Kiedy wbiegłam do pomieszczenia w którym leżała Lesti,zobaczyłam coś przerażającego. Ona przykuta do ściany...a raczej jej pozostałości. Obok niej,na ziemi leżały jej wnętrzności,a sprawcy nie było. Słychać było tylko cichy,przeraźliwy śmiech. Podbiegłam i odczepiłam Lesti.
-Lesti błagam,nie umieraj...-Co ja wygaduję. Została pozbawiona serca. Umarła. Po raz pierwszy w życiu płakałam za jakimś wilkiem. Po raz pierwszy w życiu,czułam jakbym straciła połowę siebie. "Mam przecież moc! Nie...przyrzekłam,że nigdy nie pomogę wilkowi...ale ona jest...nie...ja nie łamię obietnic..." W środku mnie toczyła się wojna,co zrobić. Zobaczyłam jej matkę klęczącą nad nią.
-Błagam...błagam...pomóż jej.-Szepnęła. Postanowiłam. Ożywię ją. Właśnie zaczęłam dzieło,kiedy ktoś zakradł się do mnie od tyłu. Chwyciłam jego kij,którym chciał mnie uderzyć. Był to ten sam wilk,który sprawił tyle przykrości i krzywd Lesti i jej rodzinie.
-Więc to ty.-Powiedziałam.-Nie mam na ciebie czasu. Gnij!-Po tych słowach jego ciało zaczęło się rozpadać...gniło. Rozkładało się. Kontynuowałam ożywianie. Wszystko wróciło na swoje miejsca,a Lesti zaczęła cichutko oddychać. Wzięłam ją na grzbiet i uciekłam z "miejsca zbrodni". Oddałam ją w ręce Star.
-Trzeba ją zanieść do jej jaskini. Niech odpoczywa.
-CO SIĘ STAŁO?!
-Tamten wilk ją porwał i zabił. Nie bój się. Już żyje. Musi tylko odpoczywać.
<Co dalej Star?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz