-Wiesz...dziadku...ja poznałam taką osobę.-Uśmiechnęłam się patrząc w dal. On spojrzał na mnie trochę dziwnie,ale zapytał:
-Kto to taki?
-Sher...mój...mój ukochany.
-Gratuluję ci. Mam nadzieję,że będziecie tak szczęśliwi,jak ja i Noris.-Posmutniał. Położyłam łapę na jego ramieniu.
-Mogę widzieć i wywoływać duchy. Jeżeli chcesz,mogę też spróbować ubłagać Lunę,żeby ożywiła Nor...ekhm babcię. Choć na chwilę.
-Na prawdę?-Ucieszył się.
-Mhm. Mogę pójść do Luny kiedy zechcesz.
-Leć skarbie,pędź jak błyskawica,a ja przygotuję wszystko na jej przywitanie.
-T-tylko trzeba odnaleźć jej ciało,albo kości.-Powiedziałam.-I nie wiem też,czy Luna się zgodzi.
-Oczywiście,oczywiście. Już pędzę szukać jej ci...cia...ła...biegnę!-Zawiesił się na chwilę i pobiegł. Ja również wyruszyłam w stronę jaskini Luny.
-Luna! Luna jesteś tu? Mam ogromną i ważną prośbę,którą wykonasz bez trudu! Proszę!
-Czego?-Wyszła ze swojej jaskini trochę zaspana.
-Błagam błagam błagam! Ożyw moją babcię! Mój dziadek cierpi i ledwo żyje z tęsknoty! Proszę ożyw ją.
-Nie.-Powiedziała krótko i już zaczęła wchodzić do jaskini,kiedy chwyciłam ją za łapę. Odwróciła głowę i zobaczyła mnie leżącą na brzuchu ściskającą ją tylną,lewą łapę.
-P-proszę. Nie sprawi ci to trudności. Wystarczy zaczarować i już. Błagam...
-Nic nie rozumiesz. NIE I JUŻ!-Powiedziała dość niemiło. Coś się musi za tym kryć,że z taką niechęcią zwracała się do ożywiania wilków.
-Czego nie rozumiem?-Wstałam i krzyknęłam za nią. Odwróciła się zdenerwowana. Podeszła do mnie krokiem wnerwionego tak szybko,że się cofnęłam.
-Słuchaj,bo nie będę powtarzać! Ingerowanie w czyjeś życie jest najgorszą z możliwych magii. Nawet nie wiesz jak żałuję,że to JA urodziłam się z tą mocą,jako jedna ze "wspaniałych szczeniąt". Od kiedy pamiętam,każdy się mnie bał i unikał. Na początku WSZYSCY prosili,bym ożywiła kogokolwiek. Rybkę,matkę,babcię,siostrę,mrówkę. Taki los został napisany dla twojej babci i ten los się nie zmieni!
-N-nie rozumiem.
-To masz problem.
-Wytłumacz mi!
-Nie!
-Proszę.
-Dla świętego spokoju. WSZYSCY których ożywiałam niedługo po otrzymaniu "drugiej szansy" u m i e r a l i ! Z nieznanych powodów. A teraz odejdź!
-A-ale zaraz...cz-czyli....p-przecież ty o-ożywiłaś m-mamę! Lesti!-Krzyknęłam przerażona.
-Więc powiedz jej,żeby cieszyła się życiem puki może.-Powiedziała z wnętrza jaskini. Pobiegłam za nią.
-A więc zgrywasz taką twardą,bo...-Ugryzłam się w język. Podbiegła do mnie nim zdążyłam zareagować i chwyciła mnie za szyję przytrzymując przy murze.
-Bo co?
-Bo cały czas,co noc płaczesz z powodu tego,iż nie możesz tylko nieść śmierć,a życie i tak powraca do grobu! C...-Luna przycisnęła moją szyję.-Całe życie łudzisz się,że to przez "los",ale tak na prawdę gdyby nie dało się tego cofnąć,taka magia nie istniała by.-Dokończyłam.
-Nigdy nie waż się mówić,że jestem słaba a,że płaczę czasami nie waż się pisnąć nawet rybie ZROZUMIANO?!-Po tych słowach puściła mnie lekko przyduszoną. Chwyciłam się za gardło i oddychałam głęboko.
-Z-zróbmy mały test. J-jeśli Lesti i Noris umrą niedługo....j-już nigdy cię nie poproszę o ożywienie kogokolwiek.-Powiedziałam z trudem. Zwłaszcza o mojej mamie.
-Okrutna jesteś,że traktujesz swoją rodzinę jako króliki doświadczalne. Zgoda. Mogę to zrobić.-Powiedziała swoim diabelnym głosem.-Dodam tylko,że nie jestem słaba. To przeszłość była okrutna. Na co dzień nikogo nie udaję. W nocy też nie. Zrozumiano?
-Tak.-Powiedziałam i zaprowadziłam Lunę do skarpy,gdzie się umówiliśmy z Deathem.
<Co dalej Death?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz