Bawiłam się bardzo dobrze. Śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Zapomniałam o moim rozdwojeniu jaźni. Aż po jakimś czasie poczułam to. Nadchodziło. Nie potrafiłam jeszcze nad tym panować. Tylko troszkę.
-P-przepraszam. Muszę coś załatwić.
-Pójdę z tobą.
-Nie. Muszę iść sama.-Zaczęłam biec w stronę swojej jaskini. Zabarykadowałam ją i rozpoczęła się przemiana. Kiedy nad moim ciałem zawładnęło zło,usłyszałam Hashi'ego.
-Zan! Zan co się stało? Poczekaj pomogę ci.-Zaczął rozwalać jedyną rzecz,która mogła go obronić. Moje ciało "pomagało" mu. Próbowałam krzyknąć,aż w końcu się udało.
-Hashi,nie!-Przerwał.
-O co chodzi?
-U-uciekaj! Proszę zostaw...-Więcej powiedzieć nie mogłam. Wtedy pojawiła się Kain.
-Zawładnij nad swoim ciałem-Powiedziała. "Jak niby mam to zrobić?" pomyślałam.-Poczuj to!-Krzyknęła. Wtedy poczułam jak ruchy mojego ciała zwalniają. Przejmowałam kontrolę. Nie całkiem,ale jednak. Spróbowałam się odmienić i po chwili udało mi się. Byłam znowu sobą.
-Zan! Zan,co się dzieje!-Pytał Hashi.
-Idź do niego-Powiedziała Kain.
-Dziękuję.-Powiedziałam i poszłam. Odbarykadowałam wejście i stanęłam przez Hashi'm.
-Przepraszam.-Powiedziałam.
-Co tam się działo?
-N-nic.
<Co dalej Hashi?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz