Kiedy spacerowałam po jednej z łąk,usłyszałam czyiś głos. Poznałam ją od razu. Spojrzałam w tamtą stronę...widziałam ją!
-Mamo! Ty żyjesz! A-ale jakim cudem cię widzę?
-Skarbie,jak ty wyrosłaś! Kochanie...widzisz mnie...bo jestem duchem.
-D-dlaczego pojawiasz się akurat teraz? Dlaczego wtedy nie skoczyłaś? Czemu...
-Pojawiam się,bo chcę ci pomóc. Widzę jak ci ciężko...nie skoczyłam bo...bo moja rola się skończyła. Nadszedł czas,żebyście to wy przjeli władzę.-Znowu chciało mi się płakać. W tym momencie usłyszałam śmiech. Nie znałam tamtego zapachu ani głosu...chyba,że...TO ON!
-Hahahahaha! Postradała zmysły moja mała ślicznotka? Tak dobrze widzisz,to ja...albo słyszysz,bo ze wzrokiem widzę najlepiej nie jest! Hah!
-Czego tu chcesz?-Zapytałam wystraszona.
-Odebrać ci coś więcej niż wzrok. Może zabiorę też słuch...może mowę...kto wie? Albo lepiej! Zabiorę ci rodzinę!
-D-dlaczego akurat ja?
-Bo jesteś słabą,bezużyteczną kaleką.-Zabolało.
-P-proszę...zostaw moją r-rodzinę...weź t-tylko mnie.-Byłam przerażona,ale wiedziałam co mówiłam.
-Hmm...z tobą nie będzie tyle zabawy. Chcę patrzeć jak cierpisz bardziej. Coś lepszego jak "Chciałabym płakać,ale nie mogę"-Drwiąco udał mój głos i zaczął się straszliwie śmiać.-Hahahahahhahahahahahahahhahahahahahahhahaahhaahhah. No dobrze. Zabiorę tylko ciebie,ale będziesz przeżywała najboleśniejsze chwile twego życia. Zgadzasz się?
-TAK!
-Więc postanowione. Zawrzemy pakt krwi,że od dzisiaj jesteś moja. Tylko moja. Jeśli złamiesz swą obietnicę,umrzesz. Co ty na to?
-I tak jestem za słaba,żeby ci uciec...-pisnęłam.
-Więc chodźmy no mojego "pałacu" zapraszam...MADAM. Hahahahahhahahahahahahhah-śmiał się jak opętany. Nagle,poczułam inny zapach. Inne podłoże. Inne miejsce. Byłam w jego jaskini. Jeszcze czuć było zapach mojej rodziny. Przywiązał mnie do ściany i wysunął ostre pazury. Czułam jak jego cienkie ostrza przesuwają się po moim policzku,a później brzuchu. Widziałam w oddali płacząc i bezsilną mamę. "Pójdę po pomoc!" Krzyknęła przez łzy i zniknęła. Zacisnęłam zęby i czekałam na odsiecz,albo na odgłos wyjmowania moich wnętrzności. Poczułam ból w lewym policzku. Zaczęło się. Przejechał pazurem po mojej łapie,z której wypłynęła krew. Później drapał leciutko brzuch. Każda rana była cała we krwi. Później zaczął rozcinać brzuch w dół. Wtedy usłyszałam krzyki:
-Lesti! Lestiiii!-Krzyczał ktoś.
-Znowu przeszkadzają.-Szepnął.-Tym razem ci nie pomogą. Nie zdążą.-Powiedział i rozciął mój brzuch. Poczułam się pusta. Opróżniana. Wyjmował moje wnętrzności. Słabłam. W końcu odciął serce. Później nastała ciemność.
<Co dalej?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz