Tego dnia straciłam wszystko. Całe moje życie. Wzrok,którym wypatrywałam potrzebujących,oraz którym widziałam piękno tego świata i silne łapy,które straciły swą siłę na dwa tygodnie. Może to nie wydaje się długo,ale dla mnie to wieczność. Kiedy Ro poszła po coś do jedzenia,a ciotka z rodziną poszli szukać sobie jaskiń,zostałam sama. Tak bardzo potrzebowałam w tej chwili Restiego,a go nie było. Nie miałam mu tego za złe,ale było mi smutno. Pewnie nawet nie wie o tym,co się stało. Wyczołgałam się na skarpę przed wyjściem do mojej jaskini. Podniosłam łeb i wyłapywałam zapachy z powietrza. Wiatr powiewał mi na pysk. Zawsze kochałam to uczucie i to się nie zmieni. Zawsze kiedy byłam smutna robiłam tak. Zawsze lepiej się czułam. Teraz jednak prawie to nie pomogło. Spuściłam łeb. Chciałam płakać,ale z oczu nie poleciała ani jedna łza. Dobijało to mnie jeszcze bardziej. Rozmyślałam nad ostatnim widokiem,który zobaczyłam w życiu,bo raczej już nie odzyskam wzroku.-Ciemna,mokra jaskinia. Rodzina zamknięta w więzieniu i straszny wilk trzymający mnie za pysk.-tak bym chciała,żeby ostatni widok mojego życia był kolorowy i naturalny...ale to chyba jest naturalnym,że ten,kto stracił wzrok podczas życia,a nie tuż po porodzie,ostatni widok ma właśnie taki. Straszny i nie miły. Kiedy tak rozmyślałam usłyszałam pisk wiewiórki o pomoc. Próbowałam do niej dobiec,ale łapy mi nie pozwalały.-Szlag!-Pomyślałam i walnęłam łapą o ziemię. Rozwinęłam skrzydła. Spróbowałam podlecieć do stworzonka. Niestety,kilka sekund po rozpoczęciu lotu,walnęłam w drzewo. Nie mogłam się dostać do wiewiórki. Zawiodłam. Nie mogłam się pogodzić z tym,że zawiodłam przyjaciela. Zwinęłam się w kulkę i czekałam na powrót któregoś z przyjaciół. Zacisnęłam zęby i zamknęłam oczy. Nie poleciała ani jedna łza. Byłam wściekła. Wtedy przybiegł Rasti. Widział stan w jakim się znajdowałam i,że byłam bliska płaczu. Oczywiście nie wiedział,że płakać nie mogłam.
-Co się stało? Lesti. Nie możesz wstać? Chodź,zaprowadzę cię do twojej jaskini.
-NIE! NIE CHCĘ TAM WRACAĆ! LEŻĘ TAM BEZ PRZERWY! NIE IDĘ TAM!-Krzyknęłam jak przez łzy i wyrwałam się z jego objęć. Położyłam się plecami do niego.
-Co się stało? Lesti,proszę...powiedz.-Spojrzałam w stronę jego głosu i otworzyłam oczy. Usłyszałam jego przerażenie. Zamknęłam oczy. I zakryłam pysk skrzydłem.
-Na dodatek osłabły mi nogi. Jestem kompletną kaleką! Jestem tylko problemem! Nie mogłam nawet pomóc wiewiórce! Zostaw mnie tu. Może coś mnie zje.
-NAWET TAK NIE MÓW! Jesteś ważna dla nas wszystkich. Nie ważne w jakim jesteś stanie. Dla mnie nigdy nie będziesz kaleką!-Krzyknął.
<Co dalej Resti?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz