czwartek, 29 maja 2014

Od Luny CD Death 121

Wtedy się obudziłam. Leżałam na tej samej skarpie,a nowa dusza latała w moim słoiczku. To był tylko sen. Ale o co mu chodziło z tą duszą? Heh. Chciałabym go zobaczyć w dawnej postaci demona. Wyglądał tak potwornie. Lubiłam to. Uśmiechnęłam się leciutko. Wtedy usłyszałam jego krzyk z za pleców.
-Nie!-Wstałam jak oparzona.
-O co ci chodzi?
-Uwolnij tą duszę! Już!
-Ha! Myślisz,że będę ci uległa? Ani mi się śni. Do czego ci ta mała dusza jakiegoś wilka? On jest przecież martwy. A do życia go nie przywrócisz.
-Bo tak.
-Bez argumentów tym bardziej nie odzyskasz tej duszy. Zostaw mnie.-Powiedziałam i odleciałam. Jest agresywniejszy niż zawsze. Dziwne....jakby....JAKBY JEGO DEMON SIĘ W NIM OBUDZIŁ! Czekałam na ten dzień od kiedy odszedł zamieniając się w małego,potulnego i miłego wilka. Demony tak nie postępują. Cieszę się,że tego wieczora nie zabiłam go. Wtedy dostałam wizji z przeszłości właśnie z tej nocy.
   "Było ciemno. Demonów wciąż przybywało. Nadchodziły ze wszystkich stron. Wszyscy moi towarzysze broni polegli. Zostałam sama. Ja i mój miecz. Przecięłam pierwszego demona oblewając drugiego wodą święconą. Skoczyłam nad trzema stworami ucinając im równocześnie łby. Na moim "liczniku" w głowie było już zabitych 986 demonów w 30min. Nieźle,ale bywało lepiej. Kiedy mój "licznik" doszedł do 6 666 został jeden i ostatni demon,ale on był inny. Był jeszcze młody. Nie opanował do końca swych mocy a oni wystawili go do walki bezbronnego. Zatrzymałam miecz nad jego głową hamując tym samym jego śmierć. Wiedziałam co czuje. Kiedyś czułam się podobnie. Sama,bez nikogo...schowałam broń do pochwy przywiązanej do moich bioder i wzięłam go na ręce. Tej nocy,złamałam tabu dla potwora i nie żałowałam tego.
-Daję ci ciało wilka,byś nie został zdradzony,a twe normalne ciało zmieniam w ciało wilczego demona. Nadaję ci imię Death i nauczę cię połowy moich mocy. Od tej nocy,będziesz wychowywany przeze mnie i odejdziesz w podróż,kiedy dorośniesz.-Powiedziałam trzymając go w łapach i pomyślałam "Trochę ci współczuję,bo nie mam ręki do dzieci,ale postaram się dać ci to,co najlepsze". Od owej nocy,wszystko się zmieniło. Mimo to,nawet on nie skruszył mego kamiennego serca wykutego przez te setki samotnych lat.-Mimo to,życie,które przywrócisz do martwego ciała,będzie słabe i nie pożyje długo. Takie są konsekwencje,za to leczyć będziesz mógł bardzo dobrze."
      Wtedy wizja się skończyła,a ja zorientowałam się,że doleciałam już dość daleko. Zawróciłam się do swojej jaskini. Death już tam nie było. Położyłam się i zasnęłam.
<Co dalej Death?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz