-Wybaczcie-Powiedziałam.-Co tutaj robicie?
-W naszym świecie rozpętała się
wojna i postanowiliśmy pójść do waszej watahy,bo to jedyne bezpieczne
miejsce.którego nie dotknęła wojna,jakie znam.
-Hmmm....jasne,chodźcie.
Pokażę wam jaskinię w której przenocujecie,a później możecie znaleźć własną.
Zaprowadzę was.-Po tych słowach zaczęłam iść w kierunku najbliższej i
największej dotąd znanej mi jaskini położonej na naszym terenie. *Podczas
drogi*
-Dzisiaj przenocujecie u mojej siostry,Lesti. Nie będzie miała nic
przeciwko.
-N-na pewno? Nie jest miłym wpraszać się do kogoś.-Powiedziała
Cham.
-Spoko,to moja siostra więc wiecie...poza tym mam kilka sposobów,które
wykorzystuję kiedy chcę ją do czegoś namówić-Mrugnęłam do nich lewym okiem i
uśmiechnęłam się pokazując zęby.
-Nauczysz mnie? Czasem przyda się to na
ciocię-Zaśmiał się szczeniaczek.
-Cham!-Syknęła karcąco Ifus,a on uśmiechnął
się jak niewiniątko. W końcu doszliśmy. Weszliśmy powoli do domu mojej siostry.
Zatrzymałam gości kilka metrów od wejścia i zawołałam:
-Leeeestiiiiii mamy
goooościiii...chyba jej nie ma-zwróciłam się do towarzyszy.
-Rozgośćcie się.
Ona pewnie niedługo wróci. Aha i nie meczcie jej zwierząt,kilka jest ciężko
rannych.
-Ona leczy zwierzęta? SUPER!-Krzyknął szczeniaczek.
-Poczekajcie
chwilkę. Polecę jej poszukać i nie krzyczcie zbyt głośno ze względu na
podopiecznych Lesti.-Powiedziałam i poleciałam. Leciałam ponad lasem i
wyglądałam Lesti. Nawoływałam i szukałam,ale jej nie było. Kiedy dotarłam do
łąki,zobaczyłam moją siostrzyczkę zbierającą kwiaty z wiankiem na głowie. Na
plecach zwisały jej kosze wiklinowe z obu stron wypełnione po brzegi kwiatami.
Domyślam się,że kosze zrobiła sama. Zleciałam do niej i powiedziała:
-Cześć.
Co robisz?
-J-ja zbieram kwiaty. Będę robić wianki dla moich zwierzątek.
Słyszałam,że jeśli są weselsze,szybciej wracają do zdrowia i może starczy też
kwiatków na koszyk,albo miskę.-Zaśmiała się.
-To fajnie,ale mamy gości.
Przenocują u ciebie.
-A-ale jak to?-Zapytała wystraszona. Nie najlepiej
radziła sobie w towarzystwie obcych,a zwłaszcza takich,którzy mają u niej
nocować.-Kto to?
-Ciocia Ifus z rodziną. Znasz ich?
-Ufff.-Odetchnęła z
ulgą-Tak. Pamiętam jak nas odwiedzały jak byłyśmy jeszcze malutkie. Ty lubiłaś
gdzieś znikać,więc mało kiedy ich widziałaś.-Na jej pysku pojawił się uśmiech.
Zerwała jeszcze jednego kwiatka i włożyła go sobie za ucho. Nucąc coś pod nosem
zaczęła kierować się w stronę swojej jaskini. Nie był to najszybszy chód,więc
zaproponowałam.
-Może polecisz?
-Hmm nie mam jeszcze pokrywek do koszyków
i wszystkie kwiatki mogą wylecieć.
-To chociaż przyśpiesz.-Po tych słowach
Lesti przyśpieszyła kroku,ale nie biegła. Poszłam za nią.
-Pójdę przodem i
powiem im,że już idziesz. Muszę ich przypilnować.
-Dobrze.-Pobiegłam. Kiedy
byłam na miejscu,ku moim oczom ukazał się nie najlepszy widok. Cham goniła
jednego z króliczków ze złamaną nogą,który należał do Lesty,a Ifus próbowała go
złapać. Przez ich bieganinę reszta zwierząt się spłoszyła i zaczęła biegać po
całej jaskini.
-To będzie trudna noc dla Lesti-Powiedziałam do siebie i
krzyknęłam do nich.
-Stop! Co robicie? Straszycie je! Cham,przestać gonić
tego królika!-Cham natychmiast stanęła,a przez to Ifus na nią wpadła i się
przewróciła. Reszta rodzinki stała i patrzyła.
-Ech,trzeba coś z tym
zrobić,zanim przyjdzie Lesti. Będzie jej smutno! A jak jest jej
smutno,płacze.-Wskazałam na biegające zwierzęta. Wokół nas latało pełno piór a
dookoła słychać było piski i krzyki spłoszonych zwierząt. Próbowaliśmy je
prosić,żeby wróciły na miejsce i uspokoić,łapać i zwabić,ale nic nie pomagało.
Wtedy w wejściu stanęła Lesti. Była przerażona tym,co zastała w
jaskini.
-Ups. Pewnie nas teraz wyrzuci.-Szczeniak szepnęła do siostry.
-I
to przez ciebie-Syknęła. Ale Lesti nie kazała im się wynosić. Weszła do jaskini
i zawołała swoim cichym głosikiem,więc trudno było to nazwać
wołaniem.
-Hej,chodźcie do mnie. No już,spokojnie.-Mówiła do zwierząt.
Zatrzymały się i zaczęły podchodzić do wilczycy.-Nie bójcie się ich. Chcieli się
pobawić. No już,chodźcie do łóżek,bo wam się pogorszy. Chodźcie
kochani.-Szeptała i prowadziła swoich podopiecznych do gniazd i łóżek. Ciotce i
jej rodzinie opadła szczęka,a zwłaszcza Cham. Od tego czasu podziwiali ją,jak
bardzo umie się obchodzić ze zwierzętami,ale to już inna bajka. Kiedy wszystkie
zwierzęta były na miejscach zwróciła się do gości.
-Witajcie. Miło mi was
znowu widzieć. Co was tu sprowadza?-Powiedziała do rodziny. Byli zdziwieni,bo
oczekiwali jakiejś nagany,czy czegoś.
-Przepraszamy za najście i...za to,co
się przed chwilą stało.-Powiedzieli,a zwłaszcza Cham.-W naszym świecie wybuchła
wojna i przyszliśmy prosić o schronienie.
-Och,to straszne. Współczuję wam.
Czujcie się u mnie jak u siebie i zostańcie ile chcecie,ale Cham,proszę nie goń
więcej tych zwierzątek.
-D-dobrze. Przepraszam.
-Nic się nie stało.
Wybaczyły ci,prawda?-Zwróciła się do zwierząt. Pokiwały twierdząco
głowami.
-Trafiliście w idealny dzień,bo jutro kilka zwierząt będzie
wypuszczanych na wolność. To taka piękna chwila...
-SUPER!-Zawołał
szczeniak.
*Następnego dnia.*
Kiedy wszyscy się obudzili i zjedli,Lesty
poprosiła,żeby wyszli na dwór i obserwowali. Poszła po żurawia,który miał
złamane skrzydło i białego gołębia bez górnej szczęki. Wyniosła oba ptaki i
najpierw puściła gołębia,a później zdjęła opatrunek żurawiowi i również puściła
go na wolność.Goście stali zachwyceni i patrzyli jak szczęśliwe ptaki odlatują w
dal. Na szyjach oczywiście miały naszyjniki z kwiatów,które Lest wczoraj robiła
do późnej nocy. Założyła je każdemu zwierzęciu i zrobiła jeszcze ze słomy,którą
też zebrała pokrywki na kosze,oraz z pozostałości kwiatów naszyjnik i sobie.
Wyglądała pięknie w naszyjniku i wianku z kwiatów.
<Co dalej rodzinko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz