Wszyscy poszli rozmawiać z Picallem. Zostałam sama. Skoczyłam ze skarpy i
rozwinęłam skrzydła. W łapie trzymałam naszyjnik od Restiego. Był taki piękny.
Ale on kocha Ro. Z zamyślenia wyrwało mnie...drzewo. Wpadłam na nie i walnęłam o
ziemię.
-Ała...jak boli.-Wstałam mamrocząc do siebie. Otarłam obolałe ramię.
Obejrzałam teren,w którym wylądowałam. Było cicho...zbyt cicho...po chwili z za
krzaków wyskoczył mały króliczek. Wyglądał na cierpiącego,więc podeszłam do
niego.
-Co się stało? Ukłułeś się gdzieś? Pokaż. Pomogę ci.-W tym momencie
króliczek zamienił się w wielkiego potwora
Rzucił się się na mnie a z pyska kapała mu krew
wprost na mój pysk. Zignorowałam to.
-No, już dobrze. Zejdź ze mnie.
Proszę.-Głaskałam go po łapie. Wtedy usłyszałam krzyk jakiegoś wilka:
-Nie
dotykaj go! Jego skóra to trucizna!-W tym momencie poczułam wielki ból na pysku
i łapie,którą go głaskałam. Były zżerane przez kwas. Krzyknęłam. Rasti, rzucił
się na potwora. Wbił mu nóż w ramię i odskoczył strzepując kwas z łapy za pomocą
Karikary. Rośliny leczniczej. Poczułam więcej punktów mojego ciała,które były
zżerane. Tam,gdzie potwór mnie trzymał. Leżałam pół-przyśnięta. Stworzenie
ciężko ranne uciekło.
-M-muszę mu pomóc-Wybełkotałam. Rasti rzucił się na
roślinę Karikarę i przyniósł mi tyle liści ile tam było. Przyłożył je do ran.
Szybko wchłonęły kwas. Wyrzucił je i podniósł mój łeb.
-CO CI STRZELIŁO DO
GŁOWY?! Chciałaś z nim gadać? Zaprosić na herbatę może jeszcze? Myślałaś,że po
prostu z ciebie zejdzie i przeprosi? Co ty sobie wyobrażasz. Może za nim teraz
pobiegniesz i mu pomożesz?-Spuściłam łeb. Już czułam się lepiej,ale byłam trochę
osłabiona. Zdjęłam szyję z jego łapy i przysunęłam się do rośliny nie słuchając
jego krzyków. Chuchnęłam na nią,a ona odrosła. Rasti umilkł. Ku mojemu
zdziwieniu padł na mnie i przytulił się.
-Nie strasz mnie tak.-Uderzyłam łapą
o ziemię i wszystko co było spalone przez truciznę odżyło.-Dlaczego tak nagle
odleciałaś?
-Nie miałam co tam robić-Puścił mnie i usiadł przede mną. W tym
momencie poczułam zawroty głowy i upadłam. On skoczył i położył się przy
mnie.
-Nic ci nie jest?
-A tobie? Też go dotknąłeś.
-Nie jestem ważny w
tej chwili.
-Owszem jesteś. Tak samo tamto stworzenie. Nie ma życia
nieważnego.-Uśmiechnęłam się mimo braku sił.
<Co dalej?>

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz