Nie wiedziałam co się dzieje. Wszędzie była gęsta mgła. W oddali usłyszałam
krzyk Lesti. Zaczęłam nawoływać:
-LESTI! LADY! CHAM! AYA!-Nikt nie
odpowiadał. Parę sekund potem,mgła opadła. Wokół mnie nikogo nie było. Wołałam i
wołałam. Biegłam przez cały las. Nikogo nie było. Nagle,zorientowałam się,że
wybiegłam daleko,bardzo daleko poza tereny watahy. Na pustkowie wiary. Jego
nazwa słynęła z przeciwieństwa,które się tu dzieje. Tutaj nie można ufać nikomu.
W oddali usłyszałam rozpaczliwe wołanie Lesty o pomoc. Pobiegłam w tamtą stronę.
Stała tam Lesty i kuzynostwo.
-Co się stało? Co tu
robicie?-Zapytałam.
-Poszliśmy tutaj,by ci coś pokazać...-Byli dziwni. Lesty
mówiła dość głośno,a rodzinka była zamroczona.
-Nie jesteście moją
rodziną.-Powiedziałam i wzbiłam się w powietrze. Nagle,w oddali zobaczyłam
podejrzanego wilka.
Po chwili zwierz zniknął. Zleciałam na ziemię.
Był to wielki kanion. Szukałam jakiegokolwiek znaku życia.
Jaskini,dziury,czegokolwiek. Nim je znalazłam,minęła godzina. Wbiegłam do nory i
usłyszałam przeraźliwy śmiech. Ciarki przeszły mnie po plecach. Ruszyłam na
przód. Przeraziłam się tego,co zobaczyłam. Ku moim oczom ukazał się straszliwy
widok. Lesty leżała na środku pokoju plecami do mnie. Rodzinka cioci siedziała
osobno w klatkach,a sama ciocia była przywiązana do ściany za łapy. Wilk coś
mówił,ale nie słyszałam tego zbyt dobrze. Po chwili znów się roześmiał i
powiedział głośniej.
-Teraz patrz rodzinko jak szpecę waszego krewniaka. Co
by tu najpierw? A,już wiem. Wyłamię jej zęby i wyrwę język.-Chwycił Lesti za
pysk. Zaczęłam biec w jego stronę krzycząc,żeby ją zostawił. Puścił ją. Jej
głowa upadła bezwładnie na ziemię. Skoczyłam na niego,ale zamiast wilka unosiła
się ciemna mgła.
-Jeszcze się zobaczymy-Szepnął i zniknął. Podbiegłam do
Lesti. Kolejny szok. Miała białe oczy. Była ślepa. Zakryłam łapami usta. Z oczu
popłynęły mi łzy. Położyłam uszy i stałam tak chwilę w bezruchu. Po policzku
spływał mi potok łez. Chwilę załamania przerwała mi ciotka z
rodziną.
-W-wypuścisz nas?-Otarłam łzy i podbiegłam do klatek. Pootwierałam
je i wzięłam siostrę
na plecy. Jej pysk zwisał tuż przy moich oczach i cały
czas widziałam jej śnięte,zamglone oczy. Starałam się nie płakać,ale w końcu nie
wytrzymałam. Doleciałam do jej jaskini i położyłam ją na jej łóżku obok chorych
zwierzątek. Wszystkie czy chore,czy niepełnosprawne otoczyły ją i przytulały
się. Niektórym nawet spływały malutkie łezki. Wiedziały co się stało. Znów
otarłam swoje łzy i położyłam się przy siostrze. Goście nie wiedzieli co robić.
Powiedzieli więc,że idą na spacer i tak też uczynili. Niedługo potem,Lesti się
ruszyła. Otworzyła oczy i zapytała:
-G-gdzie ja jestem?
-W swojej
jaskini.
-S-Strasznie tu ciemno...boję się...-Wyszukała łapą moją głowę i
przytuliła mnie.-Dlaczego wokoło jest tak strasznie ciemno? Dzisiaj jest
nów?-Łzy znów napłynęły mi do oczu.
-N-nie...jest dzień...
-Dlaczego jest
tu tak ciemno?-Powtórzyła pytanie.
-B-bo...Lesti..posłuchaj...ty...t-twoje
oczy...t...ty....-Przerwała mi
-Jestem ślepa?-Zapytała.
-T-tak.-Spuściła
łeb i zamknęła oczy.
-Chciałabym płakać,ale nie mogę...-Przez resztę dnia
leżałyśmy w ciszy. Chyba zasnęłyśmy,bo obudziłam się dopiero rankiem. Ciocia i
jej rodzina jeszcze spali.
<Co dalej?>

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz