Poczułam jak się rumienię i odskoczyłam od Restiego.
-J-j-ja-aaa...-Byłam
cała czerwona.
-Co się stało?
-P-przepraszam!-Krzyknęłam i uciekłam.
Kochałam go ale tak okazywać uczucia...i to przy dziewczynach...to dla mnie zbyt
dużo. Przynajmniej na razie. Biegłam i biegłam,aż wpadłam do wieeelkiego dołu.
Było tam pełno błota. Próbowałam się wydostać wspinaczką. Próbowałam
wylecieć,ale albo tak źle latałam,albo ta maź mnie blokowała. Znalazłam małą
norkę w jednej ze ścian dołu. W oddali usłyszałam nawoływanie Restiego. Już
chciałam mu odpowiedzieć,kiedy się poślizgnęłam i wpadłam głębiej w dół. Ech.
Jeszcze niżej,a chciałam WYŻEJ! Co poradzić? Zjeżdżałam i zjeżdżałam po śliskim
i lepkim błocie,aż w końcu dotarłam do dziwnego pokoju z kilkoma drzwiami."Co ja
Alicja w krainie wilków?"-Pomyślałam.-"A gdzie królik?"- Wykopałam jedne z drzwi
i przecisnęłam się przez nie. Drogą,którą tu dotarłam nie mogłam się dostać na
górę. Za drzwiami istniała przepiękna kraina. Pełno przedziwnych stworzeń.
Kiedy oglądałam te przedziwne stworzenia,ku moim
oczom ukazała się piękna droga.
Poszłam dróżką i oglądałam jak przepiękne
wróżki dekorują równie piękne kwiaty i rośliny. Poszłam dalej. Doszłam do
wielkiej dziury,która chyba prowadziła w górę. Podobała mi się ta kraina,ale
chciałam już wracać do domu. Weszłam do dziury i pokonałam kilka dołów,pajęczyn
i gniazd pająków,korzeni blokujących drogę i wydostałam się na
powierzchnię...chyba.
-Ostatnio widzisz dużo pięknych
krain-Powiedziałam do siebie próbując wydostać zad z ciasno złożonych korzeni.
Obejrzałam okolicę. Znałam to miejsce. Zapamiętałam dokładnie drogę i drzewo i
skierowałam się w stronę jaskini. Po drodze spotkałam białego kota. A mianowicie
lwicę.
-Wybacz.-Powiedziała podnosząc mnie z ziemi. Obie
w kilka chwil pozbierałyśmy się z upadku. Kocica wpadła na mnie.
-Nic nie
szkodzi.-Powiedziałam swoim jak zawsze cichym głosem.
-Jestem Lo. Zdrobnienie
od Lisanny. Niepodobne,ale wolę kiedy mówi się do mnie Lo. A ty?
-Jestem
Lesti. Gdzie ci tak spieszno?
-Euh,gonią mnie złe zwierzęta. Nie mam dużo
czasu. Wybacz,ale lecę-Powiedziała spłoszona odgłosami
pościgu.
-Poczekaj,znam dobrą kryjówkę.
-Gdzie?
-W mojej
jaskini.
-Nie. Doprowadzisz ich do swojego domu i zniszczą ci go i zaatakują
cię.
-W takim razie chodź za mną.-Wpadłam na pomysł,gdzie ukryć Lo. Chwilę
się opierała myśląc,że chcę dalej ją doprowadzić do jaskini,ale później pobiegła
za mną. Pędziłyśmy ile sił w łapach. W końcu dotarłyśmy do mokradeł.
-Ufasz
mi?-Zapytałam.
-Tak.-Popchnęłam ją do wody krzycząc "Obiad!" i pobiegłam na
drugi brzeg "jeziora" ona wynurzyła się spanikowana. Słyszała,co
wykrzyknęłam.-OBIAD?! Chcesz mnie rzucić na pożarcie krokodylowi albo czemu
innemu?-Machała spanikowana łapami płynąc do brzegu. Po chwili coś ją połknęło,a
ja wskoczyłam za tym. Był to ogromny krokodyl. Pogłaskałam go po grzbiecie i
popłynęłam obok niego. Dopłynęliśmy do podwodnej jaskini. Krokodyl wypluł Lo.
Oddychała głośno i krzyczała na mnie.
-Nie jestem obiadem!
-Obiad,to imię
tego krokodyla...-powiedziałam cicho.
-O...s-serio?...P-przepraszam. Gdzie
jesteśmy?
-W podwodnej jaskini. Lubię tu przychodzić by pomyśleć. Tylko ja
znam to miejsce. Pomijając zwierzęta. Tylko proszę...nie mówi innym o tym
miejscu.
-Dobrze.
Po jakimś czasie wyszłyśmy z mojej kryjówki i poszłyśmy
do mojej jaskini,w której czekał na mnie Resti.
<Co dalej?>







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz