Nie byłam wściekła,ale smutna. Zwłaszcza kiedy zobaczyłam małą Scarlett...poleciały mi łzy.
-S-scarlett...-szepnęłam. Zrobiła krok w tył.
-S-skąd znasz moje imię?
-Kochanie,mogłabyś zostawić nas samych?-Powiedział Surgeon
-Niech ona mi odpowie.-Powiedziała.
-Scarlett,do pokoju.-Powiedział bardziej stanowczym głosem. Szczenię nie nalegało dłużej.
-Coś ty jej nagadał?-Zapytałam trochę zdenerwowana.
-Wychowuję ją,więc chcę,żeby myślała,że jestem jej ojcem.
-Nienawidzę
kłamców. Oddaj mi moją córkę. Jestem ci wdzięczna,że jej pomogłeś,ale
jeśli taka ma być "zapłata" to wolę poprosić o pomoc Luny.
-A myślisz,że by ci pomogła?
-Już raz mi pomogła.
-Nie łudź się,że to powtórzy.
-To
znalazłabym inny sposób. A teraz albo jej powiesz prawdę i oddasz mi
moje dziecko,albo zabiorę ją siłą.-Byłam tak wściekła,że nie wiedziałam
co robić.-Proszę.-Z oczu znów poleciały mi łzy.
-Odejdź.
-Będę
walczyć o moje dzieci. T-to mój największy skarb. Nie dam ci jej od tak
zabrać.-Zaczęłam przemieniać się w smoka. Wtedy weszła Scarlett.
Cofnęłam przemianę.
-T-tato...czy to prawda,co ona mówi? Ona jest moją mamą?
-Nie,skarbie. Ona chciała mi cię odebrać.
-O-on
k-kłamie...-mówiłam przez łzy.-Scarlett...p-proszę. Twoimi rodzicami
jestem ja i Resti. Nie on. Uratował ci życie i zabrał cię do swojej
jaskini nim zdążyłam zareagować. P-proszę uwierz mi.
<Co dalej Surgeon?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz