiechnął się przez łzy...tak mi się zdawało.-Wyjdziesz z tego...t-to tylko kilka zadrapań.
-Masz rację braciszku...-Uśmiechnąłem się...malutka łezka spłynęła mi po policzku...nic więcej nie pamiętam.
      Zerwałem się z łóżka. Mój brat nie spał.
-Co się stało?-Zapytał.
-M-miałem koszmar...czemu nie śpisz?
-Ja też miałem koszmar...
-Co ci się śniło?
-Coś,przez co moje życie zmieniło by się kompletnie,gdyby się wydarzyło. Śpij bracie. Wiem jedynie,że to się nie zdarzy. Nie dopuszczę do tego.-Uśmiechnął się smutnie. Chyba miał ten sam sen. Zasnąłem. Nie miałem więcej snów. Jednak bałem się,że coś takiego może się zdarzyć...nie...nie dopuszczę do tego za nic w świecie...nigdy!

niedziela, 15 czerwca 2014

Od Lotos CD Mika 179

-Szczeniaku.-Zaczęłam żartem.
-Co?-Odpowiedział z uśmiechem na pyszczku.
-Byłeś bardzo dzielny,kiedy uratowałeś Charlott.
-D-dzięki.-Wtedy przyszedł wielki stwór...on stanął przede mną.-Odsuń się. Pokonam go!
-Nie! Pokonamy go razem!-Powiedziałam wiedząc,że ani ja,ani on nie pokona takiego twardego stwora. Rzuciliśmy się razem i po jakimś czasie,stwór leżał martwy. Byliśmy wykończeni,ale byliśmy szczęśliwi. Nasz pierwszy stwór został pokonany. Padliśmy na ziemię ze zmęczenia i rozmawialiśmy o naszej walce.
-Niezła jesteś-Powiedział.
-Ty też nie najgorszy-Zaśmiałam się. Po chwili wstaliśmy i podeszliśmy do rzeczki się napić. Kiedy już skończyliśmy,pobiegliśmy się jeszcze pobawić. Kiedy słońce schodziło ku zachodowi,rozeszliśmy się do swoich jaskiń.
<Jak ci się spało Mik?>

Od Mik'a Do Lotos 178

Gdy byłem w połowie opowiadania wszystkiego młodszym kolegą zobaczyłem Lotos była brudna od dymu uświadomiłem sobie ,że to nie nauczycielka mnie uratowała tyko ona przeskoczyłem nad tłumem szczeniaków i rozłożyłem skrzydła przeleciałem nad Lotos i zatrzymała się i spojrzała na mnie jak ląduje .
- Hej dzięki ,że mnie uratowałaś - powiedziałem
- Nie ma za co szczeniaku - powiedziała
- Wiesz to ,że jestem od ciebie młodszy o rok to nie znaczy ,że jeszcze możesz na mnie mówić i myśleć o mnie jak o szczeniaku - powiedziałem .
- Ok "wilku" - powiedziała . Resztę dnia spędziłem z nią świetnie się bawiłem a ty Lotos ?
<Co dale Lotos ? >

wtorek, 10 czerwca 2014

Od Lotos CD Mik'a 177

-Ocknij się!-Krzyczałam,ale on już odleciał. Wzięłam go na plecy. Dym był tak gęsty,że nie było widać prawie nic. Dusiłam się i było mi strasznie gorąco. Pobiegłam jednak przed siebie próbując wychwycić mury,żeby w nie nie wpaść. Poczułam ogień na łapach i słabłam. W końcu znalazłam okno. Wybiłam je łapą i spojrzałam w dół. Na szczęście było to 1 piętro,więc upadek nie mógł być zbyt bolesny. Skoczyłam nie zastanawiając się zbytnio i uważając,żeby mój "pasażer" nie skręcił karku. Złapałam go nim uderzył o ziemię. Wciąż jeszcze kaszlałam i czułam ogień na łapach,ale zajęłam się Mikiem. Wtedy przyszła nasza nauczycielka. Oblała mnie kubłem wody,bo jak się okazało płonęłam w kilku miejscach i zaczęła pomagać Mikowi. Reszta nauczycieli okryła mnie kocem i odprowadziła trochę dalej,do innych szczeniaków,ale wciąż widziałam Mika. Oczywiście koleżanki domagały się wyjaśnień i opowiedzenia co się stało w budynku. Opowiedziałam im jak znalazłam Mika,oraz o Hacie,który ubiegł wilczątko,jeśli chodzi o ratowanie Charlott. Kiedy skończyłam,usłyszałam jak  Mik się budzi. Nie wiem czemu,ale martwiłam się o niego. Nauczyciele nie dawali mi podejść do niego. Kiedy się obudził,myślał,że to jakaś pani go uratowała. Tłum dzieciaków wybiegł przede mnie i okrążył wilczątko. Ja stałam tylko patrząc jak dziękuje nauczycielce i opowiada wszystko szczeniakom. Położyłam uszy i odeszłam. Nie oczekiwałam podziękowań,ale chciałam po prostu,żeby...wiedział o mnie...nie wiem czemu...nie chciałam się tym przechwalać,ale po prostu chciałam,żeby wiedział...
<Co dalej Mik?>

Od Mik'a Do Charlott 176

- Nie ma sprawy - powiedziałem i mrugnąłem do niej okiem ona weszła do gabinetu była tam przynajmniej 5 min . Gdy wyszła miała 5 plasterków na pyszczku po odbitych pazurach "napastnika".
- Już lepiej - zapytałem
- Tak jest ok ... - powiedziała
- Aaa gdzie teraz masz lekcję ? - zapytałem ...
- Myyy w sali 13 .... -powiedziała
- To wskakuj przeniosę cię tam - wrzuciłem ją lekko na plecy i poleciałem pod klasę 13.
- Dziękuje - powiedziała
- Nie ma za co ... koleżanko - powiedziałem z uśmiechem na twarzy schyliłem się i otworzyłem drzwi do klasy Charlott . Nagle cała klasa zamilkła a sprawca zjeżdżał z krzesła by nie  było go widać . Ale cóż poprosiłem panią która miała z nimi lekcję i wziąłem sprawce za drzwi zza drzwi było słychać tylko : " Przepraszam nie chciałem przepraszam !" -krzyczał sprawca nagle weszliśmy do klasy i on jak na wilka przystało podszedł do Charlott i klękną mówiąc :
- Czy ty możesz mi wybaczyć dobra Charlott ... - powiedział łobuz .
- Ok ... -powiedziała .
- Mik musisz  już iść - powiedziała nauczycielka.
- Dobrze dowiedzenia ... pa - powiedziałem wyszedłem z klasy .
- Dowiedzenia .
- Pa - powiedziała Charlott. I wyszedłem z klasy poczułem się jakbym był z nią związany  ... wręcz jakbym się w nią wpoił - pomyślałem. Gdy doszedłem do klasy i do niej wszedłem myślałem tylko o Charlott była kimś innym była inna niż inne wilki ... W pewnym momencie usłyszałem dzwonek alarmowy to nie były próby szkoła się paliła wszyscy uciekali nagle nauczyciele policzyli szczeniaki i nas nie było tylko jednego szczeniaka była to mianowicie Charlott wbiegłem w ogień czułem jak płonę ale nie mogłem przestać biec ani nie miałem sumienia się cofnąć nagle w ogni wskoczył Hate pobiegł szybciej i złapał Charlott nagle zapadła ciemność słyszałem tylko głos wilczycy to była Lotos :
<Co dalej Lotos ? >

Od Luny CD Surgeona 175

-T-to ty...-Szepnęłam
-Śśśśś nic nie mów. Twoje rany są wyleczone,ale dalej jesteś osłabiona.-Powiedział Surgeon.
-NIGDY WIĘCEJ MNIE TAK NIE STRASZ!-Powiedział stanowczo Corpoise. Uśmiechnęłam się
-Jasne kotku.-i polizałam go po policzku.-Surgeon...już wszystko pamiętam. Nie udawaj już. Nie wmawiaj mi,że mam tylko jedną siostrę.-Powiedziałam. Corpoise był wyraźnie zaskoczony.
-Ale reszta twoich sióstr nie żyje naprawdę.
-Nie. Jest nas piątka. Znalazłeś mnie już dorosłą i wyczyściłeś pamięć. Moi rodzice zginęli ze starości. Dałeś mi fałszywe wspomnienia.-Surgeon nie wiedział co powiedzieć i wyszedł z mojej jaskini. Na środku "domu" widziałam jeszcze sporą plamę krwi.
-T-to moje?-Zapytałam wskazując na nią. Corpoise smutno pokiwał głową.-Heh. W sumie,nie było tak źle. Zebrałam dusz tyle ile trzeba...-Nastała ciemność. Kiedy się obudziłam,leżałam w moim łóżku. Jaskinia była pusta. Kiedy spróbowałam wstać,poczułam ogromny ból w klatce piersiowej,łapach i skrzydle. Spróbowałam jednak jeszcze raz i mi się udało. Wyszłam kuśtykając z mojej jaskini. Miałam ochotę na walkę. Rozwinęłam skrzydła. Zauważyłam,że moje skrzydło jest po prostu przestawione. Nastawiłam je (choć parę razy myślałam,że pęknę z bólu) i rozprostowałam. Położyłam się na skarpie i patrzyłam w dal...myślałam o wczorajszej wojnie. Siekiera,strzały,miecze...eh... Wtedy przyszedł Corpoise ze zdobyczą. Ucieszył się na widok mnie obudzonej. Podbiegł i przytulił mnie. Liznęłam go w pyszczek. Zjedliśmy razem sarnę i położyliśmy się na łące niedaleko jaskini. Patrzyliśmy w chmury.
-Patrz,ta wygląda jak walczący wilk ze smokiem.-Powiedziałam wskazując chmurę.
-A ta jak żaba goniąca muchę!-Śmialiśmy się i rozmawialiśmy,aż w końcu Corpoise doszedł do tematu,przez który byłam wściekła na siebie.
-Czemu byłaś tak ranna? Tamta wilczyca ci to zrobiła?
-Nie. Ona nic nie zrobiła. Odebrała tylko dusze. Na wojnie jeden wilk zaszedł mnie od tyłu i wbił mi siekierę w plecy. Później to już mieli trochę łatwiej,bo byłam słabsza,ale nie zamierzałam się poddać. Kiedy zebrałam wszystkie dusze byłam zmuszona opuścić pole walki,żeby nie zdechnąć. Eh. Jestem wściekła na siebie,że nie zostałam do końca.
-Zginęłabyś!
-Ale wolę taką śmierć,niż śmierć podczas ucieczki...
-Heh....ja wiem,że masz swój honor,kochana.  Nie musisz mi nic udowadniać...
-Tylko ja to robię dla siebie...sobie udowadniam i mam satysfakcję z każdej wygranej wojny.

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Od Surgona Do Luny 174

- Czy to możliwe to ona żyje ?!- powiedziałem ze szczęściem
- Chyba tak dlatego masz ją zbadać .... - powiedział - A ty jej tu nie widziałeś ? - spytał Corpoise
- Tak nie widziałem .
- Kim ona dla ciebie jest ? - spytał bojąc się ,że powiem "chłopakiem"
- Spokojnie to jest moja ... Córeczka ... -powiedziałem
- ALE JAKTO ?!!!! - krzykną z przerażeniem Corpoise
- Kilka lat temu wybuchła wojna w naszym plemieniu ... chciałem ratować swoją rodzinę żona rodziła gdy zaczęła się wojna ... przeżyły tylko dwa szczeniaki mianowicie Luna i jej siostra wyczyściłem im pamięć by myślały ,że rodzice im zginęli ...
- Wow nie wiedziałem ... a czy ona z tego wyjdzie ? -zapytał Corpoise
- Jasne - powiedziałem . Przyłożyłem moją łapę do jej czoła i zacząłem wymawiać zaklęcia które leczą rany w błyskawicznym sposób "seans" trwał 2 dni i 66 godziny i 6 minut . Corpoise spał nagle Luna odkaszlała on się zbudził jej głowa leżała na moich łapach powiedziałem tylko do Corpoise :
- Żadnych walk itp. Jasne ?
- Jasne - powiedział . Nagle Luna popatrzała na mnie i powiedziała zaskoczona i obolała :
< Co powiedziałaś Luna ? >

Od Corpoise Do Luny 173

 Nagle poczułem zapach Luny i krwi i pomyślałem ,że coś upolowała i niesie to po drodze więc powiedziałem ,żeby Ros została w domu. I pobiegłem zapach był coraz bliżej nagle zobaczyłem leżącą Lunę na tratwie zmasakrowaną i wilczycę stojącą nad nią . Wilczyca wyczuła moją obecność :
- No to ty jesteś Corpoise ... -powiedziała cały czas stojąc tyłem .
- Może
- Mówisz tak jak Luna za dużo z nią przebywasz powinieneś więcej czasu spędzać ze mną - powiedziała już odwrócona piorąc mój pysk i zbliżając go do swojego ja się oderwałem i rzuciłem się na nią ze krzykiem :
- Coś jej zrobiła zdziro - nie hamowałem się .
- Spokojnie "Romeo" -powiedziała .Patrząc pociągająco na mnie ale nie odwzajemniłem tego nie chciałem być zdrajcą . Poznałem wilczycę w której się zakochałem była to mianowicie Luna a nie jakaś przybłąkana wilczyca.
- COŚ JEJ ZROBIŁA !!!!- krzyknąłem i jedna łezka poleciała mi z oka ona ją złapała i zamieniła w krew .
- Widzę ,że ktoś jest zakochany ... ale stwierdzam ,że nie w odpowiedniej osobie... -powiedziała . Wtedy drasnąłem ją w oko zeskoczyłem z niej i wziąłem Lunę na plecy pobiegłem do Surgon'a był to jeden z lepszych Szamanów . On gdy zobaczył Lunę zrobił duże oczy nie było to ze zdziwienia ilości ran ale czegoś innego...
< Czego Surgon ? >

Od Luny CD 172

-Wiesz przecież,że mogę użyć mocy starzenia się?-Niestety nie zawsze. Jeśli będzie ze mną źle,na prawdę źle,może skończyć się to tragicznie,ale nie zamierzałam mu tego mówić.
-W-wiem. No dobra. Tylko jeśli przyniosą mi tu twoje truchło,nie wybaczę ci do końca życia.
-Jasne jasne-Zaśmiałam się.-To do zobaczenia. Ross...nie bądź dla nas taka ostra.-Uśmiechnęłam się. Miałam dziwne przeczucie. Czułam...czułam jakbym widziała ich ostatni raz...żywa...nie mogłam wyczuć własnej śmierci,ale mogłam przeczuwać własną śmierć...
    Kiedy dotarłam na wojnę,wszyscy rzucili się na mnie. Zabijałam ich i zabijałam. Kiedy brakowało mi 5 dusz,jeden z nich wbił mi siekierę prosto w plecy. Upadłam. Myśleli,że jestem martwa,więc zdeptali mnie i odeszli walczyć dalej. Jednak kiedy się odwrócili,zobaczyli mnie stojącą,a obok leżała zakrwawiona siekiera. Rozłożyłam poharatane skrzydła i ruszyłam w ich kierunku. Będę walczyć. To moja ostatnia szansa na zdobycie wszystkich dusz. Odlecieć nie mogłam...pozostała mi tylko walka. Walka do końca. Nie poddam się. Zamachnęłam się mieczem i odcięłam wilkom głowy. Zostały jeszcze tylko 2. Miałam coraz więcej ran...słabłam.
-N-nie umrę tu...-Wydusiłam. Po tych słowach kaszlnęłam krwią. -Nie zginę!-Krzyknęłam. Ostatkiem sił zamachnęłam się raz,drugi. Skończyłam...zdobyłam 6 666 dusz. Spróbowałam odlecieć,jednak skrzydło mi strzyknęło i upadłam. Kolejny kaszel krwi. Doczołgałam się do jakiejś tratwy i odpłynęłam. To był pierwszy raz,kiedy byłam bliska śmierci. Nie byli silni. Byłam nieuważna. Jak mógł zajść mnie od tyłu taki...wilk...narysowałam na tratwie własną krwią krąg wezwania i szepnęłam (bo głośniej nie mogłam nic powiedzieć niż szeptem)
-Wzywam pradawnych bogów ciemności....ygh...Fire,Pire demony  ciemności wzywam was...-Fire i Pire pojawili się obok mnie.-W-wybaczcie..euhg...że proszę was o taką pomoc...ale proszę...doprowadźcie łódź do mojej jaskini. Czeka tam na mnie bogini śmierci,której muszę oddać dusze.-Demony posłusznie odprowadziły tratwę. Stała tam już Nigrum.
-Nareszcie...choć widzę,że nie warto było się trudzić zbierając tyle dusz,skoro sama zaraz zdechniesz.
-Dz-dziękuję Fire,Pire...możecie odejść.-Powiedziałam do demonów. Teraz skierowałam się do wilczycy otwierając buteleczkę.-Masz. Wchłoń je i zostaw te wilki w spokoju...eugh...-Wtedy nastała ciemność...
<Co dalej Corpoise?>
(Ps.: Luna będzie nieprzytomna przez twoje opowiadanie)

Od Corpoise CD Luny 171

-Heh.
-Z czego się śmiejesz?-Zapytała Luna.
-Nieważne...lecimy do twojej jaskini,ogarniesz swoje rany i lecimy na kolejną wojnę? Będę cię osłaniał.-Liznęła mnie w policzek.
-Dziękuję-Szepnęła. Dolecieliśmy do jej jaskini. Wyszedłem na zewnątrz,żeby nie patrzeć,kiedy ona się ogarniała. Kiedy wyszła,była w swojej postaci boga śmierci.
-Pięknie wyglądasz.-Szepnąłem jej do ucha i liznąłem w policzek. Zachichotała.
-Przez ciebie robię się miękka!-Powiedziała z uśmiechem na pysku.-Lecimy?
-Jasne.
-STOP!-Zatrzymał nas głos z za pleców.-Co wy sobie wyobrażacie?! Mnie zostawiacie pod opieką jakiejś wilczycy,a sami dobrze się bawicie?!-To była Ross.-To nie fair!
-Ross...zrozum. Nie jesteś jeszcze gotowa na wojnę.-Powiedziała Luna.
-Ale!
-Żadnych ale! Zostajesz ze swoją opiekunką i koniec!
-Corpoise!
-Luna ma rację. Zostajesz.
-Nie!
-Corpoise-Szepnęła do mnie Luna.-Może zostań z Ross. Dam sobie radę. Wiesz przecież,że jak jestem w tarapatach,mogę użyć mocy starzenia się.
-W-wiem...
<Co dalej Luna?>

niedziela, 8 czerwca 2014

Od Luny CD Corpoise 170

-J-jaa....-Zaczerwieniłam się.-Obiecujesz mi cierpienie i wspólne zabijanie na wojnach i walkach?-Zapytałam poważnie,ale żartobliwie.
-Tak.-Uśmiechnął się. Przytuliłam go.
-Zgadzam się.-Szepnęłam mu do ucha. On szczęśliwy podniósł mnie,położył na plecach,rozłożył skrzydła i powiedział:
-Wracajmy do domu.-Kiwnęłam głową na "tak". Nieświadomie ścisnęłam mocno jego plecy.
-Ał!
-P-przepraszam. Rozmyślałam o czymś.
-O czym takim?
-J-ja...po prostu...nie zostało mi wiele czasu...-Schowałam głowę w jego sierści.
-Do czego?
-Mam dług u bogini śmierci. Muszę zdobyć 6 666 dusz dla niej,do pojutrza. Mam już 5 550. Nie wiem,czy uda mi się zebrać tyle do pojutrza.
-Za co to dług?
-J-ja. To było jeszcze nim stałam się bezuczuciową sadystką-Zaśmiałam się na wspomnienie "bezuczuciowa sadystka".-Moja siostra była bardzo chora. Kochałam ją całym sercem,ale moja magia nie mogła jej pomóc. Przeklęłam wszystkich bogów,kiedy dowiedziałam się,że musi umrzeć. Wtedy ukazał mi się bóg śmierci. Hades. Podpisaliśmy krwią naszą umowę,że moja siostra będzie żyła długo i w zdrowiu,o ile dam mu 6 666 dusz do dnia..cóż właśnie tego,który niedługo nastąpi. Brałam udział w wojnach i zbierałam jak najwięcej. Ale nie udało mi się zbytnio...zwłaszcza,że co jakiś czas zdarzało się coś,co odbierało mi zdobyte dotychczas dusze. Nauczyłam się nie mieć wyrzutów sumienia. Kompletnie się ich pozbyłam. Nauczyłam się też walczyć i zabijać. Nie mam sobie równych w tej dziedzinie. Zapomniałam o mocy ożywiania. Byłam chodzącym zabójcą....rozgadałam się.
-Rozumiem...wiesz...pomogę ci zebrać te dusze...
-Nie...to ja muszę zabić wilka,którego duszę wezmę. Jutro też wyruszę na jakąś wojnę. W ostatnich czasach wojny trwają co jakiś czas niedaleko. Przypomniały mi się wojny 694 roku. Heh. Ile to już czasu minęło? Setki lat.
<Co dalej Corpoise?>

Od Corpoise Do Luny 169

-Wiesz jestem w szoku ,ze tak wspaniale zabijasz -powiedzialem nagle przypomnialo mi sie cos  bylo to mianowicie drobiazg dla Luny byla to branzoletka zareczeniowa  wyjolem ja z -pod mojego skrzydla i kleknolem prze Luna powiedzialem - Luna wyjdziesz  za mnie ?        
<Co ty na to Luna ?>

Od Shadowa 168

Kiedy byłem w szkole,na przerwie zobaczyłem,że ten szczeniak naśmiewa się też z innych wilków. Ich ofiarą była tym razem jakaś żółta wilczyca. Była młoda i nieśmiała. Naśmiewali się z niej i wytykali łapami. Już jeden z nich chciał jej dać z liścia,kiedy stanąłem przed nią i to ja oberwałem.
-Nie możecie zostawić innych wilków w spokoju?-Powiedziałem przez zęby.-Czy wasze życie jest tak nudne,że wtrącacie się do spraw innych?
-Jak ty?-Zaśmiali się.
-Moim obowiązkiem jest zareagować,kiedy widzę,że ktoś znęca się nad innym wilkiem,ale waszym obowiązkiem nie jest wtykanie łba w nieswoje sprawy.
-Odsuń się!-Szczenię odepchnęło mnie i już chciało podrapać,czy uderzyć samiczkę,kiedy znów przyjąłem na siebie atak. Samiczka skuliła się. Nawet nie zauważyłem,jak nasza "publiczność" rosła.
-Phi. I tak musiałem coś jeszcze zrobić na dole,więc żegnam.-Powiedział głośno.-Jeszcze się policzymy-Szepnął odchodząc. Ignorując go odwróciłem się do samiczki i podałem jej łapę.
-Nic ci nie jest?
-N-nie. Ale twój policzek! Jest zaczerwieniony i podrapany! Trzeba to opatrzeć!-Zdziwiłem się. Położyłem łapę na moim lewym policzku. Rzeczywiście. Na łapie miałem krew. Uśmiechnąłem się do niej.
-To nic! Bywało gorzej! Nie przejmuj się mną. Chodź,wstań! Jestem Shadow,a ty?
-J-ja jestem...Norissa. Mów mi Noris.-Uśmiechnęła się.
-Tak jak założycielka stada.
-Tak. Pewnie mama lubiła to imię.-Miała taki ładny uśmiech. Na korytarzu rozległ się dzwonek na lekcje. Okazało się,że jesteśmy w jednej klasie. Usiedliśmy razem.
<Co dalej Noris?>

Od Charlott 167

Do był pierwszy dzień w szkole mama zaniosła mnie i moje siostry oraz braci było tam dużo wilków wszyscy się na nas patrzeli to było trochę dziwne nagle jakiś szczeniak do mnie podszedł i powiedział :
- Hej ślicznotko chcesz się przejść -powiedział dziwnym głosem .
- Nie dziękuje - powiedziałam . Po moich słowach koledzy jego koledzy zaczęli się śmiać z dziwnego wilka . Ja poszłam nie całe dwa kroki i co natarczywy wilk powiedział :
- Nikt nie daje mi kosza  - powiedział trochę złośliwym tonem.
- Ja ci nic nie daje - powiedziałam .
- No daj całusa - nadstawił pysk jakby liczył na to ,że go pocałuję jedyne co mu dałam to jedynie z liścia czy jakoś tak . On się oburzył i złapał mnie za pysk :
- Nikt nie będzie się mi sprzeciwiał jasne - już chciał mnie drapnąć..  kiedy przyszedł czarny szczeniak ze skrzydłami i podniósł za gardło "napastnika" powiedział mu coś na ucho i opuścił na ziemię a dany wilk ze skowytem uciekł . Czarny wilk przykucną i spytał :
- Boli cię ? -powiedział delikatnie przykładając łapę do mojego pyska. Kiwnęłam głową ,że nie ale po chwili dotkną drugi policzek i spytał :
- A ten boli ?
- T-tak - powiedziałam . Łzy poleciały mi z oczu.
- Jesteś delikatna ... to dobrze - powiedział uśmiechając się do mnie . - Pozwól ,że cię zaprowadzę do pielęgniarki ...
- D-dobrze a-ale co z moim rodzeństwem - powiedziałam odwracając głowę w ich stronę .
-Nimi zajmie się moja załoga - powiedział - A gdzie moje maniery mam na imię Mik a ty ?
- Ja jestem Charlott ... - powiedziałam
- Piękne imię tu już jest pielęgniarka powiedział pokazując łapą .
- D-dziękuje - powiedziałam on powiedział :
< Co powiedziałaś Mik ? >

Od Luny CD Elzy 166

-To nie jest moja siostra! Nie obrażaj tak mojej rodziny!-Krzyknęłam.-Idę na tą wojnę! Zakończę ją,zbiorę potrzebne mi dusze i spłacę dług! I nie waż mówić,że jest moją siostrą!
-I tak to,co robisz jest złe! Zabierasz ich dusze,nie dając im wiecznego spoczywania!
-To są dusze złych wilków,które męczyły by się jeszcze bardziej w piekle niż w moim słoczku!-Krzyknęłam. Elza zamarła. Wyglądała jakby popełniła zbrodnię i chciała przeprosić,ale nie zdążyła. Odleciałam w stronę wojny. Było to bardzo daleko,więc "włączyłam" szybkolotność. Byłam tam w 3 minuty. Postanowiłam pójść na całość. Przemieniłam się w prawdziwą mnie-demona. W postać,którą nazwali-zabójcą.
Z uśmiechem na pysku zabijałam wszystkie złe wilki i chowałam ich dusze. 6 524,jeszcze kilka dusz. Machnęłam mieczem.6 550 dusz. Akurat kiedy brakowało mi garstki wilków,wojna się skończyła. Zostały tylko dobre wilki. Odepchnęłam je. Wycofały się. Wojna wygrana. Corpoise zdziwiony podszedł do mnie i zapytał:
<O co zapytałeś Corpoise?>

Od Nesis CD Death 165

-Death.-Powiedziałam wchodząc do jego jaskini.
-Co?
-Ta wojna nie chce podzielić watahy.
-Jak to? Przecież...
-Wszystkich nas wprowadziła w błąd. Każdy myślał jak ty. Okazał się,że to kompletnie nas nie dotyczy.-Dziadek jak widać ucieszył się bardzo. Wybiegł z jaskini uradowany. Ja też byłam szczęśliwa.

Od Daeth .... 164

Dowiedziałem się o wojnie i o chceniu podzieleniu watahy postanowiłem przekonać wilki ale one zostawały przy tym ,że chcą podzielić watahę ... Byłem załamany poszedłem do Lesti i chciałem ją przekonać ale ona nie mogła mi nic obiecać zawiodłem się pobiegłem do Zakazanego Zaułka modliłem się do demonów które mogły by mi dać siłę ale nikt nic nie odpowiedział nigdy tak nie było widziałem tylko w wizji wilki idące na wojnę to było straszne. Postanowiłem zgodzić się z podzieleniem watah . Pomimo tego było mi przykro ....  Co o tym sądzisz Noris .. . powiedziałem i pobiegłem tak jak widziałem w mojej wizji wilki dzieliły się na 2 watahy zostałem przy watasze która założyłem  na początku czyli Watasze Gwiazd Nadziei kto idzie do Watahy Opętanych Dusz ?
< Co o tym sądzisz Em ? >
 

Od Elzy Do Luny 163

- To jest dla mnie nie pojęte musisz oddać swojej siostrze dusze niewinnych wilków - powiedziałam ze łzami w oczach .
- Elza to nie tak jak myślisz ...
- A jak mój brat nie inaczej moi bracia są na tej wojnie min. Corpoise - w tym momęcie Luna podskoczyła i z oczu połyneły jej łzy .
- J-jak to dlaczego ?
- Bo chce ci pokazać ,że jest silny . To twoja i twojej siostry wina oni mogą tam zginąć pomimo nieśmiertelności a i wiesz widziałam twoją siostrę jak patrzy na Corpoise chce ci go odebrać - powiedziałam nagle Luna wykrzyknęła :
< Co wykrzyknęłaś Luna ? >

Od Nigrum 162

-Kim jesteś? Co tu się stało?-Zapytała zapłakana Lesti.
-Jestem...Nigrum...spadł na nią płat skały,jak zauważyłyście
-Nie zdołałaś jej pomóc?
-Nie...-Zaśmiałam się cicho i odeszłam. Ustaliłam z niejaką Moon,że należę do tej watahy i poszłam szukać sobie jaskini.


-Tak ta będzie iealna. Tak tu ciemno,tak ponuro! Hahaha!-Zaśmiałam się swoim psychopatycznym śmiechem. Wtedy zobaczyłam jakąś czarną wilczycę w wejściu.
-Czego?-Zapytała.
-Ty zabiłaś Ro.-Powiedziała patrząc wzgardliwie.
-Skąd taki wniosek?-Wyszczerzyłam ząbki.
-Moja moc mnie nie zawodzi. Ani moja moc,ani mój węch. Mogę wyczuć jak kto zginął oraz z czyjej łapy. Mogę nawet widzieć całe zdarzenie.-Uśmiechnęłam się i zaczęłam klaskać.
-Brawo! Brawo! A więc stoi przede mną Luna. Z łaciny księżyc. Księżniczka śmierci,zwana też kostuchą. Mroczna i różniąca się od swoich braci i sióstr. Jedna z niekoronowanych szczeniaków. Miło mi. Jestem boginię śmierci N i g r u m . Hahahahhahahahah!
-A więc to ty...
-Tak. Wygląda na to,że jesteśmy w jakiś sposób spokrewnione s i o s t r z y c z k o . Hahahahah!
-Jesteś bez serca.
-Tak samo jak ty! Wiesz...właśnie na wzgórzu 13679 kilometrów stąd odbywa się wojna. Chcesz wstąpić? Bo ja się wybieram. I może w końcu zbierzesz tyle dusz,by spłacić dług. Hahah.
-Więc to ty byłaś...nim....
-Tak,to ja nim byłam! I przyszłam po moje dusze!Więc co powiesz?-W tym czasie weszła Elza. Miała w oczach strach. Widocznie słyszała o długu Luny. Och,jaka szkoda. Rozpłynęłam się-teleportowałam-żeby mogły porozmawiać między sobą.
<Co dalej Elza?>

Od Shadowa CD Elzy 161

-P-przepraszam.-Szepnąłem.
-Kochanie. Nie masz za co. Tylko powiedz...dlaczego ich nie olałeś?
-Nie pozwolę nikomu obrażać mojej rodziny...-Elza stanęła. Odwróciłem się.-Nigdy.-Szepnąłem i pobiegłem do samotnego zaułka.
zacząłem swój codzienny trening. Kiedy skończyłem,napiłem się i wróciłem do domu. Elza z wejścia mnie przytuliła.
-Skarbie! Tak się martwiłam! Szukałam cię,ale nie mogłam cię znaleźć! Nigdy więcej mi tak nie rób.
-No już,już. Jestem cały. Hmm...co tak smakowicie pachnie?
-Obiad-Zaśmiała się. Jak dobrze,że mam taką wspaniałą mamę.

Od Ro CD Death 160

Zabił miłość mojego życia...biegłam przez stary wąwóz. Rozpadał się już. Aż nagle zobaczyłam jakiegoś dziwnego wilka.
-Grzechy muszą być odpokutowane.-Mówiła.
-K-kim jesteś?!
-Nie zdradzam mojego imienia zabójcom.
-Ja nikogo nie zabiłam!
-Zapłacisz za swe grzechy. Eldorino będzie mógł spoczywać w pokoju.
-Jaki Eldorino?!
-Bracie,śpij spokojnie.-Powiedziała zbliżając się do mnie. Teraz mi się przypomniało. Deszcz,czarny wilk...-to nie byłam ja! Coś mną zawładnęło!-Krzyczałam.
-Zawładnęło raz,zrobi to i drugi. Ten demon jest w tobie.-Powiedziała. Jakaś siła uderzyła mną o ścianę wąwozu. Upadłam na ziemię.
-Kocham was,siostry-Szepnęłam. Z moich oczu popłynęły łzy,a na pysku miałam mały,smutny uśmiech.-Będę na was czekać.-Wielki płat kamienia zaczął się odczepiać od pozostałych. Ostatni mój widok. Ona stoi nade mną i mówi.
-Grzechy odpłacone w imię ojca,i syna i wilka świętego. Amen. Spoczywaj w pokoju bracie.-Ciemność. "Mamo...ty żyjesz?" "Nie,skarbie.Tak samo jak ty. Spójrz w dół. Widzisz swoje siostry?","Tak,widzę je. Płaczą. Wilczyca coś do nich mówi.". "Tak skarbie. Mówi,że nadszedł twój czas. Mówi,że ich nie opuścisz. One nie wiedzą,że to przez nią zginęłaś. Patrz,przyszedł Shadow. Krzyczy. Smutek ogarnął te wilki. Ale nie martw się. To minie. Tak samo jak ze mną.","Smutek po tobie nigdy nie minął" "Wiem skarbie. Wiem".