Gdy podniosłem Scarlet i wybiegłem z jaskini wpadłem na Ro ona się coś mnie zapytała ale ja pobiegłem dalej by nie wiedziała co niosłem w pysku miałem nadzieje ,że Lesti wybaczy to ,że się będę się opiekował Scarlet. Biegłem do mojej jaskini tam zrobiłem pokój dla Scarlet by wierzyła ,że jestem jej ojcem nie chciałem by została tu dopóki nie dorośnie . Gdy minęły 4 dni Scarlet była już na siłach uczyła się chodzić jeszcze nie mówiła. Po chwili zawołałem ją na śniadanie ona odkrzyknęła nie pewnie :
- Już idę Ojcze !!! - zdziwiło mnie to dobrze. Ponieważ nie uczyłem jej mówić.
- Ojecze ? - zapytałem
- Co ty nie jesteś moim tatą ? - zapytała robiąc krok w tył .
- N-n-nie jestem tak -tak jestem - powiedziałem próbując się wyplątać z dziwnej sytuacji .
- No właśnie głuptasie - i przytuliła się do moich nóg ponieważ nie dosięgała mi nawet do klatki piersiowej.
- Wiesz tato chcę iść do szkoły poznać dzieci w moim wieku.
- Eee .. to nie jest dobry pomysł - powiedziałem by nie spotkała kogoś kogo mogła by poznać . Ponieważ nie zabrałem jej na darmo gdy położyłem na jej główce łapę obudziłem ją z śmierci przysiągłem wtedy ,że muszę się nią zająć . Nagle wbiegła wkurzona Lesti
< Co się stało Lesti ? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz